Nowy numer 42/2018 Archiwum

Ojciec upomniał się o pamięć

Przez dziesięciolecia nie znała jego przeszłości. Przywołała ją wystawa poświęcona żołnierzom wyklętym.

Dzięki Stowarzyszeniu „Brygada Inki” z Czarnego pani Barbara wyruszyła po śladach ojca – obrońcy Wilna, AK-owca, żołnierza podziemia.

Zaczęło się od Inki

– Na tym zdjęciu jestem z panem, który służył w tej samej brygadzie co ojciec – Barbara Łazuka-Fierek pokazuje kolorową fotografię. Najnowszą, dopiero co zrobioną w Wilnie. – Dla mnie to była podróż życia – przyznaje ze wzruszeniem wałczanka. Podróż ta zaczęła się od wystawy przygotowanej przez Stowarzyszenie „Brygada Inki” z Czarnego. – Pani Barbara przyjechała do Czarnego do rodziny. Przyszli razem obejrzeć naszą wystawę o Ince. Bardzo się wzruszyła, gdy zobaczyła zdjęcie mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”.

Wtedy dopiero zrozumiała, dlaczego ojciec przez lata żył pod zmienionym nazwiskiem – opowiada Mariusz Birosz, prezes czarneńskiego stowarzyszenia. Jan Stasiukiewicz miał 19 lat, kiedy trafił do oddziału „Szczerbca”, czyli 3. Wileńskiej Brygady Armii Krajowej, polskiego oddziału partyzanckiego Okręgu Wilno AK. Dostał pseudonim „Rosły”. Na powiększonej fotografii stoi w samym środku, uśmiechnięty. Miał już za sobą uwięzienie na Łukiszkach, skąd udało mu się uciec. Przed sobą – operację „Ostra Brama”. – Ojciec zmarł w 1993 r. Wtedy przywiozłam wszystkie jego dokumenty z rodzinnego domu w Świebodzinie do Wałcza. Ale dopiero potrzeba było trochę czasu, żebym zaczęła je przeglądać – przyznaje pani Barbara. Z nich dowiedziała się o tym, że ojciec walczył o Wilno i o jego frontowej drodze z II Armią WL. Dla pana Jana wojna nie skończyła się w maju 1945 r. Wrócił do AK, gdzie spotkał swojego dobrego przyjaciela z Wileńszczyzny, ppor. Kazimierza Chmielowskiego. „Rekin” został zamordowany w 1950 r. w białostockim więzieniu strzałem w tył głowy. – O jego śmierci dowiedział się z radia już w Świebodzinie. Wcześniej dostał rozkaz wyjazdu na Ziemie Zachodnie z nowym nazwiskiem i nowym życiorysem – opowiada pani Basia i przywołuje obrazki z dzieciństwa. – Pamiętam, jak przychodzili do ojca koledzy, nie znaliśmy ich. Rozmawiali między sobą, czasem coś słyszeliśmy. Ale najczęściej ojciec kazał nam wychodzić przed dom, patrzeć, czy nikt nie idzie. Pamiętam też, jak zniknął na jakiś czas. Mama chyba też nie wiedziała za wiele, bo podejrzewała wtedy ojca, że nas zostawił i już nie wróci. I pamiętam podsłuchaną raz rozmowę, gdy wujek w rozmowie z ojcem użył słowa „bandyta” – wspomina. – Ojciec cały czas się czegoś bał, oglądał się przez ramię. Nie rozumiałam wtedy tego zupełnie, nawet się złościłam, co to za ojciec, który boi się nie wiadomo czego…

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy