Nowy numer 41/2019 Archiwum

Słono w oczach

Powszechnie wiadomo, że siedzący tryb życia nie sprzyja zdrowiu. Chyba że chodzi o siodełko, o czym doskonale wiedzą kolarze – także ci w sutannach i komżach.

To była pierwsza tego typu impreza – Mistrzostwa Księży i Ministrantów Diecezji Koszalińsko-Kołobrzeskiej w Kolarstwie Szosowym. Ponad 70 zawodników, reprezentujących różne kategorie wiekowe, stawiło się na starcie w Skrzatuszu. – Chodzi o to, żeby połączyć dbanie o zdrowego ducha z dbaniem o zdrowe ciało. Dlatego też jesteśmy w Skrzatuszu, a nie w jakimś innym miejscu. Dróg do jeżdżenia jest przecież więcej, ale my chcieliśmy być w centrum duchowym naszej diecezji – mówi ks. Mariusz Ambroziewicz, dyrektor wyścigu i organizator wydarzenia.

Bądź mężczyzną

Zawodnicy biorący udział w wyścigu rywalizowali na różnych dystansach. Najmłodsi mieli do przebycia trasę o długości 1,8 km, trochę starsi – 3,6 km, natomiast zawodnicy w trzech najstarszych kategoriach ścigali się na dystansie 38 km.

Kolarze musieli pokonać nie tylko odległość, ale także dający się we znaki upał oraz własną słabość. Niektórzy napotkali niespodziewane problemy, które stały się niełatwą, ale i ważną lekcją waleczności. Małgorzata Bukowska z Kalisza Pomorskiego, mama Maksymiliana, który zajął 2. miejsce w najmłodszej kategorii, wie, że sport kształtuje w dziecku właśnie m.in. ducha walki, który jest nieodzowny w wychowaniu prawdziwego mężczyzny. Maksymilian po pierwszym okrążeniu nie zapanował nad rowerem i upadł. Nie tylko boleśnie, choć niegroźnie się poturbował, ale także stracił prowadzenie, które utrzymywał ze sporą przewagą nad resztą uczestników. Mama, zamiast pocieszać syna, zagrzewała go do dalszej walki. Pomogła mu wstać, wsadziła na rower i posłała w dalszą drogę. – Twardy z niego zawodnik – zaznacza z dumą.

Zdrowie księdza

Ks. Jerzy Dalak, proboszcz z Tuczna, po przebyciu 38 km w nieznośnym upale, stojąc przed sanktuarium, mówi: – Mam słono w oczach. Kapłan jeździ na rowerze codziennie. – Staram się wyjechać przynajmniej na półtorej godziny. Najlepiej z samego rana, bo potem nie ma już czasu – tłumaczy. Przyznaje, że dbanie o własne zdrowie to ważna sprawa dla księdza. – Ono jest potrzebne, żeby służyć. Co rusz docierają informacje, że ten czy inny ksiądz ląduje w szpitalu czy w sanatorium. Trzeba walczyć. Dość łatwo wpaść w lenistwo, zamknąć się w swoim pokoju i pozostać przed telewizorem czy komputerem – mówi duchowny w przededniu swoich 50. urodzin. Ks. Mariusz Ambroziewicz, przytaczając maksymę, którą powtarzał także prof. Zbigniew Religa, dodaje: – Przed zawałem najlepiej ucieka się na własnych nogach.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL