Nowy numer 50/2018 Archiwum

„Żelaznego” historia (nie) zapomniana

Drzwi otwierają się z hukiem. Uzbrojeni mężczyźni niosą rannego kolegę. Układają ledwo łapiącego oddech chłopaka na posadzce. Przez palce leje się krew. Akcję ratunkową przerywa okrzyk: „Super! Mamy to!”.

Aktorzy oddychają z ulgą, ale fragment ten trzeba będzie jeszcze kilka razy powtórzyć i dograć zbliżenia. – To chyba rzeczywiście jedna z najtrudniejszych dla mnie scen – przyznaje Filip Kiciński, gdy wreszcie może spróbować zmyć z siebie ślady po „postrzale”. – Trudno jest zagrać ból. Czasami nawet proszę kolegów, żeby któryś solidnie mi przyłożył na przykład w ramię, żebym nie zapomniał o „nieczynnej” ręce. To można sobie jakoś wyobrazić, ale jak wczuć się w emocje człowieka, który został postrzelony w płuco? Jak nie popsuć, nie przedobrzyć? – zastanawia się Filip. Rozterka tym większa, że choć to jego kolejny film, Filip jest amatorem. Tak jak większość składu tej nietypowej ekipy filmowej.

Cywilizacja w kadrze

Są przede wszystkim pasjonatami historii, chociaż ich doświadczenie branżowe z każdym kolejnym obrazem rośnie. Film o ppor. Zdzisławie Badosze jest piątym wspólnym przedsięwzięciem rekonstruktorów z Koszalina i Studia Filmowego Jart. – To, co było spontanicznym pomysłem, zamieniło się w całkiem poważne przedsięwzięcie. Nasze filmy trafiają nie tylko do szkół, ale też na festiwale. Podnosimy sobie poprzeczkę z każdą kolejną produkcją – opowiada Arek Pater. Dla amatorskiej ekipy niemałym wyzwaniem jest scenografia. – Musimy kombinować, szukać kadrów, w których nie widać plastikowych włączników światła, gaśnicy. Czasami „cywilizacja” wychodzi dopiero na postprodukcji. Kiedy kręciliśmy „Westerplatczyków” w skansenie, z dwuminutowego przejścia żołnierzy mogliśmy dać... 3 sekundy, w których do obrazka nie przedostało się coś ze współczesności – dodaje filmowiec.

Dopomina się o pamięć

W kwaterę oddziału „Żelaznego” na to popołudnie zamieniają się zabudowania dworu w Policku. – Jesteśmy w Tulicach pod Sztumem. Jest 10 czerwca 1946 roku. Los odwrócił się od „Żelaznego”, który przez wielu uważany był za dziecko szczęścia. Został ciężko ranny, właściwie przypadkowo – Marcin Maślanka, reżyser i scenarzysta, kreśli kontekst planu zdjęciowego. To jedna z ostatnich scen. Za dwa tygodnie „Żelazny” zginie w obławie zorganizowanej przez UB. Będzie miał 21 lat. – To bohater niemal nieznany, a przecież był jednym z najdzielniejszych – dodaje. Koszaliński rekonstruktor nie ukrywa, że „Żelazny” to też jego bohater. – W wieku 18 lat dowodził patrolem dywersyjnym na wileńszczyźnie. Został oficerem w wieku 20 lat. Był najlepszym żołnierzem mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”, jedynym zgłoszonym do orderu Virtuti Militari. Nie dążył go jednak odebrać. Brawura i odwaga, a zarazem jasny kodeks postępowania. Był liderem, ale też niezwykle towarzyskim, kontaktowym człowiekiem. Miał cechy, których chyba trochę dzisiaj mężczyznom brakuje – tłumaczy Marcin Maślanka. – Cała komenda okręgu wileńskiego została odnaleziona, a my ciągle nie wiemy, gdzie jest jego ciało. Mam poczucie, że „Żelazny” dopomina się o pamięć – dodaje.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy