Nowy numer 44/2020 Archiwum

Seniorzy w koloratkach

Czasem podpiera się laską lub przykuwa do łóżka. Święcenia jednak nie poddają się metryce ani dyskusji o wieku emerytalnym.

Ksiądz Józef co tydzień wsiada w autobus, pociąg lub do busa i z przesiadkami pokonuje 90-kilometrową trasę do Przytocka. Przez trzy dni zapewnia duszpasterską opiekę podopiecznym tamtejszego ośrodka dla niepełnosprawnych intelektualnie mężczyzn. Potem wraca do Kołobrzegu. Ale wcale nie po to, żeby zamknąć się w czterech ścianach Domu Księży Emerytów. Jerycho Różańcowe, posługa w konfesjonale, spotkania z ludźmi. Siwiuteńkiego, szczupłego księdza wspierającego się na lasce zna niemal cała diecezja. – Na stacji w Koszalinie kiedyś się pomyliłem i poprosiłem o bilet do Białej Podlaskiej zamiast do Białej Miasteckiej. Teraz kierowca mnie doskonale pamięta – śmieje się ks. Józef Potyrała. Za rok stuknie mu sześćdziesiątka. Nie, nie w metryce. Posługi kapłańskiej. – Tłumaczono nam ciągle w seminarium, że czeka nas twarde życie, i takie rzeczywiście było.

Ale byliśmy na nie przygotowani, wiedzieliśmy, że nie będzie łatwo być księdzem. Teraz chyba za delikatnie się wychowuje księży, bo przy lada przeciwności, przy byle jakich problemach bywa, że za łatwo się poddają. A kapłaństwo to niełatwa służba – kiwa głową jeden z księży – pionierów diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej. Nie on jeden z ośmiu zamieszkujących w tej chwili kołobrzeski dom seniorów ma napięty grafik emeryta. – Są księża, którzy mają grubo po osiemdziesiątce, a są w pełni samodzielni, jeżdżą samochodem, prowadzą nadal aktywne, choć nieco spokojniejsze życie. Pomagają w parafiach, służą posługą w konfesjonałach, biorą zastępstwa. Nie każdy jednak cieszy się zdrowiem nawet do 65. roku życia. Mieszka w naszym domu kapłan młodszy, który wymaga stałej opieki i pomocy ze względu na chorobę. Jest też ksiądz cierpiący na alzheimera. Jednak to, że księdza zawodzi umysł czy ciało, nie znaczy, że znika ze wspólnoty – opowiada ks. Piotr Zieliński, od miesiąca dyrektor DKE.

Być potrzebnym

Taka myśl przyświecała zorganizowaniu po raz pierwszy Dnia Księdza Seniora. Na zaproszenie odpowiedziała blisko połowa z księży „w stanie spoczynku”, których w diecezji jest ponad 40. Według obowiązujących statutów kapłan może przejść na emeryturę, kiedy kończy 65. rok życia, kiedy kończy 70 lat – powinien, zaś gdy stuknie mu 75 lat – musi. Seniorzy w koloratkach jednak nie zastanawiają się nad dyskusją nad wiekiem emerytalnym. Bardziej nad tym, czy są jeszcze potrzebni. – Trudno przecież ciągle patrzeć w okno, ileż można spacerować? – ks. Ludwik Musiał nie ma wątpliwości. Przyznaje, że bardzo trudno wchodził w nową rolę. – Uratowały mnie zastępstwa. To było mi bardzo potrzebne, żeby wyhamować. Teraz jestem już spokojnym emerytem, ale pracy nadal sobie szukam – dodaje. Ks. Ludwik to jeden z tych bardzo zapracowanych emerytów. Ostatnio kapelanuje w białogardzkim szpitalu, zaprasza na pielgrzymkę autokarową po Świętych Górach. – Księżowska emerytura zawsze kojarzyła mi się z tym, jak spędził ją ks. gen. Witucki w Miastku. Albo jak ks. Teodozy Komarczewski, który zmarł podczas posługi w białogardzkim konfesjonale. A jest… różnie – kiwa głową. Mieszka w jednym z karlińskich bloków, w parafii, w której przez ostatnie lata proboszczował i z której pochodzi. – Ale blok to nie jest miejsce dla księdza, bo i sił coraz mniej, i potrzeba opieki coraz większa. Niby ksiądz powinien być przyzwyczajony do tego, że żyje sam, ale przecież miejsca księdza jest wśród ludzi. To zupełnie co innego niż samotność w czterech ścianach – konstatuje z nutką goryczy.

Świadectwo

Seniorzy zgadzają się, że najwłaściwszym miejscem na emeryturę jest parafia. Przykładów na to, że można pogodzić „stare” z „nowym”, nie brakuje. – Staramy się nie wtrącać do młodszych, tylko pomagać – mówi ks. Bernard Mielcarzewicz, który emeryturą cieszy się na plebanii szczecineckiej parafii mariackiej. – Czasami naszego wieku się nie docenia. Mówi się: napracował się już, ma dosyć, niech odpoczywa. Tak robi nam się krzywdę. Bywa, że czujemy się bardzo samotni. Przecież sił na to, żeby odprawić Mszę św., jeszcze nam starcza – nie ukrywa. I dodaje: – Kapłanem jest się na zawsze. Nie przekreśla tego zwolnienie z pracy duszpasterskiej. Ksiądz to nie wyuczony pracownik, którego, kiedy nie jest już fizycznie zdolny do pracy, można odstawić na bocznicę. – Starość emerycka to poczucie: jestem nieprzydatny. Do tej pory był potrzebny, a teraz jest niepotrzebny albo potrzebny wyłącznie w określonych sytuacjach, a nie jako człowiek. Księdza dotyczy to tym mocniej, że nie ma rodziny, często przenoszony jest z parafii na parafię, nie ma swojego konkretnego domu – cała diecezja jest jego domem, ale to też jest krzyż, który trzeba dźwignąć. W tym się wytwarza wartość czegoś nadprzyrodzonego – nie tylko sprawowanej funkcji, ale tego, kim jestem – potwierdza o. Piotr Włodyga, benedyktyn ze Starego Krakowa, a także trener komunikacji i psychoterapeuta, który wygłosił dla księży konferencję. Seniorom zaś przypominał: – Jesteście powołani do tego, żeby wspierać młodych, przede wszystkim swoją modlitwą, ale i przykładem bycia księdzem: kogoś, kto powie po dziesięcioleciach: „Wybrałem tę drogę, różnie było, czasem trudno, ale jestem Panu Bogu wdzięczny, że ją przeszedłem”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama