GN 38/2020 Archiwum

Co jest nie tak z tymi świętami?

Szukają głębi Wielkanocy. Pomaga w tym teatralna scena.

Uczniowie ZS nr 2 w Koszalinie od lat bawią się w teatr. Tyle że w tej zabawie tkwi poznawanie kultury i tradycji całkiem na poważnie. Podczas spektaklu „Collage paschalny – równoległe światy”, zaprezentowanego 25 marca na scenie koszalińskiego CK 105, młodzi sprzeciwili się miałkiemu przeżywaniu Wielkanocy. Czasem, jak sami przyznają, ich wiara jest wielokrotnie mniejsza od ziarenka gorczycy, a jednak w tym przedstawieniu pokazali, że przedświąteczna maskarada centrów handlowych czy infantylne podejście do święconki jest dla nich nie do przyjęcia. Asię Wrejnak z zespołu wokalnego Na Obcasach, który oprawiał spektakl muzycznie, irytuje powierzchowność. – Pokazujemy dosadnie, że w tych świętach można znaleźć ważne wartości, głębokie emocje – mówi trzecioklasistka poruszona scenami Jezusowego ukrzyżowania i zmartwychwstania. Musiała wypracować to doświadczenie w sobie podczas prób w Policku.

– To były swoiste warsztaty duchowe – mówi instruktorka śpiewu Marta Strzelecka. Zdaje sobie przy tym sprawę, że w tych próbach brały udział także osoby deklarujące się jako niewierzące. Takich wśród aktorów teatru Na bosaka nie brakuje. Także dla nich recytacja Dekalogu na scenie nie była problemem. – Dekalog zawiera nie tylko wartości chrześcijańskie, ale też uniwersalne, które jako wychowawcy chcemy młodzieży przekazać – mówi. Kiedy Marzena Ercolani, od 14 lat prowadząca szkolny teatr, zaproponowała młodzieży pracę nad projektem, usłyszała: „Uuu… znowu religijne…”. – Zobaczycie, spodoba się wam – odpowiadała. Nie zawiedli się, bo na „Collage paschalny – równoległe światy” składają się różne formy artystyczne. Raz jest to poezja Zbigniewa Herberta, innym razem krzykliwy, wulgarny rap. Wszystko po to, by pytać o autentyczność wiary i wrażliwość na osobę Jezusa Chrystusa, a także by poddać krytyce niektóre społeczne trendy, np. nawyk fotografowania się bez względu na okoliczności – jak turyści, którzy robią sobie „słitfocie” w Auschwitz. Młodzi aktorzy pokazali bezrefleksyjne podejście do wiary i jej symboli, fotografując się na scenie z ciałem zdjętego z krzyża Jezusa. Próba. Scena poszukiwania Barabasza. Reżyserka widzi, że młodzi nie rozumieją tej sceny. I to nie tyle wiersza Herberta „Domysły na temat Barabasza”, ile tego, kim w ogóle jest Barabasz. – Każdą scenę analizowaliśmy, poddawaliśmy refleksji, wiele wymagało wyjaśnienia – tłumaczy M. Ercolani. Scena zmartwychwstania była trudna nawet dla osób wierzących. – Pamiętajcie, to jest tak, jakbyście odzyskali przyjaciela, którego już nie ma. A on nagle jest z wami. Jakie to są emocje! – podpowiadała. – Musiałam znaleźć sposób, jak przeżyć śmierć Jezusa. Ten smutek musiał być naturalny – wspomina jedna z aktorek Maja Włodyka. – Starałam się wyobrazić sobie, na próbach i w domu, jak by to było, gdybym to ja znalazła się w takiej sytuacji. Obnażenie własnych emocji sprawiło młodym najwięcej trudności. – Oni angażują w rolę całych siebie. Jeśli przeżywali w swoim życiu coś trudnego, to na scenie potrafią odnieść to do męki Chrystusa, do zdrady Judasza czy do ostatniej wieczerzy – zauważa M. Strzelecka. Julii Wolny trudno było wczuć się w pieśń o zmartwychwstaniu. Udało się jej, choć kosztowało ją to wiele wysiłku. Teraz coś pcha ją na scenę, by tą radością podzielić się z innymi. – Chcemy powiedzieć widzom, naszym znajomym, rodzinom, żeby się rozejrzeli i zrozumieli, że coś tu jest nie tak z tymi świętami. Że to powinno wyglądać inaczej – apeluje nastolatka.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama