Nowy numer 39/2020 Archiwum

Zamsz czy kolce? Łam stereotypy

Mieszka w Skórce pod Piłą. Bada Tatry. Tam odkrywa nowe gatunki. Tu – siebie. A wszędzie – genialnego Stwórcę, który prościej nie mógł tego wszystkiego urządzić.

Mimo że listki brzozy nazywa aparatami liściowymi, to nie da się w nim nie dostrzec romantyka. Na stoliku w gabinecie postawił obsypane kwieciem gałązki śnieguliczki. Zerwał je rano, idąc do pracy. Żałuje, że jego ulubione tulipany kwitły w tym roku tak krótko, bo – jak stwierdził – wszystko wskazuje, że był to najcieplejszy kwiecień w historii pomiarów meteorologicznych w Polsce. A to, że wszystkie kwiaty rozwinęły pąki niemal jednocześnie, pobudza go do pytania: jak pszczelarze poradzą sobie z klasyfikacją tegorocznych miodów, skoro robinia (zwana akacją) nie kwitła po rzepaku, lecz razem z nim. – Świat roślinny zwariował tej wiosny, a za nim świat zwierzęcy – rozpoczyna rozmowę dr Paweł Michał Owsianny, wicedyrektor Nadnoteckiego Instytutu UAM w Pile.

Parvodinium Owsiannego?

Kocha kwiaty, ale fascynują go glony, zwłaszcza bruzdnice z głębin tatrzańskich jezior, odkryte przez niego i naukowców z uniwersytetów w Monachium i Osnabrück. Dwa nowe gatunki nazwał na cześć współpracowników: Parvodinium marciniakii i Parvodinium trawinskii. W ten sposób pilanie Grzegorz Marciniak i Krzysztof Trawiński przeszli do historii. Wcześniej jedynym pilaninem, którego nazwiskiem (i to wielokrotnie) opisywano gatunki roślin i zwierząt, był ks. Stanisław Staszic.

Owsiannemu etyka nie pozwoliła uwiecznić w ten sposób samego siebie, pozostaje mu jedynie czekać, że koledzy nazwą jakiś gatunek na jego cześć. Właśnie badają stawy w Dolinie Gąsienicowej, więc kto wie… – Nie ma większego honoru dla naukowca badającego różnorodność biologiczną – przyznaje dr Owsianny.

Roślina czy zwierzę?

Glon, który poluje harpunem na ofiarę, rzuca na nią sieć lub zalewa trucizną obezwładniającą? Takie dreszczowce tylko w nadnoteckich laboratoriach, gdzie dr Paweł bada pod mikroskopem jednokomórkowce wydobyte spod śnieżnego kożucha na jeziorze. Tu rodzi się pytanie niewygodne dla żywiących się glonami wegetarian: co ja jem – roślinę czy zwierzę? Uspakajamy: zielonkawa alga owijająca porcję sushi to Porphyra tenera – glon z grupy krasnorostów należących do królestwa roślin (z tym że niezbyt strawny, bo nam, Europejczykom, daleko do Azjatów, którzy ewolucyjnie wykształcili w przewodzie pokarmowym zgrupowania bakterii trawiące algi). Jak zauważa dr Owsianny, odległość ewolucyjna między grupami glonów bywa kosmiczna: tym bliżej do roślin, tamtym do bakterii, jeszcze innym do pierwotniaków. – Bruzdnicom, którymi się zajmuję, bliżej niż do roślin jest do zarodźca malarii… – uśmiecha się z dumą na myśl o swych ulubienicach. Ale zanim usiądzie nad mikroskopem i – oglądając preparat – poczuje gęsią skórkę (bo oto właśnie nieznany mu dotąd organizm pęka na jego oczach, a drugiego takiego nie widać), obserwuje zlewnię, czyli cały system wodny zasilający akwen. To także jego zadania: zrozumieć, skąd w morzu biorą się toksyczne zakwity doprowadzające do masowego śnięcia ryb; jak uchronić ekosystemy tatrzańskich stawów, tak izolowanych w górskim środowisku, że rozwijają się w nich nowe gatunki; i dlaczego człowiek, będący na końcu łańcucha pokarmowego, może zatruć się owocami morza. Tak, winne temu mogą być glony.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama