GN 3/2021 Archiwum

Miłosierdzie konkretne i spontaniczne

Bezinteresowność, zaangażowanie w pomoc potrzebującym i zaufanie Bożej Opatrzności. To poruszyło niemieckich wolontariuszy, którzy przyjechali do Koszalina z krótką wizytą studyjną.

Zamiast usłyszeć kazanie o miłosierdziu z ambony, zobaczyliśmy miłosierdzie głoszone w praktyce. Szczególnym doświadczeniem było postawienie Jezusa w centrum działania, o czym nam, Niemcom, zdarza się zapominać. Uświadomiłam sobie, że w tak wielu sprawach na co dzień złoszczę się, nie radzę sobie z nimi, zamiast po prostu zaufać Panu Jezusowi – mówi Marlies Trö- tzer, pełna emocji po wizycie w Domu Miłosierdzia. Koszalińska placówka była jednym z miejsc, które odwiedzili niemieccy wolontariusze z Rietberg. Przyjechali z archidiecezji Paderborn, żeby zobaczyć, w jaki sposób praktykowane jest miłosierdzie i jak wygląda praca charytatywna w Polsce.

Agnieszka Kukiełka, koordynator wolontariatu w Rietberg, przyznaje, że to ciekawe doświadczenie. Zanim wyjechała do Niemiec, pracowała w Caritas Diecezji Koszalińsko-Kołobrzeskiej i dostrzega wiele różnic między wolontariuszami niemieckimi i polskimi. Jak zauważa, wynikają one przede wszystkim z odmiennej mentalności. – My, Polacy, reagujemy szybciej i spontanicznej. To ma swoje plusy, ale i minusy. Niemcy mają swoje struktury i procedury. Zanim wdrożą je w życie, muszą się spotkać, omówić, zdecydować. To trwa, ale ostatecznie pomoc jest przemyślana, konkretna i celowa. Świetnie byłoby połączyć te dwa sposoby. Mamy sobie wzajemnie bardzo wiele do ofiarowania – mówi.

Lęki znikają

Wolontariusze, którzy przyjechali do Koszalina, udzielają się w różnych organizacjach katolickich, takich jak Caritas, Kolping czy Stowarzyszenie Kobiet Katolickich. Obecnie wszyscy czynnie pomagają uchodźcom. – Mam znajomych, którzy stukają się w głowę i pytają: „Czym ty się zajmujesz?!”. Ale lęki przed uchodźcami można przełamać jedynie w bezpośrednim kontakcie z konkretną osobą. Choćby wtedy, gdy poznajemy historię człowieka, jego drogę z Syrii do Niemiec, lęki znikają – mówi Heinz Borgmeier ze Związku Dzieła Kolpinga. – Kładziemy nacisk na to, by widzieć człowieka, nie uchodźcę. Wchodzimy w kontakt i towarzyszymy – dopowiada Margaret Wieth z Caritas. Wsparcie imigrantów to przestrzeń, która połączyła ich charytatywną działalność. – Dla ks. Radka Siwińskiego z Domu Miłosierdzia najważniejsza jest pomoc człowiekowi. My, pracując na co dzień z uchodźcami, doświadczamy tego samego. Nie interesuje nas, z jakiego kraju pochodzą, nie pytamy, czy wyjechali z powodów gospodarczych czy uciekając przed wojną. Liczy się człowiek – dopowiada Rolf Langenscheid, wolontariusz parafialny i miejski radny.

Wzajemność

– Byłoby świetnie, gdyby takie spotkania były dwustronne. Potrzeba nam forum wymiany doświadczeń i pozytywnego przekazu tego, co się dzieje na Zachodzie. Jedyny przekaz, jaki do nas dociera, to obrazy terrorystów, napięć społecznych, incydentów – zauważa bp Krzysztof Zadarko, który spotkał się z niemieckimi wolontariuszami. – Niemcy dziwią się, dlaczego Polacy nie chcą być solidarni w przyjmowaniu uchodźców, skoro w latach 80. ubiegłego wieku powstawały na Zachodzie obozy dla uchodźców politycznych z Polski, z Węgier, z Czech. Nie potrafią zrozumieć, dlaczego Polacy nie chcą teraz zaangażować się w ratowanie życia ludzi uciekających przed wojnami i prześladowaniami – dodaje przewodniczący Rady Episkopatu Polski ds. Migracji, Turystyki i Pielgrzymek.

Świeżość z wiary

Największe wrażenie na niemieckich wolontariuszach zrobiła bezinteresowność polskich kolegów, ich świeżość i zapał. Struktury i środki są ważne, ale nie zastąpią tego, co wypływa z przeżywania wiary i praktyk religijnych. – Kościół w Niemczech jest inaczej finansowany. To sprawia, że nasza działalność ma zabezpieczenie finansowe, a zaangażowanie w pracę ma mniejsze znaczenie. Wy pracujecie bez tego zabezpieczenia, a dajecie z siebie tak dużo innym – podkreślali. – Zarówno Polakom, jak i Niemcom możemy powiedzieć, że jesteśmy powołani do miłości rozumianej jako caritas. Jeżeli my jako chrześcijanie nie będziemy prezentować takiego widzenia człowieka, jakie czerpiemy z nauki Kościoła katolickiego, to obumrzemy –dodaje Rolf Langenscheid.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama