Nowy numer 39/2020 Archiwum

Wiosenne porządki u królowej

Około 60 tys. pstrągów potokowych trafiło do Parsęty. Niemal letnia aura sprzyjała też wielkiemu sprzątaniu największej z pomorskich rzek.

Głównie butelki i puszki, ale także inne pozostałości po szukających wypoczynku nad wodą trafiały do plastikowych worków ochotników, którzy wyruszyli na wiosenne porządki nad brzegami Parsęty, Jeziora Rybackiego i zbiornika w Gruszowie. Razem ze strażnikami miejskimi z Karlina i strażnikami leśnymi z Gościna, a także WOPR-owcami powiatu białogardzkiego i członkami Państwowej Straży Rybackiej z Koszalina w teren ruszyli chłopcy z Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego w Podborsku oraz wędkarze. – Jeśli chcemy korzystać z rzeki, to trzeba o nią zadbać. Bo to i zdrowiej, i przyjemniej – mówi Eugeniusz Pozorski, który od lat wędkuje w Parsęcie. Nad wodą jest niemal codziennie i cieszy się, że ryb będzie jeszcze więcej.

Zanim na patelnię

– Cześć, maluchy! – Wiktoria wita się z maleńkimi rybkami pływającymi w plastikowym kubeczku. – Sprawdziłam w książce, jak wyglądają pstrągi. To fajnie, że wyrosną z nich takie duże ryby, które będzie można łowić – tłumaczy z zapałem uczennica podstawówki w Stanominie. Razem z kolegami przyszli pomóc w zarybianiu przepływającej przez ich miejscowość rzeki. Na to, by wpuszczone przez nich do Parsęty pstrągi nadawały się na patelnię, trzeba będzie poczekać przynajmniej trzy lata, ale w całej akcji chodzi też o inne długoterminowe korzyści.

– To bardzo ważne, żeby od najmłodszych lat wzbudzać w dzieciach świadomość ekologiczną i odpowiedzialność za środowisko. Jest duża szansa, że dzieci, które same wpuszczą do swojej rzeki ryby, będą o tę rzekę dbać. Budujemy w młodych dobre nawyki, a przez nich staramy się także dotrzeć do dorosłych – przyznaje Krzysztof Skrzycki, dyrektor Szkoły Podstawowej w Stanominie.

Czysta i rybna

Od półtora roku zarząd nad rzeką sprawuje Związek Miast i Gmin Dorzecza Parsęty. Nowy dzierżawca od razu wziął się do pracy, stawiając sobie za cel, że Parsęta ma być czysta i wolna od kłusownictwa. A także bogata w ryby, bo tylko tak przyciągnie amatorów turystyki wędkarskiej. Do rzeki trafiają więc miętusy, trocie, łososie, jazie, pstrągi, szczupaki, węgorze. Związek zobowiązany jest do wydania rocznie pół miliona złotych na zarybianie. – Nie stawiamy na jeden gatunek, jak to się często dzieje przy zarybianiu, ale chcemy zachować bioróżnorodność, stąd cała gama gatunków. Wszystkie są rdzenne – wyjaśnia Kamil Piecuch odpowiedzialny za okręg rybacki. Podczas akcji do Parsęty trafił wylęg żerujący jazia (ok. 960 tys. sztuk) i 60 tys. malutkich pstrągów. Jezioro Rybackie zaś zasilone zostało karpiami. Powoli udaje się także odbudować populację łososia, z którym było krucho w ostatnich latach. – W 2016 r. udało nam się odłowić 12 sztuk i pozyskać z nich ikrę, dzięki temu w maju będziemy wypuszczać około 20 tys. smoltów łososia – cieszy się Kamil Piecuch. – To ewenement. Od jakiegoś czasu jedynie nam udało się pozyskać ikrę od dzikich łososi. Inni bazują na zarybianiu z hodowli – dodaje. ZMiGDP systematycznie udrożnia rzekę, buduje przegrody i tarliska, zmienia też myślenie o gospodarce na rzece. Przeprowadzone przez niego obserwacje pokazały, że odłowiona na tarło ryba nie musi trafić pod nóż, ale może wracać do rzeki. – Staramy się, by pozyskanie ikry trwało jak najkrócej, żeby ryba była w basenie nie dłużej niż 5 dni. Nie zabijamy, nie sprzedajemy mięsa – zapewnia Kamil Piecuch.

Współpraca

To procentuje – zarówno w ilości wędkarzy turystów, jak i stosunku lokalnych miłośników wędkarstwa do organizacji. – Widzą, że pieniądze, które płacą, nie giną w czyichś kieszeniach, ale wracają do ich rzeki. Mamy też coraz lepszą interakcję: jesteśmy informowani o siatkach kłusowniczych, o zanieczyszczeniach. Wędkarze czują się współodpowiedzialni za rzekę, a to niezwykle ważne – zauważa Kamil Piecuch. Mali pomocnicy także dobrze rokują na przyszłość. – Kiedy dzieci poczują się odpowiedzialne za rzekę, raczej nie wyrosną z nich kłusownicy. Taka młodzież będzie już wiedziała, że można mieć frajdę z wędkarstwa, niekoniecznie myśleć o zysku. Wiele osób w tej chwili rezygnuje z zabierania szlachetnych ryb, ale łowi i wpuszcza z powrotem do wody – dodaje Robert Cholewiński, komendant straży rybackiej dorzecza Parsęty.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama