Nowy Numer 38/2020 Archiwum

Zanim przyjadą goście

W lipcu fala charakterystycznych żółtych koszulek zaleje Koszalin. Trwają ostatnie ustalenia i dopinanie programu – diecezja szykuje się na przyjęcie blisko 700 studentów z całej Polski.

Stypendyści Fundacji Dzieło Nowego Tysiąclecia pojawią się w mieście już 6 lipca. Odwiedzą także Kołobrzeg i sanktuarium w Skrzatuszu. Podczas spędzonego w naszej diecezji tygodnia będą odpoczywać i formować się, a także dawać świadectwo i dziękować za otrzymaną dzięki zbiórkom pomoc w edukacji. – Lokalizacja tegorocznego obozu to inicjatywa stypendystów. Sami zauważyli, że nasza obecność w zachodniej i północnej części kraju jest bardzo potrzebna. Dotychczas byliśmy tu z obozem raz, w Szczecinie. Na Forum w Tarnowie bardzo mocno wybrzmiał ten postulat, więc zadzwoniłem do bp. Edwarda Dajczaka, który od razu powiedział: „Dziękuję, że pomyśleliście o Koszalinie” – wyjaśnia ks. Dariusz Kowalczyk, przewodniczący zarządu Fundacji Dzieło Nowego Tysiąclecia. Przedstawiciele papieskiej fundacji przyjechali do Koszalina z krótką roboczą wizytą. Podczas trzech dni dopinali program, który wypełni studentom tygodniowe obozowanie w diecezji.

Nad morze i do Skrzatusza

Szczegóły jeszcze są ustalane, bo organizatorzy muszą uwzględnić rozmaite sprawy, choćby… Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej.

– W grafiku znajdzie się m.in. całodzienna ewangelizacja w Skrzatuszu, której gospodarzem będzie bp Edward Dajczak, forum stypendystów, podczas którego będą oni rozmawiać o fundacji i jej przyszłości, a także spotkają się z gośćmi, koncert i niedziela spędzona w koszalińskich parafiach – wylicza Katarzyna Obrębska, menedżer ds. obozów stypendialnych fundacji. Na ten ostatni punkt programu zwraca uwagę ks. Paweł Wojtalewicz: – Niedziela w parafiach to okazja do podzielenia się swoim świadectwem, a także podziękowania za wspólne budowanie żywego pomnika Jana Pawła II, również przez tę wielką zbiórkę podczas Dnia Papieskiego, w której nasi diecezjanie bardzo ofiarnie uczestniczą – mówi koordynator fundacji w diecezji.

Serce Pomorza

Idea letnich spotkań jest integralną częścią programu stypendialnego. Swoje obozy mają gimnazjaliści i licealiści, maturzyści oraz studenci. Tym najstarszym stypendystom, którzy przyjadą nad morze, przyświecać będzie hasło: „Koszalin – serce Pomorza”. – Z jednej strony wynika ono z homilii, którą wygłosił Jan Paweł II, z drugiej – chcemy także podkreślić specyfikę miejsca i diecezji – wyjaśnia ks. Łukasz Nycz, zajmujący się formacją duchową stypendystów. Bo obóz to nie tylko wypoczynek. To także – a może przede wszystkim – element prowadzonej przez fundację formacji. Centralnym momentem będzie dzień skupienia. – Chodzi nam o biblijne ujęcie serca, czyli miejsca, w którym człowiek podejmuje decyzje, w którym spotyka się z Bogiem. Chcemy zaprosić studentów do tego, żeby zajrzeli w głąb swojego serca, zastanowili się, co kieruje ich życiem, jak podejmują decyzje. I żeby w jego centrum postawili 10 słów, o których mówił w tym miejscu w 1991 r. św. Jan Paweł II. Wokół tego będą osnute rozważania. W myśl roku duszpasterskiego, który kieruje naszą uwagę na Ducha Świętego, będziemy Go prosili o nowe serce – dodaje ks. Nycz.

Siła wspólnoty

Inny aspekt fundacji to wspólnota: wspierająca, mobilizująca, inspirująca. – Często stypendyści są samotnymi wyspami w swoich środowiskach. To wspólnota kolegów i koleżanek z fundacji, więzi, które rodzą się podczas obozów i innych spotkań w ciągu roku, dają im wsparcie – zauważa ks. Paweł Wojtalewicz. – Kiedy rozmawia się ze stypendystami w gimnazjum czy liceum, najważniejsze w programie są dla nich pieniądze, bo to dzięki nim mogą się uczyć. Pod koniec studiów ta optyka się zmienia. Często mówią, że wsparcie materialne było ważne, ale ludzie, których poznali – znacznie ważniejsi. I o to właśnie chodzi w dziele fundacji – zaznacza ks. Dariusz Kowalczyk. Katarzyna Obrębska, która dzisiaj zajmuje się przygotowaniem obozów stypendialnych, wie o tym najlepiej. Z pomocy fundacji korzystała jeszcze jako uczennica z Kalisza Pomorskiego, a potem studentka w stolicy. – Gdyby nie pomoc fundacji, pewnie nie skończyłabym wymarzonych studiów. Moje aspiracje edukacyjne sięgały najdalej do Szczecina. Dużą rolę odegrała poznana na obozie koleżanka z małej miejscowości z drugiego końca Polski. Pokazała mi, że można mieć duże marzenia, nawet jeśli pochodzi się z małej miejscowości czy bardzo niezamożnej rodziny, że warto mierzyć wysoko. Fundacja, oprócz pieniędzy, daje siłę i wsparcie – przyznaje.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama