Nowy Numer 38/2020 Archiwum

„Lalka” na pomoc

Wypełniona po brzegi sala, owacje na stojąco i zapełniające się puszki dla szczecineckiego hospicjum. Charytatywny spektakl młodych aktorów podbił serca publiczności.

Na zaproszenie uczniów Prywatnego Liceum, Gimnazjum i Szkoły Podstawowej ze Szczecinka mieszkańcy miasta w tym roku odpowiedzieli wyjątkowo ochoczo.

Mała cegiełka

Trzeba było naprędce organizować dostawki. Niektórzy z widzów chętnie obejrzeli przedstawienie, siedząc nawet na schodach. A wszystko to w szczytnym celu – na rzecz szczecineckiego hospicjum. – Miałam wielką nadzieję, że publiczność dopisze, ale kiedy zobaczyłam taki tłum i okazało się, że brakuje miejsc, na chwilę struchlałam. Ucieszyłam się ogromnie, ale opuściły mnie resztki odwagi – przyznaje Mariola Kowalczyk, nauczycielka języka polskiego i opiekunka szkolnego koła teatralnego, a także scenarzystka, reżyser i – kiedy trzeba – spiesząca z pomocą garderobiana potrafiąca w ciągu jednej nocy pomysłowo uratować kostium.

No i główny motor napędowy charytatywnych występów na scenie. – Dochód ze spektaklu to z pewnością kropla w morzu potrzeb placówki, ale mamy nadzieję, że choć jedna, malutka cegiełka jest naszą zasługą. Myślę, że nie mniej ważne jest zaangażowanie młodzieży, która łączy swoją pracowitość i talent z wielkim sercem – podkreśla nauczycielka, nie kryjąc dumy ze swoich uzdolnionych uczniów.

Dzielić się pasją

Młodzi z wielkim zaangażowaniem wcielili się w postacie znane z kart powieści Bolesława Prusa, a widzowie mogli przenieść się raz jeszcze na XIX-wieczne warszawskie salony oraz śledzić losy nieszczęśliwej miłości kupca do arystokratki. Była też nagrodzona gromkimi oklaskami scena balu, przygotowana przez choreografkę Katarzynę Balon, a także świetnie wyśpiewana przez Wokulskiego piosenka z musicalu „Lalka”. Pełen rozmachu spektakl wymagał ofiarności, ale jak zapewniają – było warto. Jakub Brusiło, sceniczny Wokulski, przyznaje, że wymiar charytatywny przedsięwzięcia był głównym motywem zapisania się do kółka teatralnego. – Nie jest moim celem promować siebie, tylko komuś pomóc – mówi skromnie. – Teatr daje mi wiele szczęścia, a występując charytatywni, mogę dzielić się tym, co kocham i zarazem pomagać – dodaje towarzysząca mu panna Izabela, czyli Wiktoria Horniatko.

Kieliszek po prababci

Koronkowe parasolki i tiurniury, eleganckie surduty i cylindry – jak wśród takiego szyku odnajdują się współczesne nastolatki? – Idealnie! – mówi baron Krzeszowski, czyli Stanisław Kin. – To rola wprost stworzona dla mnie. Mamy wiele cech wspólnych z baronem – dodaje ze śmiechem, choć „Lalki” w całości jeszcze nie czytał. Ale teraz bez oporów sięgnie po powieść. To druga myśl, która przyświeca teatralnym aspiracjom Marioli Kowalczyk: rozkochać młodych w polskich klasykach. – I te noce nieprzespane, i ten kieliszek po prababci, który się wyszczerbił w trakcie prac nad spektaklem, i te miesiące wzmożonego wysiłku – wszystko było warto, bo zrobiliśmy razem coś dobrego, potrzebnego – cieszy się pani reżyser. To ważne także dla dyrektora placówki, który nie kryje dumy ze swoich uczniów: tych na scenie, w kulisach i kwestujących w holu kina. – Cieszę się z każdego ucznia, który włączył się w przygotowanie dzisiejszego wieczoru. Każdy z nich mógłby spędzić ten czas inaczej, ale każdy wie, po co tu jest. To przedsięwzięcie jednoczy nas w robieniu czegoś pięknego, szlachetnego – mówi Szymon Cieślar, podkreślając także wkład nauczycieli.

Majątek to nie pieniądze

Kiedy zapadła kurtyna, publiczność nagrodziła spektakl owacjami na stojąco. Młodym aktorom gratulował także o. Tadeusz Rydzyk, założyciel szkoły, który przyjechał do Szczecinka z Torunia. W imieniu tych, którzy wkrótce znajdą opiekę w hospicjum, dziękowała Dorota Szpernalowska, lekarz neurolog i skarbnik zarządu Hospicjum im. św. Franciszka w Asyżu. – Moje skromne „dziękuję” to zdecydowanie za mało – mówiła wzruszona. Przyznała, że choć budynek jest gotowy, trzeba włożyć jeszcze sporo pracy, zanim pojawią się w nim pierwsi pacjenci. – Biskup, błogosławiąc nasze hospicjum, powiedział, że tam, gdzie jest dużo trudu, tam będzie piękne dzieło. Cieszę się, że ma w tym dziele swój udział ta młodzież, która potrafi dostrzegać nie tylko pięknych, młodych, zdrowych. Jestem tutaj już czwarty raz, co roku coraz bardziej wzruszona. Z każdym przedstawieniem widzę nowe twarze wśród aktorów, a to znaczy, że szkoła potrafi tak wychowywać młodych ludzi, żeby potrafili przekazywać swoją pasję następnym. Wierzę, że kiedy w hospicjum będą już pacjenci, to także ci młodzi ze swoim uśmiechem tam się pojawią. To nie pieniądze tworzą wielki majątek, ale serce, ciepło i zrozumienie dla drugiego człowieka – zauważyła dr Szpernalowska.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama