Nowy numer 42/2018 Archiwum

Towarzystwo z etykietą

Łowić ryby w turniurze, grać w szachy w cylindrze. W Wałczu paradowali eleganccy panowie i panie w strojach z późnej epoki wiktoriańskiej.

Niektórzy raczyli się napojami w namiocie kolonialnym. Inni uprawiali sport: grę w boule, łucznictwo, kometkę, krokieta, lecz bez pośpiechu, bo – jak wyjaśnia rozgrywający (w surducie i cylindrze) partyjkę szachów Grzegorz Puchalik ze Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej i Kostiumingu „Krynolina” – w dawnym sporcie chodziło raczej o wydarzenie towarzyskie niż o wyczyn. 7 lipca, w ramach Festiwalu Dwóch Jezior, Muzeum Ziemi Wałeckiej zaprosiło do muzealnego ogrodu miłośników dawnych obyczajów. Spotkanie pod nazwą „Efemeryczny Klub Miłośników Sportów Wiktoriańskich” rozpoczęło się pokazem mody sportowej z epoki królowej Wiktorii. Pasjonaci z Gliwic, Krakowa, Katowic, okolic Poznania i ze Słowacji zaprezentowali się w strojach wioślarzy, do konnej jazdy, łuczników, wspinaczy górskich, choć bez podpowiedzi trudno byłoby odgadnąć, kto jest kim.

Traktat czy WC?

– My się nie przebieramy. My otwieramy szafę i wybieramy strój na daną okazję – wyjaśnia Justyna Sepiał-Rychlik. Zna fascynatów, którzy na co dzień chodzą w strojach z lat 40. XX wieku czy kobiety, które noszą suknie z lat 60. po swoich babciach. Razem z mężem prowadzi pracownię Kostiumologii i Krawiectwa Artystycznego „Mme Chantberry”, gdzie wykonywana jest odzież na zamówienie grup rekonstrukcyjnych oraz muzeów. – Z dawnym ubiorem wiązało się wiele obyczajów, choćby w zakresie higieny, bo wytwornych sukien nigdy nie prano – mówi pomysłodawczyni spotkania w wałeckim muzeum. Wśród sposobów odnawiania odzieży wymienia wietrzenie czy zasypywanie jej ziołami. – Ale też ludzie mieli inne niż my poczucie tego, co jest czyste. Jak ważna jest pamięć o dawnych zwyczajach, pani Justyna zrozumiała, gdy jej córka zaczęła chodzić do szkoły. – Przekonaliśmy się, jak nieprzydatnej historii jest uczona. A dzieci powinny dowiedzieć się raczej tego, że dawniej nie było ziemniaków na naszych stołach, że toaleta w każdym domu to dość młody wynalazek lub że ważniejszy od międzynarodowych traktatów był dla przeciętnego obywatela fakt, że wprowadzono powszechne szkolnictwo. Jej mąż Paweł Rychlik, który zafascynował się rekonstrukcjami historycznymi w latach 90., teraz poszukuje oryginalnych pomysłów na popularyzowanie historii i dawnych obyczajów. Dzięki wciąż powstającym grupom rekonstrukcyjnym coraz łatwiej stworzyć imprezę dotyczącą krótkiego wycinka historii, jak zaproponowane w Wałczu dwudziestolecie końca XIX wieku, i to wyłącznie pod kątem sportu.

Uwaga na żarty

Być bogatą damą w pięknej krynolinie? Wśród pasjonatów epoki Wiktorii Hanowerskiej na taką zamianę trudno znaleźć chętnego, bo gdyby się cofnąć do czasów, gdy Wielka Brytania była u szczytu potęgi imperialnej, raczej nie wylądowałoby się na dworze – dobrobyt dotyczył zaledwie 5 proc. społeczeństwa. – Raczej trafiłoby się do plebsu albo do klasy robotniczej. A robotnica dysponowała zaledwie dwiema sukienkami – jedną na co dzień, drugą od święta – wyjaśnia realia lat 80. XX wieku Katarzyna Janiszewska, która w stroju wioślarki opowiedziała gościom o ubiorach, higienie i aktywności fizycznej. I o tym, że ubiór determinuje sposób zachowania, a nawet styl życia. – Kiedy zamiast dresów wkładamy sukienkę, rękawiczki, kapelusz, zaczynamy się nie tylko inaczej poruszać, ale też lepiej wysławiać – twierdzi K. Janiszewska. Ubrana w turniurę (suknię z kopulastym tyłem) Justyna Domżalska-Mańka z „Krynoliny” przekonuje, że w tej pasji nie chodzi tylko o rekonstrukcję stroju, ale też kultury materialnej, stylu życia. – Stroje pomagają nam poczuć atmosferę dawanych czasów i wcielić się w role ludzi z epoki – mówi pani Justyna. Choć na stałe nie chciałaby się przenosić do tamtych czasów, tęskno jej za niektórymi aspektami dawnej etykiety. – Brakuje mi dżentelmeństwa u współczesnych mężczyzn. Dawniej panowie nie pozwalali sobie na niewybredne żarty w towarzystwie pań; w momencie, kiedy dama wstawała od stołu, oni wstawali również. Dzisiaj tego się nie uświadczy. Lubię tamtą dystynkcję, meloniki, laseczki, ukłony względem pań. Mnie to ujmuje.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy