Nowy numer 31/2021 Archiwum

Nie gadaj, tylko idź!

Codziennie godzina adoracji Najświętszego Sakramentu oraz kilka godzin marszu w kompletnej ciszy. Pielgrzymka w duchu bł. Karola de Foucauld jest inna niż wszystkie.

W laboratoriach Orfield w Minnesocie znajduje się specjalne pomieszczenie badawcze zwane „najcichszym pokojem na Ziemi”. Faktycznie, wyjątkowa konstrukcja jego ścian sprawia, że wygłuszenie wszelkich dźwięków jest tam możliwe w 99,99 proc. Pomieszczenie wykorzystywane jest do badania właściwości akustycznych różnych produktów, które generują hałas, np. pralek. Używa go także NASA, sprawdzając możliwości adaptacyjne astronautów do ciszy w kosmosie. Jak relacjonują osoby, które przebywały w najcichszym pokoju na Ziemi, pobyt w nim dostarcza niezwykłych wrażeń. Cisza jest tak głęboka, że aż nie do zniesienia. Rekordzista zdołał wytrzymać w środku 45 minut. Dlaczego więc ludzie szukają ciszy?

Decybele to nie wszystko

Poza najcichszym pokojem na Ziemi nie ma chyba na świecie takiego miejsca, w którym by coś nie szumiało, stukało, brzęczało. Dźwięki są po prostu wszędzie. Niektóre są całkiem przyjemne, kojące, jak np. szum drzew czy morskich fal, inne – coraz bardziej nie do zniesienia, jak choćby ruch uliczny. Nie chodzi tylko o samo natężenie hałasu, ale także o jego wszechobecność albo inaczej – obecność nie wtedy i nie tam, gdzie trzeba. Dzwonek telefonu komórkowego nie musi być wcale głośny, żeby irytował, np. przerywając rozmowę czy modlitwę. Faktem jest, że ludzie coraz częściej szukają ciszy. Na Mazurach wiele jezior objętych jest zakazem pływania jednostkami silnikowymi. Klienci bowiem chętniej wynajmują kwatery właśnie przy takich „strefach ciszy”. Podobnie jest w pociągach Pendolino. Całkiem sporym zainteresowaniem cieszy się wagon ze „strefą ciszy”, czyli przedziałem, w którym nawet konduktor mówi szeptem, sprawdzając bilety. Szept to bowiem zaledwie 20 decybeli, a więc tylko trochę głośniej od szelestu liści przy łagodnym wietrze. Jednak, jak pokazuje doświadczenie najcichszego pokoju na Ziemi, w ciszy nie chodzi wcale o bezdźwięczność. Oczywiście, do pewnego stopnia i na jakiś czas jest ona konieczna i może być przyjemna. Prawdziwa cisza to jednak coś więcej.

Przewietrzyć i odfiltrować

Ta pielgrzymka była dość nietypowa. 19 osób z całej Polski od 13 do 20 sierpnia postanowiło przejść trasę z Koszalina do sanktuarium w Skrzatuszu. Trudno ich było spotkać, ponieważ szli raczej leśnymi duktami, bezdrożami, mijając małe miejscowości na uboczu. Nie, nie chowali się przed światem. Szukali ciszy, aby w kontakcie z Bogiem lepiej ten świat zrozumieć. Dzień rozpoczynali od Mszy św. i godzinnej adoracji Najświętszego Sakramentu. Następnie ruszali w trasę i do obiadu szli w ciszy, a dokładniej mówiąc – w milczeniu. Po drodze rozważali wcześniej przygotowane teksty: z Pisma Świętego, z dzieł bł. Karola de Foucauld albo z materiałów o nim. Na jednym z popołudniowych postojów spotykali się w małych grupach i dzielili tym, co... no właśnie – usłyszeli w ciszy. Wśród pielgrzymów byli też mali bracia i małe siostry Jezusa, czyli członkowie wspólnoty zakonnej powstałej z inspiracji życiem i duchowością bł. Karola de Foucauld. Sama pielgrzymka była bowiem tzw. Marszem Karolowym, czyli rekolekcjami w drodze dla osób, które szukają Boga w duchu błogosławionego, francuskiego zakonnika. Wojtek, mały brat ze wspólnoty w Warszawie tłumaczy znaczenie pielgrzymkowej ciszy, której celem nie jest tylko fizyczny czy psychiczny odpoczynek od hałasu. – Cisza jest po to, żeby dotrzeć do tego, co najważniejsze, do Boga i do drugiego człowieka. Nie chodzi o izolację, ale o ciszę, w której jest Bóg, Jego obecność. Wtedy nie ma już potrzeby słów. Po co zagłuszać obecność? To jak chodzenie i podziwianie przyrody. Po co gadać, skoro jest tak pięknie? – mówi br. Wojtek. Zakonnik podkreśla, że nie zawsze chodzi o odcięcie się od zewnętrznych bodźców, czyli znalezienie absolutnej ciszy, ale raczej o to, żeby samemu się uciszyć, czyli zamilknąć, żeby być w stanie słuchać. – Kiedy po takim kilkugodzinnym milczeniu następuje moment dzielenia się, słowa są głębsze, prawdziwsze. Jest harmonia między ciszą a mówieniem. Najpierw jest cisza, potem mówienie. Jedno i drugie ma sens. – Jestem fanem milczenia – wyznaje Bogumił spod Wrocławia, na co dzień pracownik administracyjny na jednej z wyższych uczelni. – Ono jest potrzebne, żeby usłyszeć Boga – dodaje. Marta, nauczycielka języka angielskiego, przyznaje: – Na tę pielgrzymkę przyciągnęła mnie właśnie cisza. Wspaniały czas. Można przewietrzyć i odfiltrować głowę. Na co dzień mieszkam w Warszawie. Siostra Gosia, mała siostra Jezusa z Nowej Huty, podkreśla wartość ciszy w budowaniu relacji z drugim człowiekiem. Przyznaje, że czasami warto jest razem pomilczeć. – To tworzy zdrowy dystans, dzięki któremu nasze relacje mogą się pogłębiać. Bycie razem z kimś w milczeniu pozwala zbliżyć się do niego. Aby relacja między nami była naprawdę bliska, potrzeba wspólnych momentów ciszy.

Mistyka w codzienności

Błogosławiony Karol de Foucauld to francuski mistyk, który żył w latach 1858–1916. Jego duchowość to, w wielkim skrócie, naśladowanie Jezusa ubogiego, poprzez stawanie się bratem dla wszystkich, szczególnie tych najmniejszych. Bł. Karol przez wiele lat mieszkał na Saharze wśród muzułmańskich Tuaregów. Uważał ich za braci. Przetłumaczył dla nich Ewangelię. Charakterystycznym rysem jego duchowości było umiłowanie kontemplacji, szczególnie poprzez adorację Najświętszego Sakramentu. Został brutalnie zamordowany przez zbrojnych nomadów 1 grudnia 1916 roku. Marzył o założeniu zgromadzenia zakonnego. Jak pisał, miało być ono czymś „prostym, zbliżonym do gmin chrześcijańskich w pierwszych wiekach”. Zakonnicy mieliby prowadzić „życie Nazaretu w pracy i kontemplacji”. Chodziło mu o „małą rodzinę, domową wspólnotę, bez rozległych posiadłości ani okazałych siedzib”. Jak podkreślał: „skrajne ubóstwo we wszystkim!”. Wspólnota powstała wiele lat później. To właśnie Mali Bracia i Małe Siostry Jezusa. Nie mieszkają oni w klasztorach. Ich domy zakonne to przeważnie normalne mieszkania na osiedlach w dużych miastach. W typowym np. M3 w bloku jeden pokój przeznaczają na kaplicę, gdzie jest nawet Najświętszy Sakrament. Pracują, wykonując zwyczajne zawody, żyjąc wśród ludzi. W Polsce są m. in. w Krakowie, Warszawie, Wrocławiu, Częstochowie, Szczecinie. Wielu ludzi fascynuje ten typ duchowości. Marsz Karolowy jest dla nich doskonałą okazją, aby ją pogłębić. O swojej fascynacji bł. Karolem mówi Bogumił spod Wrocławia, uczestnik sierpniowej pielgrzymki do Skrzatusza: – On pokazał mi, że spotkanie z Bogiem w codzienności jest możliwe, że głęboka więź z Nim nie jest zarezerwowana tylko dla wybranych, którzy wiodą życie monastyczne. Zapragnąłem tego samego. Wśród pielgrzymów był także ks. Piotr Wieteska, ojciec duchowny z koszalińskiego seminarium. – W duchowości Karola dotknął mnie wątek adoracji. Od niego nauczyłem się umiłowania tej modlitwy. Poza tym, widać u niego pragnienie bliskości z ludźmi. U nas w diecezji jest to wyjątkowo ważne. Naprawdę trzeba umieć zejść z ambony i pójść do ludzi, być z nimi, dzielić ich życie i troski. Tego też uczył Karol – mówi ks. Piotr. Cechą duchowości bł. Karola jest też bezgraniczne zaufanie Bogu. – Odmawianie jego modlitwy zawierzenia było dla mnie na początku sporym wyzwaniem – przyznaje ks. Piotr, odnosząc się do znanego tekstu bł. Karola, który modlił się słowami: „Ojcze, powierzam się Tobie. Uczyń ze mną co zechcesz. Cokolwiek uczynisz ze mną, dziękuję Ci. Jestem gotów na wszystko. Przyjmuję wszystko, aby Twoja wola spełniała się we mnie i we wszystkich Twoich stworzeniach”. Ks. Piotr Wieteska jest jednym z kilkunastu kapłanów diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, którzy tworzą tzw. Grupę Karolową. Księża ci spotykają się regularnie w duchu swojego patrona. Razem się modlą, dzielą się swoim życiem, wspierają się w kapłaństwie. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama