Nowy Numer 43/2021 Archiwum

Inka nas mobilizuje

Dla czarneńskich gimnazjalistów Inka to ktoś więcej niż postać z przeszłości. Patronka szkoły mobilizuje ich do opowiadania współczesnej historii innym.

Za sprawą grupy uczniów wiejska świetlica w Wyczechach na chwilę zamieniła się w partyzancki biwak. Przy ognisku żołnierze, dla których wojna nie skończyła się w maju 1945 r., dzielą się chlebem jak opłatkiem. To ich ostatnia wigilia.

Polskie historie

Co roku szkolne świąteczne przedstawienie uczniów z Czarnego odsyła widzów do polskiej historii. Była już wigilia na Syberii, w stanie wojennym i podczas okupacji. W tym roku sięgnęli po temat żołnierzy wyklętych. Nieprzypadkowo, bo przecież od ubiegłego roku szkole w Czarnem patronuje Danuta Siedzikówna, sanitariuszka V Wileńskiej Brygady AK. Mieli wystąpić tylko dla kolegów ze szkoły, tymczasem wiosna za pasem, a oni dalej grają. – Okazało się, że zapotrzebowanie na takie tematy mają również dorośli, którzy nierzadko dopiero odkrywają historię, chcieliby się czegoś więcej dowiedzieć, stąd też kolejne zaproszenia – mówi Barbara Dąbrowa-Jaworska, polonistka z ZS w Czarnem. Scenariusz przedstawienia stworzyły razem z koleżanką historyczką. W opowieściach bohaterów przy ognisku, jak w pigułce, odnaleźć można bolesną przeszłość niejednej polskiej rodziny. – Wykorzystałyśmy własną wiedzę, ale i losy znanych nam osób.

Mamy wielki zaszczyt uważać za przyjaciół naszej szkoły żołnierzy Armii Krajowej: przewodniczącego pomorskiego oddziału Światowego Związku Żołnierzy AK prof. Jerzego Grzywacza i przewodniczącego wileńskiego oddziału Włodzimierza Mikucia. Ich historie jak echo wybrzmiewają w opowieści powstańca warszawskiego i żołnierza biorącego udział w akcji Ostra Brama. W historii żołnierza, którego ojciec zginął w Katyniu, przywołałam także swoją rodzinną historię Józefa Kiernożyckiego, dowódcy obrony Mławy we wrześniu 1939 r., który został zamordowany w Charkowie – opowiada Barbara Dąbrowa-Jaworska.

Wokół dobrej idei

Nie mniej niż publiczność, spektakl przeżywają młodzi aktorzy. Ola Brodowska jest niemal rówieśniczką granej przez siebie Inki. – Dzielą nas niespełna dwa lata. To sprawia, że łatwo mi odnaleźć się w tej roli. Ale był taki moment, przy jednej z ostatnich prób, kiedy dotarło do mnie tak naprawdę, kim była Inka. Zrozumiałam wiele spraw, poruszyło mnie, że ta dziewczyna oddała życie za ojczyznę. To wielkie sprawy, o których na co dzień nie rozmawiamy. Myślę, że Inka nas do tego mobilizuje – zauważa nastolatka. – Chciałbym się dowiadywać o współczesnej historii nie tylko przy okazji uroczystości, a niewiele tego znajduje się w programie szkolnym. Współczesna historia jest bardziej interesująca niż historia Egiptu czy Mezopotamii sprzed tysięcy lat. Dlatego też dobrze, że możemy o tym opowiadać innym – dodaje jej kolega Jakub Kloskowski. Podczas przedstawienia w Wyczechach widzowie mogli również dowiedzieć się więcej o Stowarzyszeniu Brygada Inki, które powołali do życia inicjatorzy nadania czarneńskiej szkole imienia młodziutkiej sanitariuszki. – Chcemy wychowywać młodzież w duchu patriotycznym i wartości chrześcijańskich. Na ten rok stawiamy sobie dwa główne cele: utworzenie drużyny harcerskiej Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej w naszej szkole oraz lipcowy wyjazd do Wilna, na który zaprosili nas żołnierze Armii Krajowej – mówi Mariusz Birosz, prezes stowarzyszenia, i dodaje: – Dzięki Ince już dzieją się dobre rzeczy. Przede wszystkim zintegrowała mieszkańców wokół dobrej idei. Do współpracy ze stowarzyszeniem zaprosiliśmy leśników, duchowieństwo i wojskowych – trzy grupy związane z Inką. Przez dzieci docieramy do rodziców. Jak tym przedstawieniem. Nieraz widziałem ich wzruszenie, choćby w scenie, gdy babcia Inki kreśli jej znak krzyża na czole. Wydaje mi się, że wielu z nich przyjechało tylko po to, żeby zobaczyć swoje dzieci, ale wyjeżdżało z czymś więcej niż tylko z dumą z występu pociechy.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama