Nowy Numer 38/2020 Archiwum

Wszystkie języki śpiewają Panu

W Białym Borze od ponad dwóch dekad Dobra Nowina jest ogłaszana kolędami w dwóch językach: polskim i ukraińskim. A w tym roku nawet w gorących rytmach latynoamerykańskich.

Białoborskie Kolędowanie jest okazją do poznawania swoich tradycji i dzielenia się radością z narodzenia Pana.

Głęboki oddech dwóch płuc

Każdego roku muzycy z Białego Boru i okolic spotykają się na zmianę: raz w cerkwi, raz w kościele. W tym roku gospodarzami była wspólnota greckokatolicka. Cerkiew Narodzenia Przenajświętszej Bogarodzicy rozbrzmiewała głosami chórów, zespołów i duetów, które przyjeżdżają z okolicznych mniejszych i większych ośrodków. I choć jedni śpiewają po polsku, inni po ukraińsku, przesłanie jest to samo: radości i pokoju od Nowonarodzonego.

– Wszyscy wychwalają Boga, sławią Go i wielbią. Tak, jak powtarzał często św. Jan Paweł II, że w różnorodności jest jedność. Kościół oddycha dwoma płucami: wschodnim i zachodnim, idąc jedną drogą do zbawienia – mówi ks. dr Jarosław Roman, administrator greckokatolickiej parafii. Biały Bór to wyjątkowe miejsce, gdzie te obydwa płuca nabierają głęboko oddechu. W wyniku niesławnej Akcji „Wisła” małe miasteczko na północy Polski stało się nowym domem dla mniejszości ukraińskiej, która stworzyła tu silną tradycją i wiarą diasporę. – To mała miejscowość, żyjemy obok siebie, komunikujemy się, obydwie parafie współpracują nie tylko z okazji kolędowania. To pozwala nam wzajemnie się zrozumieć i szanować, ale także poznawać. I czerpać od siebie nawzajem, choćby wtedy, gdy zespół polski zaśpiewa ukraińską kolędę i na odwrót. To pokazuje, że te bariery spowodowane historycznymi zaszłościami zanikają. Głównym celem jest jedność, szacunek, ale i pokazywanie różnorodności – dodaje ks. Roman, który w kolędowaniu bierze w tym roku udział w nowej, proboszczowskiej roli. – Ale wikariuszem byłem tutaj od 7 lat, więc wiem, jak dużą rolę przywiązują tutaj wszyscy do tego wspólnego kolędowania – śmieje się.

Jak serce podpowiada

– Dla niektórych z nas to jedyna okazja, żeby się spotkać i poznawać. Na co dzień nie mamy za często styczności z ukraińską kulturą i tradycjami greckokatolickimi. Więc to bardzo cenne. Nie mogło nas zabraknąć – przyznaje ze śmiechem Katarzyna Borowicz, prezes białoborskiego oddziału Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży. Młodzieży zresztą nie brakowało na wspólnym kolędowaniu, co, jak zauważa ks. Roman, dobrze rokuje, jeśeli chodzi o wzajemne relacje w przyszłości. – Budujemy na dobrym fundamencie – dodaje. Przed publicznością wystąpili najmłodsi i najstarsi uczniowie szkoły im. Tarasa Szewczenki, chór Zespołu Szkół nr 1 i młodzi „Przyjaciele Dobrej Muzyki” z Brzezia. Były też chóry cerkiewne: gospodarzy oraz gości z Miastka i chóry kościelne: z malutkich Kołtek i z Sępólna Wielkiego. Zaprezentowały się również „Katarzynki” z Przybrdy. Na licznie przybyłą do cerkwi publiczność czekały też dwie niespodzianki. Pierwszą sprawił duet „Zoriuszka” z Czaplinka. Tworzące go Alina Karolewicz i Magda Urlich etnicznie są Polkami, serca zaś mają otwarte na piękno kultur innych narodów i czerpią z nich pełnymi garściami w swojej twórczości. Zaśpiewały dwie ukraińskie kolędy z Rzepowa i Średniej Wsi, zasłyszane od najstarszych mieszkańców, podbijając serca słuchaczy prostotą i szczerością wykonania. – Nie może być inaczej jeśli człowiek ma otwarty umysł i wrażliwe serce. Jeśli żyjemy blisko ludzi, którzy posługują się innym językiem, ale tak samo cieszą się i tak samo płaczą jak my, nie potrzeba nawet specjalnej wrażliwości, żeby czerpać od nich to, co najpiękniejsze. Większość z nas, mieszkających na tych terenach, ma jakieś wschodnie korzenie, do których miło wracać, miło je odkrywać. I śpiewać tak, jak serce podpowiada. Całe szczęście, że są jeszcze ludzie, którzy potrafią nas tego nauczyć i że my chcemy ich słuchać. A radość odbioru jest najlepszą nagrodą – to, co jest najprostsze, najczystsze w człowieku musi się podobać – mówi Alina Karolewicz, pieśniarka oraz badaczka zwyczajów i wielokulturowej tradycji wsi polskiej. Największym zaskoczeniem zaś były gorące rytmy kolęd latynoamerykańskich, które do Białego Boru przywiózł czaplinecki zespół „La Familia”, tworzony przez rodzinę Ulrichów wspomaganych przez panią Alinę. Kolędowanie zakończyła tradycyjnie wspólnie wyśpiewana „Cicha noc” oraz życzenia – szczególnie mocno te o pokój, kierowane na Ukrainę.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama