Nowy numer 42/2018 Archiwum

Kieszenie ks. Jana

Zdają się nie mieć dna. Mieszczą się w nich buteleczki ze święconą wodą, żołędzie dębów papieskich, ziarno dla ptaków, cukierki dla dzieciaków i nieprzebrane ilości różańców. Czasami nawet… młotek.

W zanadrzu jest też zawsze uśmiech i dobre słowo. – Kaszubi tak znakują swoje narzędzia. Krzyż musi być na początku, bo tylko pod tym znakiem Polska jest Polską, a Polak – Polakiem – mówi ks. Jan Giriatowicz, demonstrując wycięty na trzonku młotka (chwilę wcześniej wyciągniętego spod ornatu) znak krzyża. Sam od ponad czterdziestu lat gorliwie zachęca mieszkańców Słupska do ustawiania krzyży i przydrożnych kapliczek. Z przepastnych kieszeni wyciąga też książkę, jeszcze pachnącą świeżością, napisaną właśnie z okazji 80. urodzin duszpasterza: „Ksiądz prałat Jan Giriatowicz – Kapłan i społecznik”. – Wszyscy księża to społecznicy – macha ręką ks. Jan, z właściwą sobie skromnością. – Dużą książkę trzeba by było napisać o parafii. Ludzie tutaj nie narzekali, tylko robili, co mogli. A ilu jest takich, którzy działają w ukryciu, wolontariuszy, modlących się, ofiarujących cierpienie…

Czas dla człowieka

Ludzie o emerytowanym proboszczu słupskiej parafii pw. św. Jacka mówią: „Boży kapłan”. Ze wzruszeniem opowiadają o pielgrzymkach, o błogosławionych małżeństwach i chrzczonych dzieciach, o pomocy materialnej i duchowej, o rozmowach w konfesjonale i na ulicy i wielkiej trosce o człowieka.

Tłumnie przyszli dziękować Bogu za Honorowego Obywatela Słupska na Mszy urodzinowej i podczas gali w słupskiej filharmonii. Razem z nimi był też bp Edward Dajczak, bp senior Paweł Cieślik i słupscy prezbiterzy. – W centrum życia ks. Jana jest ołtarz, ale nie tylko tam można go spotkać – mówi bp Edward Dajczak. – Poznałem ks. Jana, gdy sam byłem raczkującym księdzem. Miał zawsze czas dla człowieka, dla młodych, którzy go licznie otaczali. To było pionierskie w tej części Polski, której mieszkańcy przybyli z różnych stron. Gdy dzisiaj papież Franciszek mówi, że Kościół musi wyjść z murów, musi się trochę ubrudzić, żeby być pośród ludzi, to ks. Jan już wtedy tak właśnie duszpasterzował. Przez lata dokonywały się przemiany, a on wciąż był wyrazistym znakiem, z jednoznaczną wiarą i jednoznacznym człowieczeństwem – zauważa.

Wymodlony

Ksiądz prałat Jan Giriatowicz urodził się na Wileńszczyźnie. Po wojnie razem z rodzicami osiedlił się na ziemi słupskiej. Tu, od Niższego Seminarium Duchownego w Słupsku, zaczęła się jego kapłańska droga, i tu wrócił w 1976 r. Najpierw do parafii mariackiej, a pięć lat później do powstającej właśnie parafii św. Jacka. W niej duszpasterzował do emerytury, na którą przeszedł dopiero trzy lata temu.

– To powołanie wyprosiła mama swoją modlitwą i cierpieniem – nie ma wątpliwości Teresa Kochanowska, najmłodsza z szóstki rodzeństwa ks. Jana. – Mama cierpiała na ostry gościec. Nasza czwórka urodziła się, kiedy mama już chorowała. I codziennie, czy deszcz, czy pogoda, upierała się, żeby tata wiózł ją na wózku do kościoła. Potem też nie ustawała w modlitwach za Jasia i za jego parafian, za dzieci, które chrzcił, za małżeństwa, którym błogosławił – wspomina. Żyło się ciężko, ale państwo Giriatowiczowie mówili dzieciom, że nie biedy trzeba się bać, tylko grzechu. – Jasiu za pasanie krów od ludzi dostawał kromkę chleba. To najpierw biegł z nią do mamy, żeby się podzielić. Nie bał się żadnej pracy. Całe wakacje trzeba było robić w polu albo zbierać jagody, żeby było na książki i zeszyty. Chociaż ciężko pracował, był też pierwszym uczniem w szkole – opowiada pani Teresa.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy