Nowy numer 41/2019 Archiwum

Moje małe żytko

Karolku, pokaż, gdzie masz głowę? Karol nie reaguje. Nie wie? Nie chce mu się? Nie zależy mu na kontakcie? Na niektóre pytania próżno szukać odpowiedzi. Poznanie, czym jest autyzm, niektóre z nich jednak wyjaśnia.

Tego problemu nie da się schować w czterech ścianach. Przyrost zachorowań na autyzm rośnie w tempie galopującym. Autyzm jest wszędzie. – 20 lat temu mówiło się, że pojawia się on u 1 na 1500 dzieci. Obecnie mówi się o częstotliwości 1 na 70 – twierdzi Małgorzata Szewczyk, psycholog Miejskiej Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej w Koszalinie, przywołując wyniki badań szerokiego spektrum autyzmu, w tym zespołu Aspergera.

Wypisz wymaluj Karol

Wcześnie zdiagnozowany autyzm daje większe szanse przeciwdziałania problemom, z którymi będą się zmagali rodzice i dziecko. Jak wyjaśnia M. Szewczyk, specjaliści coraz bardziej obniżają wiek diagnozowania dzieci w kierunku autyzmu, przesuwając go w ostatnich latach z okresu wczesno- szkolnego nawet na pierwszy rok życia. W Polsce kwestionariusz do wyłapywania takich przypadków popularyzuje się podczas badań przesiewowych u dzieci 18-miesięcznych. Nie zawsze lekarzom udaje się jednak wychwycić subtelne różnice zachowań. Ma dwa latka i nie mówi? To chłopiec, u chłopców mowa przychodzi później. Tak usłyszeli Alicja i Michał Kowalscy z Koszalina, rodzice dwuletniego wówczas Karola, zanim zorientowali się, że to coś poważniejszego. Karol oprócz tego nie reagował też na polecenia, dźwięki, nie chciał nikogo naśladować.

„Idź do taty” – bez reakcji, „przynieś klocki” – bez reakcji. Dwulatek nie chciał nawet podnieść do ust butelki z napojem. – Widać było, że coś się dzieje – wspomina pani Alicja. – Zajrzeliśmy do internetu, a tam opis dziecka wypisz wymaluj jak nasz Karol. Czytamy dalej – to autyzm. Droga do postawienia diagnozy była jednak o wiele dłuższa: od jednego gabinetu lekarskiego do drugiego, do tego papierologia. – To był bardzo męczący czas, ale kiedy już się go przejdzie, to potem jest z górki – zapewnia pani Ala. – Owszem, był lęk, nawet chwilowe załamanie, ale ja skupiłam się wtedy na zdobywaniu wiedzy o autyzmie. A informacji jest niemało i – co gorsza – co dziecko, to inny przypadek. Na przykład to, że choć autyzm kojarzy się z opóźnieniem rozwoju mowy, to niekoniecznie dziecko autystyczne musi mieć z tym problem. Przeciwnie, może być doskonałym mówcą. – Bez względu na to, czy mówi, czy nie, czy nawiązuje kontakt wzrokowy, czy reaguje mimiką, rodziców powinno zaniepokoić to, że nie jest z nimi w kontakcie. To jest właśnie główny objaw autyzmu – podkreśla Małgorzata Szewczyk.

Buty nie, cement tak

Bywa, że autyzm przerasta rodziców. Spacer z potomkiem może być mordęgą. Początkowo Karola trudno było zabrać samochodem dokądkolwiek, bo reagował płaczem nawet na zmianę kierunku jazdy. Gorsza od tego była tylko podróż autobusem, do którego nawet nie chciał dać się zaciągnąć. – I nie było wiadomo dlaczego. Bo za ciasno? Bo hałas? Czy też wykańczało go czekanie na przystanku? – docieka po dwóch latach pan Michał. Nie da się napisać poradnika. Praca rodziców polega w dużej mierze na obserwacji i na współpracy ze specjalistą, który pomoże opracować program terapeutyczny oraz wybrać takie rozwiązania, które zmienią ogólne zachowanie dziecka, a nie poszczególne problemy, na przykład wyjście na zakupy. Kluczowe jest bowiem poznanie źródła dziecięcego niepokoju. – Czy w tych zakupach męczy je 3-godzinne chodzenie po centrum handlowym czy raczej wejście do małego sklepu? A może wizyta w sklepie ze słodyczami, po które ono sięga? – M. Szewczyk podpowiada sposób prowadzenia obserwacji, mogących zaprowadzić rodziców do odkryć, że do sklepu z butami (i ich drażniącym zapachem) nigdy nie należy wchodzić, ale do składu budowlanego – czemu nie.

U Małego Księcia

Kowalscy zachęcają, by rodzice nie ociągali się z wizytą u specjalisty, kiedy zauważą u swojego malucha niepokojące objawy. Każdy dzień jest na wagę złota. Sami przekonali się o tym, gdy Karol trafił do przedszkola terapeutycznego „Mały Książę”. Już po trzech miesiącach spędzonych w kilkuosobowej grupie dzieci, której dogląda cały czas dwóch wychowawców, zaczęły dziać się cuda: Karol zaczął nie tylko wykonywać polecenia, ale i mówić, i czytać. Kowalscy pamiętają zdumienie, w jakie wpadli pewnego dnia, oglądając w internecie profil przedszkola na Facebooku. – Patrzymy, a na filmie nasz Karolek z... mikrofonem. Cały w swoim żywiole, gada jak najęty! – cieszy się pani Alicja. Ma też świadomość, że nie zawsze zachodzi taki postęp. – Bo u każdego z tych dzieci inna klapka może być zamknięta. Ale też inna może się otworzyć. Teraz to Kowalscy służą przykładem i dobrą radą. Niedawno spotkali młode małżeństwo, które dopiero zaczyna zmagać się z problemem, jakim na początku wydaje się autyzm. – Byli przestraszeni. Opowiadaliśmy im, jak przejść przez to wszystko. Zobaczyli, jak nasz Karol się rozwija, podobało im się. Ale zauważyliśmy, że boją się uznać, iż ich synek jest chory. Podobnie jak wielu rodziców wahali się, czy wysłać go do przedszkola dla dzieci z zaburzeniami. Bali się, że zostanie tym naznaczony – opowiadają.

Najlepszy komitet powitalny

„Czy będzie normalny?”. To pytanie, które rodzina i znajomi stawiają mniej lub bardziej otwarcie. – My tego nie wiemy – zastrzega spokojnie mama Karola. – Nie da się przewidzieć, jak będzie się rozwijał. Musieliśmy pozbyć się oczekiwań. Teraz widzimy, że wszystko poszło do przodu, że fajnie się rozwija. Ale co dalej? Rodzice Karola mówią, że autyzm to żaden wstyd. Oczywiście są pewne problemy, obawy o przyszłość, ale one dotyczą także dzieci zdrowych. Małżonkowie są dumni ze swoich dzieci, dzięki którym ich dom ma najlepszy komitet powitalny w mieście: Karol i jego dwuletnia siostra Zosia na dźwięk domofonu wybiegają na schody i z entuzjazmem witają każdego bez wyjątku. Bywają też sytuacje nieprzyjemne, kiedy zachowanie dzieci potrafi uprzykrzyć wizytę gościom. – Nasi znajomi wiedzą, że Karol ma autyzm. Woleliśmy ich o tym uprzedzić, żeby nie byli zaskoczeni, gdyby okazało się, że zachowanie Karola zepsuło atmosferę – mówi pan Michał. To wciąż nie jest dla niego proste i powstrzymuje go od składania rewizyt. Podobne obawy podziela wielu rodziców i z tego powodu urywają się więzi towarzyskie. M. Szewczyk uważa, że jeśli chodzi o wyjścia do znajomych czy miejsc publicznych, to przesada w żadną stronę nie jest dobra. – Podejście, że ciągniemy dziecko ze sobą wszędzie lub też że nie wychodzimy z nim w ogóle, jest nieskuteczne. Działając pod prąd, zwiększamy opór dziecka i je przeciążamy – wyjaśnia. – Temu właśnie ma służyć terapia: by nie wzmacniać mechanizmów nieprawidłowych, zaś te prawidłowe modelować. Celem nie jest to, by dziecko podejmowało jakąś czynność w sposób wymuszony, lecz by chciało szukać kontaktu z człowiekiem.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL