GN 39/2020 Archiwum

Kara za prawdę?

Sąd skazał nastolatka za trzymanie baneru ze szczątkami zamordowanego dziecka. Czy o aborcji nie da się mówić delikatniej, bez epatowania przerażającymi obrazami? Niektórzy działacze pro life mówią: hasło „nie zabijaj” to dzisiaj zbyt mało.

Sąd Rejonowy w Wałczu skazał 19-letniego Damiana Krasowskiego za to, że w miejscu publicznym trzymał „nieprzyzwoity wizerunek”, czyli baner przedstawiający płód dziecka po dokonaniu aborcji. Na banerze widać dużo krwi, a zwłoki są powykręcane w nienaturalny sposób, co spowodowało zgorszenie przechodniów – uzasadnia sąd. Ma przeciw nastolatkowi także to, że zorganizował kolejną podobną pikietę. Sędzia wymierzył Damianowi grzywnę w wysokości 500 zł. Potem odstąpił od opłat, ponieważ nastolatek nie pracuje i nie posiada środków finansowych. Pikieta była zorganizowana legalnie, a wyrok to efekt tego, że baner zbulwersował przechodniów. To oni zaalarmowali policję (która wcześniej wystawiła 2 funkcjonariuszy do ochrony akcji). To przechodnie na widok pikietujących pukali się czoło, robili im zdjęcia, spluwali na chodnik, wykrzykiwali obraźliwe słowa. – Pewna kobieta spytała, z jakiej jestem parafii, żeby nie przestąpić w przyszłości jej progu – wspomina br. Grzegorz Badziąg, kapucyn z parafii pw. św. Antoniego Padewskiego w Wałczu, który duchowo towarzyszył pikietującym. – I dodała: „Jak dobrze, że wypisałam dziecko z nauki religii”. Jak przyznają działacze z fundacji Życie i Rodzina, akcja miała wałczan poruszyć. To według nich jeden z niewielu sposobów, by skutecznie przekonać ludzi, jaką zbrodnią jest aborcja.

Podpisz się

Do zabicia nienarodzonego dziecka w Polsce wystarczy podejrzenie choroby lub niepełnosprawności. Wśród organizacji, które podejmują walkę o życie nienarodzone jest Komitet Inicjatywy Ustawodawczej „Zatrzymaj aborcję”. To za jego sprawą w październiku na ulicach i na terenach parafii stanęło ponad 10 tys. wolontariuszy zbierających podpisy pod projektem nowelizacji ustawy z 1993 roku (o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży). Autorzy projektu zaproponowali, by wykreślić z niej przepis zezwalający na zabicie dziecka z powodów eugenicznych, czyli podejrzenia jego niepełnosprawności lub choroby. Finalny podpis pod projektem obiecał złożyć prezydent Andrzej Duda. Prezydent prezydentem, co innego jednak nasze własne (czyt. przykościelne) podwórko. Jak zauważają wałeccy proliferzy, mimo poparcia dla powyższej akcji wyrażonego przez biskupów polskich, w tym ordynariusza naszej diecezji bp. Edwarda Dajczaka (komunikat odczytano w kościołach 1 października) wielu wiernych omijało wolontariuszy przez dwie kolejne niedziele. – Zbierałem podpisy po Mszy św. dla dzieci, dodatkowo było na niej kilka chrztów. Nikt z wychodzących nie podpisał się na liście – mówi Damian Krasowski. Jak dodaje br. Grzegorz, byli też tacy, którzy jeszcze podczas odczytywania biskupiego komunikatu opuszczali świątynię na znak protestu. To między innymi z tego powodu działacze pro-life decydują się na terapię szokową. Na baner ze szczątkami dziecka, które przemocą wydobyto, nierzadko je ćwiartując, z łona matki, nie da się długo patrzeć. Chodzi jednak o tę sekundę, zerknięcie, mocne pytanie, przed którym umysł nie potrafi się uchylić. – Może w ciągu tych dwóch godzin pikiety zobaczy to kobieta w rozterce, czy usunąć ciążę, i zadecyduje: jestem za życiem – mówi br. Grzegorz. – Dla dziecka, przeciwko któremu są wszyscy: matka, ojciec, lekarze, to może być ostatnia deska ratunku. Czy w przestrzeni publicznej mamy prawo burzyć komuś dobre samopoczucie? – Przyjemny katolicyzm to domek z kart – odpowiada br. G. Badziąg. – Do niektórych nie dociera już słowo pisane: „Nie zabijaj”, „Stop aborcji”. To jak jedna z tysiąca reklam, na które nie zwracamy już uwagi. Ale obraz wciąż działa na ludzi.

A dzieci?

Samopoczucie dorosłych to jedno, ale co z dziećmi, które są narażone na epatujące krwią obrazy? – Najważniejszym znakiem naszej pikiety był nie tyle baner, co Elwira, która uczestniczyła w niej jako matka trzymająca na ręku 7-miesięczne dziecko. To ona była pomysłodawcą akcji, jak również aktywnie namawiała przechodniów do składania podpisów. Czy może być mocniejszy znak? – pyta kapucyn. Wielu osobom trudno jednak zgodzić się, że drastyczne wizerunki trafią do dzieci. Jak przyznaje Renata Sztabnik ze Słupska, mama 12-latki, która 2 tygodnie temu zapytała ją, czym jest aborcja, intencja takiej kampanii plakatowej jest słuszna i nie ma co ukrywać, że aborcja to zło i okrucieństwo na ciele i duszy, ale… – Zastanowiłabym się nad sposobem i formą docierania z tym przekazem do odbiorców. Choć domyślnie kierowana jest do dorosłych, to mimowolnie trafia też do dzieci, np. na spacerze, w drodze do szkoły czy kościoła. To, moim zdaniem, może budzić niezdrowe zainteresowanie i efekt odwrotny od zamierzonego. Uważam, że powinniśmy chronić małe dzieci przed tak drastycznymi obrazami. Aleksandra Kaczorek przeciwnie, jest zdania, że nawet dzieci są w stanie przyjąć wiedzę o prze- rażającej stronie aborcji. Jest matką 8 dzieci, która w przeszłości była namawiana do usunięcia ciąży. W Wałczu była jedną z osób trzymających wymowny baner. – Obecnie moje najmłodsze dziecko jest nastolatkiem, ale kiedy były młodsze, oglądały książkę z podobnymi ilustracjami. Tak, przerażało je to, ale właśnie dlatego tłumaczyłam im tę sprawę – powiedziała. – Ktoś musi bronić życia nienarodzonych.

Polska broni

Jak naprawić to, co ostatnie dekady zepsuły w dziedzinie szacunku do życia ludzkiego? Dróg naprawczych jest wiele. Marek Jurek, europoseł deputowany z ramienia Prawicy Rzeczpospolitej, uważa, że wymaga to wypowiedzenia Konwencji Stambulskiej ratyfikowanej przez Polskę w 2015 r. Dokument na pierwszy rzut oka wart jest polskiego podpisu – postuluje zwalczanie przemocy wobec kobiet. Gorzej, gdy przyjrzymy mu się bliżej. Nie tylko zobowiązuje państwa do zmian w edukacji zgodnych z ideologią gender (art. 14) czy zwalczania tradycji jako nośnika przemocy między płciami (art. 12), ale wręcz związuje ręce sygnatariuszom, mówiąc, że „wszelkie środki użyte przez tę konwencję nie mogą być traktowane jako dyskryminacja” (art. 4). Prawdziwe oblicze konwencji, jak przekonuje Marek Jurek, odsłoniła ratyfikacyjna rezolucja PE z 12 września br., która wzywa państwa do legalizacji aborcji, a ochronę życia nienarodzonych uznaje za „formę przemocy wobec kobiet i dziewcząt” (pp. 3 i 4).

Naprawiają chrześcijanie

Jednym ze sposobów obrony życia, jakie podejmuje Kościół w Polsce, są pochówki dzieci utraconych w wyniku poronienia lub martwych narodzin, organizowane na mocy rozporządzenia ministra zdrowia z 2007 r. – Poprzez uroczystości pogrzebowe dzieci utraconych Kościół dba o godność życia ludzkiego. Ten głos jest ważny dzisiaj, w dobie rozwoju wiedzy medycznej, kiedy wielu ludzi wciąż podważa tę wartość – mówi ks. Piotr Subocz, kapelan Szpitala Wojewódzkiego w Koszalinie, który przewodniczy pochówkom na cmentarzu komunalnym. Ostatnio uczynił to 14 października, towarzysząc z gronem 50 żałobników (bliskich, ale też obrońców życia) 105 spopielonym ciałom dzieci. Wśród sposobów obrony nienarodzonych dostępnych obywatelom są także ich własne wypowiedzi w mediach, na portalach społecznościowych, uświadamiające odbiorców (głównie ich znajomych, co ma dużą siłę oddziaływania), że człowiekiem jest się od poczęcia. Warto także okazać wsparcie tym, którzy akcje antyaborcyjne organizują. Jak przekonują pro-liferzy z Wałcza, wystawieni na pośmiewisko i agresję, gestem miłosierdzia wobec nich byłby uśmiech, uniesiona w geście solidarności ręka z przeciwnej strony ulicy czy z samochodu. – A zwłaszcza modlitwa w intencji dzieci zagrożonych aborcją, ich rodziców, lekarzy, pielęgniarek. Może dzięki niej odważą się mówić „nie” zabijaniu – podpowiada br. G. Badziąg.

Koszulki, filmy

Przez kraj przetaczają się inicjatywy, które w nieszablonowy sposób opowiadają się za obroną życia od poczęcia. Są to Marsze dla Życia i Rodziny oraz kampanie wizualne, choćby tak skromne, jak napisy na koszulkach. Są także wystąpienia osób publicznie rozpoznawalnych, dziennikarzy, artystów, którzy – narażając się na ostracyzm swoich środowisk – jasno wyrażają poparcie dla żyjących w łonach matek. Artystycznym wyrazem takiej batalii jest obecny na ekranach kin film „Botoks” w reż. Patryka Vegi, podejmujący temat medycznego podwórka. Obraz jest jednak na tyle wulgarny, że nawet ci, którzy nie określają go za „Gazetą Wyborczą” ordynarnym paszkwilem na służbę zdrowia, uznają, że kwestia tak cenna jak sprzeciw wobec podnoszonego przez bohaterkę filmu dr Magdę „uśmiercania nienarodzonych” nie uprawnia do takiej prezentacji. Wciąż warto poszukiwać właściwych form dyskursu, jednak obrońcy życia są przekonani, że te delikatne nie wystarczą. – Napis nikogo nie drażni, nie wywołuje skojarzeń, wszyscy sobie spacerują, dzieci nie zadają pytań – wyjaśnia br. G. Badziąg. – Czy hasło „Stop aborcji” bez obrazu, poruszy serca? Wątpię.

Nieprzyzwoite?

– Chodzi o prawdziwą pomoc dzieciom, które są zabijane w łonach matek. Chcę być głosem wsparcia dla nich – wyjaśnia powody swojego zaangażowania Damian Krasowski. Jak zauważa Andrzej Subocz, lekarz i radny Wałcza, wyrok lokalnego sądu, a także samo jego uzasadnienie budzą niepokój, bo mogą stanowić przykład zastraszania ludzi, którzy mają odwagę mówić prawdę o aborcji. – Nieprzyzwoity w znaczeniu językowym to perwersyjny, rozpustny, a w tym wypadku mamy do czynienia z próbą zwrócenia uwagi opinii publicznej na zło, jakim jest zabijanie nienarodzonych – stwierdza lekarz. – Chciałbym wiedzieć, ile zgłoszeń ze strony policjantów podanych w wyroku jako świadkowie dotyczyło np. wulgaryzmów zasłyszanych na ulicy czy chociażby pornografii, która wylewa się z obskurnych czasopism. Nie słyszałem, ażeby za wulgaryzmy padające w czasie tzw. czarnych marszów ktokolwiek poniósł konsekwencje. Radny uważa, że w tej sprawie nastąpiło absurdalne odwrócenie pojęć: za dobro i odwagę kara, tolerancja dla zachowań nieprzyzwoitych. – Zabijanie nienarodzonych dzieci jest zbrodnią i o tym należy głośno mówić – stwierdza. – W moim głębokim przekonaniu Damian zasługuje na szacunek i może być wzorem odwagi i determinacji, z jaką należy walczyć o prawdę. Wyrok zapadł 20 września. Sprawa będzie miała ciąg dalszy. 2 listopada o godz. 9 w Sądzie Rejonowym w Wałczu odbędzie się rozprawa odwoławcza.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama