Zpanią Barbarą idziemy do jednej ze szczecineckich kamienic. W pustostanie na parterze, który przypomina wysypisko śmieci, mieszka pan Witek. Nie zastajemy go. – Pewnie poszedł na zupę – mówi kobieta. Pan Witek przez 17 lat był ministrantem w jednej z miejscowych parafii. Miał nawet firmę. Dlaczego wylądował na śmietniku? Historie takich ludzi nie są proste do opowiedzenia. – Mówi, że żyje tylko dla swojego psa – opowiada mieszkanka Szczecinka. Jak dotrzeć do człowieka, który wokół siebie i w sobie ma śmietnik? Jak mu powiedzieć, że jest Bóg, który go kocha? – Poprosiłam, żeby się za mnie modlił. Twierdzi, że to robi – opowiada pani Barbara, która czasem do Witka zagląda.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








