Nowy numer 42/2018 Archiwum

Nie tylko procenty

O tym, że trzeźwość niejedno ma imię, mówi Henryk Kędzierski, specjalista od uzależnień.

Ks. Wojciech Parfianowicz: W sierpniu w Kościele zwracamy uwagę na problem alkoholizmu. Mówimy wiele o trzeźwości. Proponujemy abstynencję. Jednak człowiek uzależniony to nie tylko alkoholik, narkoman, lekoman czy palacz.

Henryk Kędzierski: To prawda. Tych „-holizmów”, i nie tylko, jest znacznie więcej.

Przyznam, że z niektórymi nazwami spotkałem się po raz pierwszy. Bigoreksja, czyli uzależnienie od ćwiczeń fizycznych; tanoreksja, czyli uzależnienie od opalania się; a potem cała gama wspomnianych przez Pana „-holizmów”, które tłumaczą się same: zakupoholizm, seksoholizm, siecioholizm, fonoholizm, pracoholizm, jedzenioholizm. No i oczywiście hazard.

Są to tzw. uzależnienia behawioralne, czyli od różnego rodzaju czynności. Okazuje się, że nasz mózg może uzależnić się od substancji chemicznej, jeżeli będziemy ją regularnie przyjmować, ale także od różnego rodzaju powtarzanych często czynności. Mechanizm jest tu bardzo podobny do tego, jaki działa przy uzależnieniu od alkoholu. Chodzi o osiągnięcie określonego dobrostanu emocjonalnego. Bodźcem pobudzającym mózg do wytwarzania substancji powodujących ten stan może być określona czynność, nie tylko substancja.

Czyli dana czynność po prostu zaspokaja moją potrzebę przyjemności, ulgi, odprężenia, a już nie służy do tego, do czego w istocie służy?

Ta celowość jest bardzo ważna. Osoba wolna, która idzie na zakupy, ma określony cel. Chce uzupełnić braki w lodówce albo w szafie. Osoba uzależniona nie wchodzi do sklepu po coś konkretnego. Jej celem jest kupowanie, które jak alkohol tworzy swego rodzaju emocjonalną aurę, postrzeganą w kategoriach ogromnej przyjemności.

Kiedy można już mówić o uzależnieniu, a nie tylko o tym, że coś bardzo lubię robić?

Osoby uzależnione próbują sobie radzić, np. zostawiają w domu karty płatnicze i biorą ze sobą do sklepu tylko określoną ilość gotówki. Pamiętając poprzednie sytuacje, próbują wydać tylko tyle, ile jest w portfelu. Ale ta ilość gotówki najczęściej nie zaspokaja poczucia pożądanego stanu emocjonalnego i taka osoba zostawia zakupy, idzie do domu po pieniądze, wraca i kupuje dalej.

Podobnie jak alkoholik, który obiecuje sobie, że wypije tylko jednego, ale kończy się na więcej niż jednym...

Dokładnie tak.

Czyli klasyczny brak wolności. Przypuszczam, że instynkt samozachowawczy też przestaje działać i przestaje się widzieć szkody, jakie wyrządza się sobie czy rodzinie.

Mózg już na tyle dostarcza sobie substancji powodujących dobre samopoczucie, jako nagrody związanej z wykonaniem danej czynności, że przysłania to myślenie realistyczne. Włącza się za to myślenie magiczno-życzeniowe. Pojawia się też racjonalizacja.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy