Nowy numer 48/2020 Archiwum

Świętość dotykalna

Co sprawia, że tłumy ludzi przychodzą do kościoła, żeby dotknąć dziurawej rękawicy, kawałka zakrwawionego bandaża i starego habitu, na który chrapkę mają także mole? Święty kapucyn z Pietrelciny wciąż zadziwia.

Kościół św. Ottona w Słupsku pęka w szwach. Niektórzy wchodzą tylko na chwilę. Zbliżają się do gablotki z habitem, podchodzą do relikwiarzy z rękawicą i bandażem. Patrzą, wychodzą. Czasami tyle wystarczy. A może spodziewali się czegoś więcej, a tu po prostu takie stare szmatki jak w niejednej szufladzie. Inni zostają na dłużej, a nawet wracają kilka razy. – Przyklęknęłam sobie przy habicie i już nie byłam w stanie niczego powiedzieć. Patrzyłam na tę szatę, mając wrażenie, że on tutaj naprawdę jest – mówi wyraźnie wzruszona Elżbieta Urban. Wraz z mężem Wojciechem już ponad 20 lat temu powierzyła swoją rodzinę opiece świętego. – Na modlitwie mamy z o. Pio więź duchową, a tutaj przyjechaliśmy też po to, żeby dotknąć jego relikwii, chociaż przez szybkę. To taka normalna, ludzka potrzeba. Jak się kogoś kocha, to by się go wyściskało na śmierć – wyjaśnia Jolanta Piec, która do Słupska przyjechała z Koszalina z tamtejszą Grupą Modlitwy Ojca Pio.

Oczywiście dobrze rozumiany kult relikwii jest jedynie pomocą w prawdziwym życiu duchowym. Czciciele o. Pio doskonale to rozumieją. Teresa Hegenbarth z Koszalina wie, że święty kapucyn wyprosił jej głębszą wiarę. Ciągle nie potrafi wyjaśnić niezwykłego spotkania z nim, którego doświadczyła kilka lat temu. – To było w domu na modlitwie. Zaczęłam wyczuwać charakterystyczny zapach, jakby jaśminu albo fiołków. W domu nie było żadnych kwiatów. To był on – opowiada pani Teresa, która przyjechała do Słupska, aby przy relikwiach podziękować świętemu za wstawiennictwo. – W 2001 roku lekarze nie dawali mi szans. Modliłam się przez wstawiennictwo o. Pio. Zostałam uzdrowiona – wspomina pani Małgorzata z Lęborka. Gdy usłyszała o peregrynacji relikwii, jak mówi, nie mogło jej tu zabraknąć. – Mój syn jest bardzo poważnie chory. Prosiłam o. Pio o zdrowie dla niego. Otrzymałam coś zupełnie innego. Pogodziłam się z chorobą mojego dziecka i przestałam dręczyć Boga pytaniami: „Dlaczego ja?”. Nabrałam więcej pokory, czuję radość życia. Otworzyłam się bardziej na ludzi, nie mam w sobie pychy. Zajmuję się dziećmi niepełnosprawnymi, prowadzę dla nich grupę. Otrzymałam dar miłości bliźniego – mówi Elżbieta Wróbel ze Słupska.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama