Nowy numer 43/2020 Archiwum

Patron rozbitków

Franciszkanie prowincji gdańskiej obchodzili 70-lecie pracy nad polskim morzem. Na świętowanie do Darłówka przyjechał z nimi błogosławiony współbrat – po wiekach zapomnienia na nowo odkrywany.

To oficjalne powitanie naszego współbrata w prowincji. Witamy go na ziemiach północnych, na których także duszpasterzował – cieszy się prowincjał o. Jan Maciejowski, który wprowadził do darłowskiego kościoła relikwie bł. Jana z Łobdowa, patrona żeglarzy, flisaków i ludzi morza.

Oświetla drogę

Średniowieczny zakonnik na obrazie trzyma świecę. – To patron, który wskazuje drogę. Chcielibyśmy, żeby zapalał pochodnię dla wszystkich wracających do portu i wzniecał w nas ogień wiary – dodaje o. Maciejowski i przyznaje, że dla samych franciszkanów bł. Jan Łobdowczyk to odkrycie. – Nawet w naszym zakonie świadomość o tym błogosławionym była niewielka. Po kasacie zakonu jego grób w Chełmnie został sprofanowany. Czasem ktoś wspomniał o bł. Janie – w kaplicy koszalińskiego klasztoru dzięki o. Piotrowi Mielczarkowi znalazł się na przykład w witrażu – ale nie był szerzej znany nawet wśród franciszkanów – przyznaje o. Janusz Jędryszek, pustelnik z Góry Polanowskiej, od którego błogosławiony współbrat domagał się przypomnienia o sobie. – W ubiegłym roku w styczniu bł. Jan zaczął mnie niepokoić. Ciągle kazał mi o sobie myśleć w ciągu dnia, budziłem się w nocy. Jakby czegoś się ode mnie domagał. Pomyślałem, że jako Prowincja Gdańska jesteśmy spadkobiercami jego dziedzictwa. W końcu powiedziałem: „dobrze, zajmę się tym, ale ty zajmij się moim szwagrem, który zachorował na raka szpiku”. Kiedy badania pokazały, że wszystko jest w porządku, nie miałem się już nad czym zastanawiać, tylko pojechałem do prowincjała – opowiada o. Janusz.

Płacz z celi

Data urodzin bł. Jana nie jest znana. Wiadomo natomiast, że przyszedł na świat w Łobdowie koło Brodnicy. Był jednym z pierwszych polskich franciszkanów konwentualnych prowincji czesko-polskiej, ok. 1239 r. brał udział w pracach nad założeniem w Toruniu pierwszego klasztoru. Przyjął święcenia kapłańskie i zasłynął jako dobry kaznodzieja. Zakon nadał mu tytuł doktora teologii. Był zakonnikiem gorliwym w zachowaniu reguły i rozmiłowanym w modlitwie. Wyróżniał się szczególnym nabożeństwem do Matki Bożej i Dzieciątka Jezus. – Był mistykiem. Jak podają źródła, współbracia słyszeli głos kobiety dobiegający z jego celi, co bardzo ich zgorszyło, ale kiedy usłyszeli płacz dziecka, nie wytrzymali i wtargnęli do środka. Wówczas zobaczyli, że Maryja podała Janowi Dzieciątko do piastowania – opowiada o. Janusz. – Stąd też oprócz ludzi morza przyzywają jego pomocy fałszywie oskarżani – dodaje pustelnik. Cudowne zjawiska nie ustały także po śmierci zakonnika w 1264 r. Miał ukazywać się flisakom z pochodnią, wskazując bezpieczne przeprawy na Wiśle. Do jego grobu w podziemiach franciszkańskiego kościoła pw. św. Jakuba i św. Mikołaja w Chełmnie przybywali licznie pielgrzymi, nawet… protestanci. Jego kult swoim zasięgiem obejmował nie tylko ziemie Kujaw i Pomorza, ale nawet Czechy, zamarł jednak wraz z kasatą klasztoru franciszkanów w Chełmnie w 1806 r. Dopiero niedawno o błogosławionym zaczęto sobie przypominać, a w czerwcu szczątki zakonnika uroczyście wprowadzono do toruńskiej katedry.

Już wyprasza łaski

O współbracie chcą przypominać także nadmorscy franciszkanie. Miejscem, w którym odtąd znajdować się będzie fragment żebra błogosławionego jest kościół pw. św. Maksymiliana M. Kolbego w Darłówku. – Warto wiedzieć, że o. Maksymilianowi bardzo zależało na rozwoju kultu błogosławionego z Łobdowa, co potwierdzają zachowane listy świętego. Można powiedzieć, że to św. Maksymilian przyprowadził nam do Darłówka bł. Jana. A my bardzo się z tego cieszymy – przyznaje o. Sebastian Fierek, proboszcz i gwardian klasztoru w Darłówku. Nie ukrywa, że błogosławiony „rozpoczął działalność” nad morzem jeszcze zanim jego relikwie tu przybyły. – Prosiliśmy za jego przyczyną o zdrowie i w ważnych życiowych sprawach. W lecie jeden z wczasowiczów, który był świadkiem wstawiennictwa bł. Jana, powiedział: „zobaczysz, jeszcze będą ludzie do tego kościoła wchodzić o kulach, a wychodzić o własnych siłach”. Daj Panie Boże, żeby tak było, ale nie te kule są najistotniejsze. Najważniejsze jest uzdrowienie serca, powrót do Jezus, a święci chcą nam w tym pomagać, wypraszają dla nas łaskę nawrócenia, wiary, wytrwania – kiwa głową o. Sebastian. Bł. Jan jest patronem ludzi morza, więc jego obecność w Darłówku jest jak najbardziej na miejscu, ale jest również patronem rozbitków – także życiowych. – Różnie wygląda to życie naszych wiernych, nasza parafia nie odbiega od innych na Pomorzu, sporo jest rodzin rozbitych, niepełnych, borykających się z problemami. Wierzę, że Jan będzie się za nimi wszystkimi wstawiał – dodaje proboszcz z Darłówka.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama