Nowy numer 41/2019 Archiwum

Pracownicy organiczni

Od niemal dwóch dekad Katarzyna i Jacek Pechmanowie przekonują kołobrzeżan, że o życiu, Polsce i jej bohaterach warto opowiadać pięknym językiem, subtelną nutą i sięgać do inspiracji chrześcijańskich.

Kapituła XXXIII edycji Nagrody Katolickiego Stowarzyszenia „Civitas Christiana” im. ks. Bolesława Domańskiego doceniła wieloletnią działalność małżonków Katarzyny i Jacka Pechmanów – zaangażowanych w kołobrzeskim Stowarzyszeniu Katolicka Inicjatywa Kulturalna, pomysłodawców i organizatorów takich wydarzeń, jak m.in. Ogólnopolski Przegląd Twórczości Zbigniewa Herberta „Herbertiada”, Festiwal Piosenki Poetyckiej „Nadzieja” im. Jacka Kaczmarskiego, czy Kołobrzeskie Dni z Rotmistrzem Witoldem Pileckim. Gala wręczenia nagrody odbyła się 18 marca w studiu koncertowym Polskiego Radia w Szczecinie. To wyróżnienie nie tylko dla tych dwojga, ale i dla miasta, w którym narodziło się wiele inicjatyw żyjących już własnym życiem na scenach w Polsce i za granicą.

Ją zauroczył ZH

Gdy we wrześniu rozpoczyna się Herbertiada (w tym roku stanie się to po raz 19.), na scenie Regionalnego Centrum Kultury im. Zbigniewa Herberta zapada cisza. Nawet słowa poezji, prozy, listów Zbigniewa Herberta jej nie zagłuszają. Miłośniczce Księcia Poetów, Katarzynie Pechman, udało się zainteresować nim nie tylko wyrobioną (i ściągającą tu nawet z zagranicy) publiczność, ale i młodzież, która na konkurs recytatorski przybywa również po laury. Bo trudno przecenić zdobywanie dojrzałości intelektualnej dzięki kontaktowi z herbertowskimi strofami i filozofią poety. Jak szeroki może być zasięg promieniowania jednego organizowanego z pasją wydarzenia kulturalnego, może świadczyć fakt, że to z Herbertiady (skupiającej nie tylko najwyższej próby przedstawienia, ale i najlepszych artystów) wyszedł impuls, który zainicjował Rok Herberta obchodzony w Polsce w 2008 r. – Ten rok zaowocował wieloma produkcjami teatralnymi, festiwalami w całym kraju. Sami chętnie korzystaliśmy z dorobku Roku Herberta i prezentowaliśmy go później na naszej kołobrzeskiej scenie – wyjaśnia Jacek Pechman, przyznając cicho, że były takie przedsięwzięcia, które na szansę zaprezentowania się na Herbertiadzie czekały nawet 3 lata.

Panią Katarzynę cieszy, że rok herbertowski przyczynił się do wysypu oddolnych inicjatyw. – Bo to, że przejęły się tym teatry i instytucje kultury, to jest zrozumiałe, ale wtedy inwencją wykazało się wiele szkół i organizacji pozarządowych – dodaje. Pomysłodawczyni Herbertiady o to właśnie chodziło. – To jest mój maleńki wkład w odbudowywanie kultury pisanej przez duże „K”, która nie jest łatwa i wymaga pewnego wyrobienia. Ale nawet jeśli ktoś nie jest na nią przygotowany, to właśnie Herbertiada ma szansę zachęcić go do sięgnięcia po coś więcej.

Jego przyjaźń z JK

W rozgrzanym letnim słońcem Kołobrzegu można nie tylko plażować przy dźwiękach disco polo lub wpadać w trans pod sceną festiwalu muzyki techno. Można też oddać się refleksji na „Nadziei”: zadać sobie pytania, które nie dają spokoju, rozpoznać pragnienia, które domagają się bardziej subtelnych słów niż „ja kocham ją, a ona mnie”. Próbuje w tym pomóc 15-letni już projekt powstały z rozmowy dwóch Jacków wrażliwych na słowo: Kaczmarskiego i Pechmana. Przyjaciele chcieli nauczyć ludzi, zwłaszcza młodych, słuchania tekstów, które wymagają namysłu i pewnego obycia w kulturze. – Tu są najlepsze wykonania tekstów Kaczmarskiego w Polsce – mówią o festiwalu „Nadzieja” stali bywalcy. Miłośnicy poezji śpiewanej ściągają tu w lipcu z całej Polski i zagranicy, a gdy impreza się kończy, umawiają się na za rok lub na... całe życie, bo niektóre małżeństwa swój początek zawdzięczają właśnie „Nadziei”. Festiwal, który powstał pod wpływem impulsu pół roku po śmierci barda Solidarności, pokazuje, jak wiele można zbudować na przyjaźni. Zresztą Jacek Pechman wciąż podkreśla, że siłą wszystkich projektów, jakie podjął z żoną, są ludzie. – Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby Pan Bóg nie stawiał na naszej drodze odpowiednich osób. Jesteśmy silni dobrocią naszych przyjaciół i znajomych. Dzięki nim można realizować zamysły, które są trwałe – mówi pomysłodawca „Nadziei” i opowiada, jak wiele nauczył się od innego swojego przyjaciela, Przemysława Gintrowskiego, którego menadżerem był przez długie lata.

Urzeczeni niezłomnymi

Historię Polski mają we krwi. Pani Katarzyna pewnie odziedziczyła ją po dziadku, harcerzu z Szarych Szeregów, komendancie Grup Szturmowych na Grochowie, powstańcu warszawskim, ukrytym pod pseudonimami „Groch” i „Kijanka” – Jerzym Przyjemskim. Z jego opowieści poznała historię „Rudego”, „Alka”, „Heńka”, czy chłopaków z batalionu Zośka. W liceum kształtowały ją książki z drugiego obiegu i Msze patriotyczne z ks. Jerzym Popiełuszką. Pan Jacek w stanie wojennym jako licealista zaangażował się w działalność podziemną: kolportował „bibułę”, współorganizował demonstracje solidarnościowe i wieczory patriotyczne w katedrze. W przeddzień jednego z nich został zatrzymany przez SB. Patriotyzmem, który ich pochłonął, chcą dzielić się z innymi. Najpierw, we współpracy ze zmarłym w tych dniach prałatem Józefem Słomskim (któremu w imieniu KIK przyznali w 2007 r. tytuł Kołobrzeskiego Anioła), upamiętniali na terenie parafii Mariackiej rocznice ważne dla Polski i Kościoła. Te wydarzenia zbliżały do siebie ludzi o wielkim sercu dla Kościoła i ojczyzny, ale też obnażyły nikłą znajomość historii wśród kołobrzeżan, zwłaszcza młodzieży. Tak zrodził się kolejny pomysł Pechmanów – by zaprezentować szerszemu gronu sylwetki żołnierzy niezłomnych. Powołali do życia nie tylko „Kołobrzeskie Dni z rotmistrzem Witoldem Pileckim” połączone z jednym z najbardziej prestiżowych w kraju konkursów jemu poświęconych, ale i przedstawienia teatralne o rotmistrzu („Melduję tobie, Polsko”) oraz monodram o sanitariuszce AK („Inka. Zachowałam się jak trzeba. Rzecz o Danucie Siedzikównie”), grane i przyjmowane owacjami na scenach całego kraju.

Budzić Kołobrzeg

Pechmanowie upierają się, by w kurorcie, w którym preferuje się kulturę rozrywkową, zatrzymywać ludzi – mieszkańców i turystów – i skłaniać do refleksji. Zatrzymywać też w sensie dosłownym. Tak było, gdy przy współpracy z Muzeum Oręża Polskiego udało się odtworzyć celę ubeckich przesłuchań czy gdy na skwerze Pionierów stanęła plenerowa wystawa poświęcona ofiarom zbrodni wołyńskiej. Szczególnie ta cieszy Pechmanów, bo zaczęła żyć własnym życiem. 3 tys. kołobrzeżan i letników zareagowało na nią w lipcu 2015 r. nie tylko przelotną uwagą, ale i spontanicznym odruchem serca – stawiało znicze, które przez miesiąc płonęły w środku miasta. – Tego widoku nie zamieniłbym na żadne inne emocje – przyznaje J. Pechman. – Traktujemy naszą pracę jak pracę organiczną. Zależy nam, żeby przekonywać ludzi do kultury inspirowanej elementami patriotycznymi i chrześcijańskimi – dodaje p. Katarzyna. – To jest potrzebne, by chociaż w części społeczeństwa wyrabiać ten dobry smak.

Być liderem

Duże inicjatywy potrzebują lidera. Nawet jeśli wokół jest wielu chętnych do zaangażowania się w jakieś działania, to dopóki nikt nie weźmie tego na swoje ramiona, wszystko kończy się na pomysłach. Tak jest z Marszem Trzech Króli, który jeszcze ani razu nie przeszedł ulicami Kołobrzegu, mimo że ma wielu lokalnych zwolenników. To oni zauważyli, że w Kołobrzegu są ludzie, którzy taki projekt potrafią wdrożyć: Pechmanowie. Sprawa dla nich zbyt poważna, by nie dać się wciągnąć… – Zdecydowaliśmy wziąć na siebie trud organizacji pierwszego marszu w przyszłym roku. Jest dużo osób, które chcą się zaangażować, ale potrzebna jest koordynacja – zdaje sobie sprawę p. Katarzyna. – To wymagające zadanie, ale cieszy nas to, że jest to impuls, który wyszedł od zwykłych ludzi, a oni przyszli z tym właśnie do nas. To dla nas sygnał, że to, co robimy, jest dobre.

Pod opieką Stróżów

Dbałość o kulturę to niełatwy chleb. Zanim rozlegną się owacje na stojąco po udanym przedstawieniu, w zaciszu domowym i za kulisami odbywa się mrówcza praca, i to nie tylko ta artystyczna. To m.in. godziny żmudnego przygotowywania wniosków, rozliczania wydatków i denerwowania się, kiedy nagle okazuje się, że budżet dopiąć może tylko Boża ingerencja. Pechmanowie mają na takie sytuacje wypróbowanego pomocnika. – Doświadczamy opieki aniołów – przekonuje p. Jacek, ujawniając, że to klaryski, wśród których życie za klauzurą wiedzie ich jedynaczka s. Teresa, nauczyły ich, jak przyjaźnić się ze swoim Aniołem Stróżem: nadać mu imię, rozmawiać z nim. Takimi opowieściami Pechmanowie sypią jak z rękawa. I dodają. – Nie, nie byłoby tego wszystkiego bez Boga.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL