GN 32/2018 Archiwum

Cartoonowy świat książki

Nie poddawać się wpływowi popkultury? Trudne do zrealizowania. Można jednak wybierać z niej to, co najlepsze, a nawet kształtować ją samodzielnie. Dotyczy to także komiksu.

W jego tworzeniu można być albo samotnikiem – jak autorzy europejskiego komiksu autorskiego, którzy wszystko, od początku do końca wykonują sami, włącznie z tym, że historia, którą opisują, jest ich autobiografią – albo być trybikiem hollywoodzkiego przemysłu: rysować wyłącznie dymki z dialogami lub być specem od kolorowania. Jak nie gasić pasji stwarzania całkowicie własnego świata na kartce papieru, podpowiadał Artur Wabik, krakowski artysta i kurator ekspozycji „Teraz komiks!” w Muzeum Narodowym w Krakowie, który poprowadził warsztaty komiksowe dla dzieci i młodzieży zorganizowane 2 czerwca z okazji Dnia Dziecka w koszalińskim muzeum.

Bądź szczery

Dziecięca wyobraźnia zresztą nie dałaby się zakuć w dyby kanonów. Ale młody człowiek może być nieświadomy własnej kreatywności. – Nikogo nie da się nauczyć rysować w ciągu 90 minut – ocenia Wabik – ale można przekazać mu kluczowe informacje o tym, jak nie bać się tego robić. Kilkunastoosobowej grupie koszalinian wydawca komiksu wyjaśniał zasady tworzenia obrazkowych nowel od pomysłu po kompozycję kadrów, budowanie narracji i łączenie jej z grafiką. Według niego rysować potrafi każdy, z tym że im ktoś jest młodszy, tym robi to bardziej naturalnie. – Dopiero jako dorośli staramy się oddawać wiernie przedmiot w rysunku, rysować realistycznie jak na fotografii. To tak naprawdę nas blokuje, zamyka – mówił, przeciwstawiając temu procesowi myślenie intuicyjne, charakterystyczne dla dzieci. – Lubię dziecięce komiksy, są bardzo szczere.

En face i z profilu

Dobry komiks to przede wszystkim nieprzeciętny bohater. To, co z trudem opowiadałoby się w tradycyjnej książce, w świecie komiksu może być strzałem w dziesiątkę. Stąd obok antropomorficznych postaci Iron Mana czy Deadpoola na kartach popularnych komiksów karierę robią auta czy zamyślony niemy jeleń. Wabika nie peszą więc pomysły koszalińskich dzieci, które przekornie podrzucają mu jako bohatera skarpetkę czy ołówek. Na tablicy w mig pojawia się szybko zakreślony pan Skarpeta, któremu oprócz oczu i ust (to podstawowe elementy, którymi bohater wyraża emocje) rysownik dodaje zacerowaną dziurę i już wiadomo: pan Skarpeta jest po przejściach. Ale nie tylko o życiorys postaci chodzi. Ważne jest, czy łatwo się ją rysuje, będzie musiała bowiem istnieć w setkach odsłon. Młodzi koszalinianie mają za zadanie przetestować te swoje: czy z profilu są równie interesujące jak z przodu? Z tego właśnie względu idealnie okrągły Pomidor, mimo że otrzymał w darze od swojej 10-letniej twórczyni sparzoną minę i wydaje się wymarzony do noweli o niepowodzeniach, okazał się słabym pomysłem plastycznym i powędrował do kosza.

Dymki cyrylicą

Współczesny komiks ma się świetnie. W samej Polsce wydawanych jest 1000 tytułów rocznie. Rynkiem dwukrotnie większym niż wszystkie na świecie jest Japonia z jej komiksową mangą. Po niej – produkująca kilka tysięcy superbohaterów Ameryka. Ich podupadającą pod koniec lat 90. XX w. popularność podbijają dziś adaptacje filmowe i gry wideo. I tak Kapitan Ameryka, Spiderman, Hulk czy Avengersi po liftingu w Hollywood przynoszą krocie. – Te postacie to już popkulturowa codzienność – przekonuje Wabik. – Właśnie wróciłem z Azji Centralnej, byłem w Kazachstanie, Kirgistanie, Chinach i widziałem te superopowieści wydawane cyrylicą i w egzotycznych alfabetach.

Bombowy Froncek

To, jaką siłą dysponuje dobrze osadzony w realiach komiksowy bohater, pokazuje kariera Froncka, franta borykającego się z permanentnym bezrobociem, powołanego do życia w dwudziestoleciu międzywojennym (kiedy polski komiks przeżywa rozkwit) na paskach dziennika „Siedem Groszy”. Od 1932 r. ulice Katowic co rano przemierzała ciężarówka z wymalowaną na boku dobroduszną twarzą bohatera. Obok Koziołka Matołka to bodajże jedyna proto-komiksowa osobowość, która w dobie II RP osiągnęła status popkulturowej ikony. – Kiedy organizowana jest zbiórka na bombowiec dla Wojska Polskiego, Froncek wygrywa plebiscyt na nazwę dla maszyny – ekscytuje się Wabik. – Niestety, wybuch II wojny światowej sprawia, że tego bombowca nie udaje się zmontować. W przeciwieństwie do innych bohaterów Froncek przetrwał nawet wojenną zawieruchę. Kres jego perypetiom położyła dopiero władza ludowa w 1950 roku.

Donieś Żbikowi

Komiks jako przekaz piktograficzny jest idealny do prezentacji dowolnych treści. – Może być zarówno narzędziem edukacyjnym, jak i represyjnym. W krajach totalitarnych do dziś wydawane są zeszyty propagandowe pokazujące nad wyraz czytelnie, czego nie robić w społeczeństwie i jakie kary spotkają tych, którzy się nie dostosują – wyjaśnia Wabik. W PRL-u takim wzorcem był przystojny i nieskazitelny kapitan Żbik (jako postaci rysunkowej stuknęła mu niedawno pięćdziesiątka). Komiks o nim udowadniał, że nikt nigdy nie ucieknie przed MO i tak dobrze instruował, jak pisać donosy, że na posterunki trafiały denuncjacje będące kopią komiksowej fabuły.

Niemy łoś

Czy dzieci, które rozsmakują się w „Tytusie, Romku i A’Tomku”, będą chciały czytać książki? – Myślę, że nie ma takiej obawy, jest wręcz odwrotnie. Styczność ze słowem pisanym, choćby w dymkach, budzi apetyt na więcej słowa pisanego – uważa Wabik. Zagrożeniem są według niego raczej filmy i gry wideo pozbawione przekazu lingwistycznego. – To widać w podejściu do internetu, który przecież można zarówno czytać, jak i oglądać. Jednak młodzież głównie ogląda, szczególnie youtuberów. To z tej strony nadchodzi rewolucja w myśleniu. Natomiast komiks uważam za przyczółek słowa pisanego. Zresztą jeśli komuś się wydaje, że zaletą komiksu jest wycięcie z opowieści nużących opisów i pozostawienie samej akcji, to warto, by sięgnął po kontemplacyjne komiksy Jirō Taniguchiego (przy okazji przekona się, że manga nie musi kojarzyć się z magicznymi dziewczynkami o oczach jak spodki). U japońskiego twórcy niewiele jest akcji poza tym, że ktoś gdzieś idzie – człowiek albo łoś. Autor potrafi uchwycić poetyckość chwili, na przykład cień jaskółki przesuwający się po twarzy bohatera o wschodzie słońca lub ufność, z jaką mała dziewczynka głaszcze po łbie obcego psa. Kreska tego rysownika, opowiadająca o postaciach jakby wyciętych ze świata Jacka Londona czy Ernesta Hemingwaya, pokazuje dramat walki ze śniegiem lub oceanem, i jest symbolem walki z samym sobą.

Malowany święty

Komiks chętnie wskrzesza historycznych bohaterów, o czym świadczy popularność zeszytów poświęconych żołnierzom wyklętym. Zapukał także do drzwi kultury chrześcijańskiej. Na rynku pojawiły się tomiki poświęcone świętym – Franciszkowi z Asyżu, Stanisławowi Kostce czy ze współczesnych – Matce Teresie z Kalkuty, ks. Jerzemu Popiełuszce, Faustynie Kowalskiej (dwa ostatnie ukazały się jako dodatek do „Małego Gościa Niedzielnego”). Specjalnym zainteresowaniem rysowników cieszy się św. Jan Paweł II. Oprócz polskich edycji, jak ta o pielgrzymce do ojczyzny w 1979 roku widzianej oczami 14-letniego chłopca, ukazały się takie bestsellery, jak tom wydany w 1982 roku przez wytwórnię Marvela, który opisuje życie papieża Polaka do daty wydania komiksu. Sprzedał się on w milionach egzemplarzy. Co ciekawe polski papież pojawił się również w jednym z numerów serii „Fantastyczna Czwórka” – opowieści o załodze statku kosmicznego.

Komiks przeraża?

Artur Wabik do dziś pamięta, jak w dzieciństwie przeczytał komiks niemieckiego rysownika Andreasa. – Wprawił mnie wręcz w stan katatonii… To była opowieść o Obcym, niewiarygodnie sugestywnie skonstruowana. Otrzepałem się z niej dopiero po trzech dniach. To zdecydowanie nie był komiks dla dzieci – wspomina artysta. Takie wpadki mogą się zdarzyć. W dobie swobodnego dostępu do internetu miłośnik komiksu może trafić na różne obrazy, także te brutalne, pornograficzne. Obawy może budzić japońska manga z jej zniekształconymi wzorcami dobra i zła, relacji, czy wręcz z dewiacjami. – Komiks, jak wszystkie formy kultury, może wpływać na odbiorców negatywnie – przestrzega Wabik. – Rolą szkoły i rodziny jest wychowanie i podsuwanie tych dzieł literackich, które są wartościowe. Znawca popkultury przekonuje, że jest w czym wybierać i nie wyobraża sobie własnego dzieciństwa (i języka, do którego z ulubionych komiksów przeniknęło wiele powiedzonek) bez zaprzyjaźnienia się z Kajkiem i Kokoszem Janusza Christy, Tytusem, Romkiem i A’Tomkiem Henryka Jerzego Chmielewskiego, czy Jonkiem, Jonką i Kleksem Szarloty Pavel. – Darzę ich ogromnym sentymentem, ale najbardziej z czwórki mistrzów komiksu polskiego lubię Tadeusza Baranowskiego i imaginarium: Bąbelka i Kudłaczka, Profesorka Nerwosolka i jego asystentkę Entomologię Motylkowską. Czy słowiańscy wojowie z grodu kasztelana Mirmiła przypadną do gustu początkującym miłośnikom komiksu, można się przekonać do 30 czerwca w koszalińskim muzeum na wystawie „Kajko i Kokosz – komiksowa archeologia”. Planszom towarzyszy kilkadziesiąt zabytków znalezionych w trakcie badań archeologicznych na terenie Gdańska i okolic, m.in. 400-letnia miotła. •

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma