Nowy Numer 43/2021 Archiwum

Boryna i rodzina

Chociaż próbowali sztukę od roku, jednak były obawy, czy młodzieży z miasta uda się wcielić w role chłopów z Reymontowskich Lipiec. Pomogły stroje i taniec.

27 stycznia w szczecineckim kinie Wolność młodzież z Prywatnego Liceum Ogólnokształcącego i Gimnazjum w Szczecinku wystawiła charytatywny spektakl „Boryna i rodzina”. Przedstawienie przygotowali członkowie koła teatralnego, mającego tak dobrą prasę w szkole, że młodsi uczniowie tylko czekają, aż starsi zdadzą maturę i zwolnią miejsce w zespole. Tym razem trupa wzięła się za „Chłopów” Władysława Reymonta.

Mieszczuch wieśniakiem

Młodzieży doby internetu trudno zrozumieć wieśniaka, toteż nie było łatwo namówić ich na „Chłopów”. – Zachętą stał się musical „Chłopi” z Gdyni, który zachwycił nas kolorami, ludowymi akcentami. No i swojską nutą; do tego stopnia, że za zgodą teatru zaczerpnęliśmy z niego niektóre utwory – powiedziała Mariola Kowalczyk, polonistka, scenarzystka i reżyserka przedstawienia. Łowickie wełniaki, zapaski, trzewiki, zdobyte dzięki uprzejmości ZS Rolniczych w Szczecinku, dopełniły transformacji. – Ku mojemu zdumieniu, kiedy uczniowie je włożyli, to aż się wyprostowali – mówi polonistka. – Nagle zachwycili się ludowością. Odkryli kawał polskiej kultury, wiejskie temperamenty, polszczyznę. I taniec.

Bo o tańcach ludowych, będących narodowym skarbem, wiedzieli niewiele. – Polska młodzież o tyle je zna, że w przedszkolu tańczy krakowiaka, a na szkolnych balach poloneza – mówi Katarzyna Balon, nauczycielka tańca i choreograf „Boryny i rodziny”. – A tu się nadarzyła okazja, żeby wziąć się za kujawiaka. I z każdą próbą coraz bardziej się w nim rozsmakowywaliśmy. Regularny dryl w kole teatralnym rozwija uczniów. – Lepiej się uczą – przyznaje M. Kowalczyk. – Dziś w szkole odchodzi się od nauczania pamięciowego, a jeśli już coś jest, to są to krótkie teksty. Tu musieli przyswoić duże partie materiału. To procentuje. Także wzrostem empatii, na przykład po to, by…

…zrozumieć zwyrodnialca

Co udało się grającemu Antka Piotrowi Tomczakowi, który wbrew pierwotnej wizji scenarzystki, folgował sobie w okazywaniu złości wobec ojca, Boryny. Licealista nie po raz pierwszy grał chłopa, ale tym razem rola „leżała” mu doskonale, bo przecież konflikt międzypokoleniowy to doświadczenie bliskie każdemu. – Już podczas lektury „Chłopów”, co ze względu na archaiczny język nie szło mi lekko, ten wątek motywował mnie, by przewrócić kolejną stronę. Przecież i dzisiaj zdarza się, że kwestie materialne odgrywają w rodzinie dominującą rolę: gdy dziecko widzi w rodzicu głównie kogoś, kto go utrzymuje, czy gdy to rodzicowi brak ciepła i cierpliwości, bo dziecko patrzy na niego z perspektywy korzyści – wyjaśnia Piotr. Przekonany, że naganne zachowania mają źródło w przeszłości, postaci Antka nie chciał prezentować jako czarno-białej.

Od ucznia liceum wymagało to dojrzałości – stanąć w obronie zwyrodnialca i próbować go zrozumieć. Złe emocje, które trzeba było wykrzyczeć na scenie przez zaciśnięte zęby, łagodziła przyjemna atmosfera prób i śmieszne sytuacje. Jak ta, gdy pod nieobecność Jagny, granej przez Weronikę Szałwińską, Antek-Piotr musiał podrywać… panią Mariolę, własną nauczycielkę. Spektakl to dzieło charytatywne. Dochód z niego wesprze kasę Hospicjum Domowego im. św. Franciszka z Asyżu w Szczecinku. – Wierzę, że to wszystko, co się tutaj dzieje, nie tylko stanie się tradycją szkoły, ale także będzie miało ciąg dalszy – powiedziała Dorota Szpernalowska z zarządu hospicjum. – Że młodzież będzie kontynuowała piękno, które tu dzisiaj pokazała i przekaże je ludziom cierpiącym. Dumy z uczniów nie krył dyrektor szkoły Szymon Cieślar. – Większą wartością jest sztuka uzupełniona jakimś działaniem niż sama sztuka dla sztuki. Cieszę się, że uczniowie występują nie dla oklasków, ale żeby zrobić coś naprawdę dobrego.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama