GN 28/2018 Archiwum

Korona im z głowy nie spadła

Tysiące, setki, dziesiątki – tylu uczestników wzięło udział w orszakach Trzech Króli, które 6 stycznia odbyły się w diecezji. Najbardziej liczyły się jednak nie cyfry, ale chęci, zaangażowanie i dobre pomysły.

Po co to wszystko? To dobre pytanie, które warto sobie zadać przy organizacji tego typu przedsięwzięcia. Przecież nie chodzi tylko o spacer z papierową koroną na głowie z punktu A do punktu B.

Nie dało się nie słyszeć

Orszak w Ciosańcu, należącym do parafii w Pniewie k. Okonka, był pewnie jednym z najmniejszych w Polsce. W kolędowym korowodzie szło kilkadziesiąt osób. Obejście wioski zajęło im mniej niż pół godziny. Warto było? Chyba nikt z uczestników nie ma co do tego wątpliwości. Ciosaniec to niewielka miejscowość, dlatego przez cały czas trwania korowodu w każdym jej punkcie było słychać kolędy. – To jest forma ewangelizacji – przyznaje ks. Andrzej Dydko, proboszcz w Pniewie. Zgodnie ze standardami północno-zachodniej Polski większości mieszkańców Ciosańca na co dzień w kościele nie ma. 6 stycznia dzięki orszakowi nie dało się tam jednak nie usłyszeć kolęd. Chyba że ktoś szczelnie pozamykał okna w swoim domu. Jak mówili niektórzy, być może dzięki temu ktoś przypomni sobie o tym, że jest Pan Bóg. Tym bardziej że hasło tegorocznego orszaku przekonywało, iż „Bóg jest dla wszystkich”.

Gotowi na zmianę?

Biskup Edward Dajczak, który wziął udział w orszaku w Koszalinie, przypomniał uczestnikom o tym, że Trzej Królowie, zwani także Mędrcami, pochylając się nad żłóbkiem, musieli wykazać się niezwykłą otwartością. – Przynieśli dary dla króla, władcy, ale w ich wyobrażeniu. Gdy dotarli na miejsce, wyobrażenie to musiało zderzyć się z widokiem małego dziecka z ubogiej rodziny. Mędrcy musieli wiele zmienić w swoim myśleniu – zauważył biskup, który podkreślił, że uroczystość Trzech Króli jest dniem ludzi poszukujących.

Ci natomiast, aby odnaleźć prawdę o Bogu, muszą wykazać się podobną do Mędrców otwartością. – Ludzie otwarci gotowi są na zmianę spojrzenia – mówił biskup. Dlatego też sam orszak ze swej natury jest wydarzeniem otwartym dla wszystkich ludzi dobrej woli. – Przychodzą tu także ci, którzy na co dzień stoją trochę z boku. Może dzięki temu wydarzeniu inaczej spoglądają na Kościół? – zastanawia się jedna z uczestniczek orszaku w Sławsku k. Sławna.

To nie procesja

Co zrobić, aby faktycznie tak było? Ci, którzy podejmują trud organizacji orszaku, wiedzą, że to niełatwa sztuka. Z pewnością drugi w historii Piły Orszak Trzech Króli zostanie zapamiętany z powodu atmosfery radości i optymizmu, do czego mocno przyczyniła się m.in. dobrze dopasowana do takiego wydarzenia muzyka – głównie za sprawą sekcji perkusyjnej, która wykorzystując bębny brazylijskie, dzwonki i grzechotki, prowadziła barwny korowód ulicami miasta. Porywający, synkopowy rytm, wybijany przez kilkunastu bębniarzy, przechodził po chwili w kolędową nutę podawaną przez góralską kapelę Ondraszki. Korowód, który zatrzymał się na chwilę przy pałacu Heroda, zainscenizowanym przez młodzież z Teatru Wirtualnego RCK, pożegnany został tańcem z płonącymi maczugami, a przy Bramie Anielskiej witany był śpiewem anioła wznoszącego się nad tłumem na... dźwigu budowlanym. Nie chodzi oczywiście o „wydziwianie” na siłę. W orszakowej oprawie nie mogą zniknąć z oczu najważniejsze postacie, czyli Mędrcy i Święta Rodzina. Bez nich orszak może i nie byłby procesją, ale czy nie stałby się po prostu paradą przebierańców?

Wielka szansa

Na co? Żeby coś dobrego zadziało się w ludziach. Nie tylko w czasie samego orszaku, ale także, a może i przede wszystkim, za jego kulisami. Orszak w Ciosańcu był np. oddolną inicjatywą pań z Żywego Różańca. To one wszystko zorganizowały, od klejenia koron, przez szycie strojów, po pieczenie ciast. Kolejny raz udowodniły, że ich róża nie tylko z nazwy jest żywa. W przygotowywaniu orszaku w Sławsku co roku biorą udział m.in. Skauci Europy. – Dzieci mogą się w coś zaangażować, zamiast siedzieć przed telewizorem – mówi Aneta Wasylew, mama skauta. – Jest to doskonały sposób na przekazywanie tradycji – nie tylko mówienie o niej, ale aktywny udział. Dzięki temu nasze dzieci więcej zapamiętają – dodaje Alina Budny, również mama skauta. Podobnie było w wielu innych miejscach. Ludzie musieli się ze sobą dogadać, coś razem przygotować, wpaść na jakiś pomysł. Były też takie sytuacje, które ujawniły komunikacyjne i organizacyjne braki. Ale może to też jest szansa na coś pozytywnego?•

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma