Nowy numer 2/2021 Archiwum

Kaszubia to nie skansen

Słupska podstawówka na jeden dzień zamienia się w chëcz. Nie brakuje w niej kolorów, muzyki, słodkiego kucha i tabaki. A przede wszystkim gości witanych gorąco, po kaszubsku.

Wmieście nad Słupią Kaszubów jest sporo. Coraz śmielej mówią o swojej kulturowej tożsamości, szukają korzeni. Nie brakuje też kaszubofilów, którzy podłapali kaszubskiego bakcyla.

Chwalmy się, bo mamy czym

Na co dzień w Szkole Podstawowej nr 2 też słychać język kaszubski. Uczy się go około osiemdziesiątki dzieci. Nie wszystkie mają kaszubski rodowód. Bliźniaczki Ewa i Ala nie mają, ale spodobał im się nowy język. – Nie jest trudny. Mama też już zna sporo słów, bo uczy się z nami wierszyków – zapewniają dziewczynki. Nikola wie, że któraś z kuzynek jest Kaszubką, ale o Kaszubach uczy się tylko w szkole, a Hania po prostu uwielbia wkładać wyszywaną koszulę i fartuszek, wplatać wstążki we włosy. – To mógłby być nasz szkolny mundurek – z przekonaniem kiwają głowami przystrojonymi wianuszkami. Na scenie szkolny zespół „Perlë” z zapałem wyśpiewuje piosenki – po kaszubsku oczywiście.

– Moje dzieci – mówi Karolina Keler, nauczycielka języka kaszubskiego, z czułością spoglądając na scenę. – Mam ich czterdzieścioro! – dodaje z dumą. Cieszy się, że razem z poziomem języka rośnie też entuzjazm dzieci do poznawania tego, co kaszubskie. To dla zakochanej w swojej kulturze i tradycji młodej nauczycielce miód na kaszubskie serce. – Kiedy 10 lat temu przyjechałam tu z Gochów, miałam misję: Słupsk będzie kaszubski! – wspomina pani wiceprezes słupskiego oddziału Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. – Po kilku latach trochę emocje mi opadły, ale nie ambicje. Na wszystkich polach: naukowych, szkolnych, scenicznych, społecznych dokładam wszelkich starań, żeby kultura kaszubska miała tutaj swoje miejsce. I żeby było ją widać – opowiada pani Karolina, która nawet górali na wycieczkach zarażała kaszubszczyzną. Kaszubów nad Słupią mieszka ok. 5 tysięcy. – Jeśli doliczy się Kaszubów z małżeństw mieszanych będzie z 15 tysięcy. Może nie widać tego na co dzień, na pierwszy rzut oka, ale my tu jesteśmy – mówi Jan Dobrzyń, prezes słupskiego ZK-P. To dla nich organizowany jest Dzień Kaszubski, dla nich raz na kwartał sprawowana jest w kościele św. Jacka Msza św. w języku kaszubskim. – Wiele osób nie zna języka, młodsze pokolenia nawet się z nim już nie stykały, przepadła spuścizna dziadków, zapomniano zwyczajów i tradycji. Był taki okres w PRL-u, że na Kaszubów była nagonka. Tępiono język, tępiono kulturę, obrzucano najgorszymi wyzwiskami. Sam to przeżyłem. Dzisiaj z kolei żyje się tak szybko, że to, czego nie udało się przechować w rodzinach, odeszło razem ze starszymi pokoleniami i co innego jest ważne – przyznaje pan Jan, ale zarazem zauważa, że kaszubskość staje się coraz popularniejsza. – Mamy się czym pochwalić, więc się chwalmy. Zobaczmy u sąsiadów w Niemczech: w każdym landzie inna kultura, inna kapela, inne stroje i to tworzy bogactwo kulturowe, tym się Niemcy szczycą. Dobrze, że i u nas idzie ku dobremu, a kaszubszczyzna zamiast lekceważenia budzi zainteresowanie – mówi.

Przez żołądek…

W tym roku Dzień Kaszubski rozciągnął się w czasie na kilka dni. Świętowano go także na Akademii Pomorskiej oraz – za sprawą Regionalnego Konkursu Kulinarnego według tradycji kaszubskiej – w… kuchni Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych przy ul. Przemysłowej 100. – Może nie jesteśmy sercem Kaszub, ale to najbliższy nam region kulturowy. Dlatego wpadłam na pomysł, żeby uczyć u nas języka kaszubskiego i połączyć naukę języka z nauką zawodu – wyjaśnia Małgorzata Iwańska, dyrektor ZSP, pomysłodawczyni konkursu. Pomysł na kaszubskie gotowanie spodobał się gimnazjalistom: do konkursu zgłosiło się 20 dwuosobowych zespołów. Na stanowisku Oliwii Klawikowskiej i Dawida Hinca w mleku moczy się dorsz. Będzie przyrządzony „po gdańsku”. – Czyli z sosem z chrzanu, keczupu i cukru, posypany serem i zapieczony w piekarniku. A do tego ryż gotowany w mleku na sypko, z sosem grzybowym i tradycyjna kaszubska sałatka: jabłko, ogórek kiszony i cebulka – zdradzają. Gimnazjaliści z Łupawy to jeden z ośmiu zespołów, które zakwalifikowały się do wielkiego finału. Jego tematem przewodnim była królująca na kaszubskich stołach ryba. – Ryby w mojej rodzinie jadło się pięć dni w tygodniu: na śniadanie, na obiad, na kolację i do chleba. Taka była specyfika Helu, gdzie trudno było o inne produkty spożywcze. Śledzie, węgorze, dorsze, flądry, halibuty, szprotki, smażone, wędzone, pieczone, gotowane, w occie, zupy, pulpety – wylicza Małgorzata Modzelewska, opiekunka drużyny z Zespołu Szkół w Damnicy. – Najpyszniejszy był obiad piątkowy. Pulczi, czyli ziemniaki gotowane w mundurkach, do tego śledź w occie solony albo śledź marynowany ze śmietaną. No i zupa brzydowa: z suszonych owoców z kluskami kładzionymi, najlepsza gruszkowa albo wiśniowa z grizem, czyli kaszą manną – opowiada. W domu pielęgnuje kuchnię, którą z mężem przywieźli z Kaszub. Jej uczniowie też czerpią z jej kulinarnej wiedzy. – Dzisiaj robią moją ulubioną potrawę z dzieciństwa: pulpety rybne i zupę rybną zabielaną. To typowy domowy obiad – wyjaśnia pani Małgosia. Pracę gimnazjalistów podpatruje Rafał Niewiarowski, ustecki restaurator i szef kuchni, uczestnik programu „Top Chef”. Zagaduje o źródła inspiracji i co w przygotowywanej potrawie jest kaszubskiego. – To Kaszubi używali serka mascarpone? – pyta podchwytliwie, podglądając poczynania jednego z zespołów. Gimnazjaliści nie tracą rezonu i objaśniają recepturę. – Kuchnia kaszubska czerpała inspiracje z różnych stron świata. Przywożono tu od dawien dawna na przykład kapary, które Kaszubi włączyli do swoich przepisów. Kiedy nie było to możliwe, zaczęli marynować nierozwinięte pączki nasturcji. Więc nic dziwnego, że dzisiejsza kuchnia kaszubska także szuka nowych, świeżych inspiracji – przytakuje właściciel restauracji Dym Na Wodzie.

Łapią bakcyla

Największe uznanie jurorów uzyskał pstrąg z łuską ziemniaczaną przygotowywany przez Olimpię i Patrycję Kołpińskie. Choć są z Dębnicy Kaszubskiej, same Kaszubkami nie są. Nie kryły więc zaskoczenia, bo kuchni kaszubskiej uczą się wyłącznie z książek. W domu takiej tradycji nie ma. – Jeszcze nie ma, ale wygrana w konkursie zmotywuje nas do tego, żeby poznać ją lepiej – śmieją się dziewczyny. Lepiej poznawać tę kulturę, nie tylko w wymiarze kulinarnym, chce też coraz więcej Słupszczan. – Łapią bakcyla, zarażają się naszą miłością – cieszy się Karolina Keler. – 30 osób, zupełnie bez kaszubskiego rodowodu, zaangażowało się w przygotowanie Dnia Kaszubskiego, wierząc, że to potrzebne, że warto – dodaje. Bo dla niej kaszubszczyzna to nie skansen ani cepelia. – Ludzie biorący udział w tych przedsięwzięciach, mali i duzi, tańczący, śpiewający, haftujący czy klaszczący są żywymi dowodami na to, że kaszubszczyzna w Słupsku jest i że jesteśmy z niej dumni. Chcemy się nią dzielić z innymi, pokazywać, jaka jest piękna nasza kultura, jak ciekawa historia i jak to nas kształtuje – dodaje. •

Kaszubski odpust

Kaszubi zjadą się 18 czerwca na Górę Polanowską. Chociaż Kaszuby zwykle kojarzone są wyłącznie ze wschodnią częścią Pomorza i od lat nie słyszano tutaj kaszubskiej mowy, to historycznie Polanów z górującą nad nim Świętą Górą stanowią samo centrum Kaszubszczyzny! Stąd pomysł na Kaszubski Odpust, który w tym roku odbędzie się po raz drugi. Msza św. odpustowa we franciszkańskiej pustelni sprawowana będzie o godz. 11.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama