Nowy numer 43/2020 Archiwum

Miłosierdzie z klasą

Jadłodajnia dla bezdomnych i ubogich w koszalińskim Domu Miłosierdzia jest przygotowana na przyjęcie nawet do 200 osób dziennie. Goście mają tu jednak otrzymać coś więcej niż pełny talerz.

Okazją do otwarcia placówki stała się wigilia Bożego Narodzenia. Do wspólnej wieczerzy 24 grudnia zasiadło ponad 150 osób. Uroczystość otwarcia jadłodajni poprzedzona była Mszą św. odprawioną w kaplicy domowej, której przewodniczył bp Edward Dajczak.

– Bóg chciał być tak bardzo blisko nas, że urodził się tak pokornie, tak ubogo, żeby nie tworzyć żadnej bariery. Dla wszystkich było przy Nim miejsce – dla prostych pasterzy i dla Mędrców – powiedział biskup w homilii, nawiązując do otwartości Domu Miłosierdzia i nowej jadłodajni, która przeznaczona jest dla ubogich i bezdomnych. Na pierwszym piętrze domu przygotowano pomieszczenie, które swym wystrojem nie przypomina typowej jadłodajni dla ubogich. Miejscu temu bliżej raczej do restauracji. – Taki był cel od samego początku. Chcieliśmy, żeby tutaj pachniało, żeby było ładnie, przyjemnie. To są bardzo ważne rzeczy. W pracy z ludźmi ubogimi, bezdomnymi, zauważam, że kiedy taki człowiek wykąpie się, dostanie czyste rzeczy do ubrania, zmienia się też jego myślenie. Mamy nadzieję, że to miejsce, także przez swój wygląd, będzie tych ludzi podnosiło – mówi ks. Radosław Siwiński, dyrektor Domu Miłosierdzia. – Również nasi mieszkańcy lubią tutaj przychodzić i po prostu posiedzieć. To miejsce sprawiło, że Dom Miłosierdzia jeszcze bardziej nabrał charakteru prawdziwego domu – dodaje kapłan, który przyznaje, że kaplica i jadłodajnia są jak dwie komory jednego serca, które bije w koszalińskiej placówce.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama