Nowy numer 33/2019 Archiwum

O czym bzyczy las

Dwa wieki temu z naszych lasów zniknęli bartnicy. Razem z nimi niemal całkiem przepadły pszczoły. Jest jednak szansa, że między pomorskimi sosnami znów będzie można usłyszeć ich miododajne odgłosy.

To efekt działalności wielu pokoleń. Znikał starodrzew, znikały i stare drewniane chaty. Niedaleko mnie pszczoły spłonęły razem ze starą leśniczówką, w której mieszkały przez ostatnie sto lat – kiwa głową Tadeusz Lewandowski. – Na szczęście jest coraz więcej drzewostanów, które mogłyby się spodobać pszczołom. Jeśli dołożymy do tego kłody bartne, w których pszczoły mogłyby zamieszkać, to wymierny efekt szybko da się zobaczyć – zapewnia karnieszewicki nadleśniczy.

Dzięki najnowszemu projektowi do podkoszalińskich lasów mają powrócić dzikie pszczoły. A razem z nimi tradycje bartne. – Nie jesteśmy jedyni w naszej Regionalnej Dyrekcji Lasów. Pszczołami zainteresowało się wcześniej nadleśnictwo Drawsko Pomorskie i z tego, co wiem, mają już zasiedlone przez pszczoły kłody bartne. Mam nadzieję, że zarażę pomysłem kilku sąsiednich nadleśniczych i stworzymy taką grupę wspólnie pracującą nad projektem – wyjaśnia T. Lewandowski. Najpierw jednak warto postawić na wiedzę, stąd też pomysł, by w karnieszewickim Arboretum zorganizować Dzień Pszczół. Podczas niego nie tylko najmłodsi mogli dowiedzieć się wielu interesujących rzeczy o tych owadach.

Kleczba 4 metry nad ziemią

Gdy Rafał Liśkiewicz mówi o październikowej kleczbie czy nieodzownej do dziania pierzchni, w mało którym oku można dostrzec błysk zrozumienia. A jeszcze dwieście lat temu terminy te były w powszechnym użyciu. – Zajmuję się tym od 6 lat. Pokazuję, z czego Polska słynęła przed wiekami. Reaktywujemy to rzemiosło i chcemy, żeby pszczoły wróciły do lasów – opowiada bartnik z Kolska. Wśród lubuskich borów i pól uprawia zapomniany zawód, a także jeździ po całym kraju, uczy, pokazuje, propaguje.

Na pytanie: „Gdzie kończy się pszczelarstwo, a zaczyna bartnictwo?” odpowiedź jest prosta: „Mniej więcej 4 metry nad ziemią”. Ale barcie zakładane były nawet na 20 metrach. Nie tylko najmłodsi z otwartymi ustami patrzą, jak Rafał ze sprawnością niedźwiedzia (i to głodnego) wdrapuje się na gładki pień. Za jedyną asekurację służą mu konopne liny i siła własnych mięśni.

– Najpierw były pszczoły, potem historia. Ojciec zajmował się pszczelarstwem, więc miałem z tym kontakt niemal od urodzenia. Potem zacząłem podglądać dzikie pszczoły. W mojej okolicy jest dużo lasów akacjowych. Byłem bardzo ciekawy, co tam, w spróchniałych pniach, się dzieje, jak im się żyje. Jedne wiązały się nisko, na wysokości półtora metra, inne znacznie wyżej. A że do lasu z drabiną iść nie wypada, musiałem się nauczyć innego sposobu – opowiada, wyplątując się z leziwa, czyli zestawu lin konopnych zakończonych ławeczką.

To niejedyne specyficzne narzędzie związane z bartnictwem. Jest także pierzchnia do dziania barci, cieślica pogłębiająca otwór albo skobliczek do równania i gładzenia ścian. – Można jeszcze znaleźć takie narzędzia w szopkach czy na strychach. Ta pierzchnia przekuta została z szabli. Znalazłem ją w lesie. Potem w tym samym miejscu odkryłem jeszcze taki specyficzny nóż – Rafał demonstruje swoje narzędzia. Na oko widać, że są bardzo stare.

To jeszcze zostaje ta kleczba… – …czyli leśne miodobranie. Najczęściej odbywało się jesienią – śmieje się Rafał. Wedle kodeksu prawa bartnego spisanego w 1616 r. przez starostę łomżyńskiego Stefana Skorodzkiego kleczbę można było rozpoczynać od wigilii święta Narodzin Maryi Panny, czyli 7 września. Nawet jeden dzień pośpiechu można było przypłacić życiem albo utratą ręki. Prawo bartne traktowało wybierających miód przed wyznaczonym terminem jak złodziei, nawet jeśli podbierali miód ze swoich barci. W Polsce ta profesja rozwijała się przez tysiąc lat. Bartnicy byli uprzywilejowanym cechem z pięknymi zwyczajami, ale w XIX w. ten sposób hodowli pszczół wyparły bardziej efektywne ule. Barcie w całej Europie opustoszały. Teraz jest szansa, że częściej będą rozbrzmiewać miododajnym bzyczeniem.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Polecamy

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL