Nowy numer 43/2020 Archiwum

Mama przychodzi

Peregrynacja w Złocieńcu. Codziennie wędruje od drzwi do drzwi, od domu do domu. Słucha o radościach i problemach, o wzlotach i upadkach. A przede wszystkim jest blisko swoich dzieci.

Od progu widać, że w bloku wielkie święto. Przyozdobione wstążkami i gałązkami poręcze na klatce schodowej, każdy stopień w górę zaznacza drgający płomyk świeczki. Procesję poprzedza donośny dźwięk dzwonka. To znak, że wybiła godzina 17.

Najbliżej

Każdego dnia o tej porze Matka Boska opuszcza jedno z mieszkań i udaje się w gościnę do kolejnej rodziny. Procesję stanowi przyboczna gwardia – rycerze Maryi, którzy już trzeci rok noszą ją na swoich ramionach. W niedużym pokoju pani Franciszki trudno się wszystkim pomieścić. Pożegnać Matkę Bożą przyszli i sąsiedzi. Wczoraj też byli, żeby Ją powitać. – Na pewno były takie chwile, kiedy nikt wam nie przeszkadzał. Mogliście usiąść na krześle blisko i spojrzeć Matce prosto w oczy. Nikt na świecie nie potrafi słuchać tak jak Matka. Ona nigdy nie przejdzie obojętnie, zawsze zrozumie, zawsze potrafi pomóc, umocnić. O to, o co wołaliście, bądźcie spokojni, wszystko to położy przed Bożym tronem i wyprosi dla was – mówi ks. Zbigniew Węsierski, gdy milknie śpiew. – Matka Boża opuszcza wasze mieszkanie, ale was nie opuści nigdy. Zna drogę do waszego domu i serca – dodaje jeszcze z uśmiechem, zanim gwardziści zamkną drewniane skrzydła ołtarza. Pani Franciszce wzruszenie trudno ubrać w słowa. – To był wyjątkowy czas. Jeszcze nigdy nie czułam, że mogę być tak blisko Niej – mówi, uśmiechając się ciepło.

Z sąsiadami

Panowie dźwigają oprawiony w drewno obraz i ruszają w drogę ze śpiewem maryjnych pieśni. Dzisiaj niedaleko, tylko piętro niżej. – Tu dobre schody są, szeroko, to łatwo nieść, ale są takie miejsca, gdzie na klęczkach wnosiliśmy, bo nijak się obrócić nie dało – śmieje się pan Marian, jeden z maryjnych rycerzy. Ile kilometrów w nogach mają, trudno zliczyć. – Bywa, że trzeba nieść ją na drugi koniec miasta, a na drugi dzień z powrotem na poprzednią ulicę – mówi Michał Jędrzejczak. Nie ma wątpliwości, że nadprzyrodzona siła dodaje panom animuszu i werwy. – Ciężaru w ogóle się nie czuje, Matka Boska pomaga – zapewniają dziarsko. Wiesława i Władysław Halkowie już czekają w drzwiach swojego mieszkania. Czekają też sąsiedzi. Do wieczora będą razem śpiewać i modlić się, ale będzie też czas na sąsiedzkie pogadanie przy herbatce i ciastku. – To też jest okazja, żeby się spotkać. Tak szybko dzisiaj żyjemy, zaganiani jesteśmy, w ogóle nie ma czasu, żeby pogadać. A tak schodzimy się wszyscy. Bywa, że przychodzą nawet ci, którzy do kościoła nie chodzą za często – opowiadają mieszkańcy bloku. A kiedy sąsiedzi się rozejdą, gospodarze zostają sam na sam ze swoim wyjątkowym gościem. – Przychodzimy wszyscy, żeby Matkę Bożą przyprowadzić do sąsiada, śpiewamy, modlimy się, a potem zostawiamy ich, żeby mogli porozmawiać o tych najważniejszych, osobistych sprawach – mówi Zenia Stańczyk. Ona wizytę już ma za sobą. Ale opowiadać o tym, co się przeżyło przez 24 godziny spędzone z Matką Bożą, trudno nawet wtedy, kiedy emocje opadną. – Wszystko szykuje się jak na przyjęcie najważniejszego gościa. A potem opowiada się, co boli. Mieliśmy z mężem specjalne intencje, ale nie tylko prosiliśmy, również dziękowaliśmy za wszystko, co dla nas już wyprosiła – próbuje ubrać w słowa to, co się wydarzyło. U pani Gieni Matka Boża też już była. – Siedliśmy z mężem przy Niej, trochę się modliliśmy razem, a trochę milczeliśmy i w myślach opowiadaliśmy Jej wszystko. Ale i my między sobą porozmawialiśmy od serca o tych osobistych sprawach, o tym, co we mnie i co w nim siedzi. Przy Matce przecież łatwiej o najważniejszych sprawach rozmawiać, a kłócić się nie wypada – dodaje z uśmiechem.

Uprowadzona

Złocieniecka Opiekunka Rodzin zamieszkała w ołtarzu kościoła Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny zaledwie cztery lata temu. Ale wielu mieszkańców Złocieńca zna Ją doskonale od dzieciństwa. Mówią o niej Matka Wygnańców i takim tytułem przyzywają Jej wstawiennictwa – razem po niedzielnej Mszy św. i w osobistych modlitwach. Przywędrowała za nimi z Kresów. Przed wojną obraz Matki Boskiej tulącej do siebie Dzieciątko otoczony był wielkim kultem w bocznym ołtarzu kościoła pw. św. Marcina w Felsztynie. – Są jeszcze ludzie, którzy doskonale pamiętają Matkę Boską z felsztyńskiego ołtarza. Jedna pani przyjmowała przy nim I Komunię Świętą, jej rodzice ślubowali sobie przy tym obrazie. Opowiadała nam o tym wszystkim, pokazywała zdjęcia. Wizytę Matki Boskiej w swoim domu po tylu latach głęboko przeżywała. To było bardzo wzruszające – opowiada Tadeusz Stawecki. Powojenne ustalenia sprawiły, że Felsztyn pozostał daleko poza granicami polskimi. W lipcu 1946 r. miejscowy duszpasterz ks. Stanisław Lechowicz otrzymał nakaz opuszczenia parafii i wyjazdu do Polski bez możliwości zabrania czegokolwiek z kościoła. Jak jego parafianie, odchodził z wielkim bólem w sercu. Obraz pozostał w kościele pod opieką prawosławnego duchownego, który obiecał sprawować nad nim pieczę. Jednak mieszkańcy Felsztyna nie z tych, którzy łatwo dają za wygraną. Jeden z nich powrócił i… uprowadził Matkę Boską. W specjalnie skonstruowanej walizce przewiózł obraz do kraju, przekazując ks. Lechowiczowi, który osiadł we Wrocance na Podkarpaciu. Tak przynajmniej do niedawna myślano. – Ciągle dowiadujemy się czegoś nowego o obrazie. Dopiero teraz, po latach, wychodzą na jaw pewne informacje, opowiadane są skrywane przez dziesięciolecia sekrety. I tak dowiedzieliśmy się, że kiedy po wojnie obraz został „wykradziony” z kościoła w Felsztynie, przyjechał do Złocieńca. Był ukrywany w jednym z domów. Dopiero na przełomie lat 60. i 70. ubiegłego wieku pojechał do ks. Lechowicza do Wrocanki – opowiada ks. Wiesław Hnatejko, proboszcz złocienieckiej parafii, w której posługują ojcowie zmartwychwstańcy. – Kiedy witaliśmy Matkę Bożą w 2011 r. hasłem „Przybyła do swoich” nie wiedzieliśmy jeszcze, że Ona tak naprawdę nie przybyła, a do swoich wróciła – dodaje ze śmiechem.

To za mało

– Rok później święciliśmy obraz i doszedłem do wniosku, że przyjęcie Matki Bożej jako Opiekunki Rodzin nie będzie miało sensu, jeśli będzie Ona tylko w kościele. To za mało. Ona musi iść do rodzin! – opowiada duchowny. – Znaleźliśmy artystkę spod Białegostoku, która namalowała dla nas kopię obrazu, ale zastanawialiśmy się nad technicznym rozwiązaniem peregrynacji obrazu. Nie miałem doświadczeń z organizacją takiego przedsięwzięcia w mieście, znałem to tylko z mojej rodzinnej wsi, a to zupełnie co innego, niż wędrowanie Matki Bożej w sporej aglomeracji miejskiej – wspomina. W miasto ruszyli Bracia Zewnętrzni, czyli świeccy współpracownicy księży zmartwychwstańców. Z listem proboszcza, wyjaśniającym czym jest peregrynacja i jak ją dobrze przeżyć, odwiedzali wszystkich mieszkańców Złocieńca i tworzyli listę chętnych do ugoszczenia u siebie Matki Bożej. Lista jest długa. Choć Opiekunka Rodzin wędruje po mieście od blisko 3 lat, kalendarz ma zapełniony jeszcze co najmniej na rok. – Są osoby, które bardzo głęboko przeżywają te odwiedziny, zapraszają dalszych członków rodziny, przyjaciół, znajomych i wspólnie goszczą Matkę Bożą. Są całe ulice, dla których peregrynacja to wielkie święto. Na Parkowej spontanicznie powstała nawet grupa pielgrzymkowa. Pół setki osób codziennie przychodziło do domu, w którym kończyły się odwiedziny i odprowadzała Matkę Boską ze śpiewem do następnego mieszkania. Jedni klękają, kiedy wprowadzany jest obraz, inni go witają pocałunkiem. Są też tacy, którzy mniej intensywnie to przeżywają, przynajmniej zewnętrznie, ale nie wątpię, że i dla nich to niemałe wydarzenie. W końcu przychodzi do nich sama Matka Boża! – mówi ks. Wiesław.

Nie jesteśmy sami

Niektórzy proszą, by obraz trafił do nich w konkretnym dniu. – Są takie domy, do których zjeżdża się cała rodzina. Nawet ze Stanów Zjednoczonych! Specjalnie prosili, żeby Matka Boża odwiedziła ich właśnie wtedy, kiedy wszyscy będą na miejscu, żeby mogli się z Nią spotkać – kiwa głową Tadeusz Stawecki. Maryjni gwardziści nie martwią się nawet wtedy, gdy nagle wypadnie maszerować z Matką Bożą na ramionach na drugi koniec miasta. – Gdy jest dzień bez dyżuru, to miejsca sobie człowiek nie może znaleźć w domu całe popołudnie – śmieją się panowie. Równie mocno każdego kolejnego dnia peregrynacji wyczekują ci, do których przychodzi Maryja z Dzieciątkiem. – Tu chodzi o poruszenie serca i o to, by całą rodziną skupić się na modlitwie. O taką rodzinną modlitwę dzisiaj niełatwo, a odwiedziny tego specjalnego, wyjątkowego gościa są okazją do tego, by razem uklęknąć. Przychodzi Mama, przy której można usiąść, opowiedzieć o naszych sprawach. Ale bez ściemniania, bez udawania, z otwartym sercem i wszystkim, co w nim siedzi. A kiedy trzeba – wypłakać się – mówi złocieniecki proboszcz. – Mamy skarb. Nie jesteśmy sami. Nasza Mama nie siedzi na złotym tronie, tylko idzie do swoich dzieci. I słucha.

Modlitwa do Matki Bożej Opiekunki Rodzin

Święta Boża Rodzicielko, z radością pozdrawiamy Cię w naszym złocienieckim kościele i dziękujemy Ci, że przyszłaś za nami wygnańcami, by na tej ziemi otaczać nas dalej Twoją matczyną opieką. Polecamy Ci szczególnie nasze rodziny. Ty, która z taką czułością trzymasz Jezusa w swych ramionach, zwróć ku nam swe pogodne oblicze i pomagaj nam czynić wszystko, cokolwiek poleca Twój Syn. Wpatrzeni w Twój święty wizerunek, prosimy z ufnością: wstawiaj się za nami, abyśmy ożywieni wiarą, nadzieją i miłością, byli wrażliwi na potrzeby innych i z zapałem budowali w naszej małej ojczyźnie królestwo Chrystusa Zmartwychwstałego. Maryjo, Matko nasza, Tobie się oddajemy całkowicie, a Ty tak kieruj naszym życiem, abyśmy się też tam dostali, gdzie Ty teraz – jako Wniebowzięta – przebywasz zjednoczona z Bogiem, i na wiek wieków śpiewali Alleluja. Amen.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama