Nowy numer 38/2021 Archiwum

Biblia jedenastu Kościołów

Ekumeniczny przekład Pisma Świętego oficjalną premierę miał w marcu w Warszawie, teraz mieli okazję go poznać koszalinianie.

O tym, jak powstawała Biblia Ekumeniczna i o jej wyjątkowości, opowiadała w koszalińskich szkołach i Bibliotece Publicznej Małgorzata Platajs. – Kiedy w roku 2002 ukazał się ekumeniczny przekład Nowego Testamentu, jeden z biskupów ewangelickich powiedział, że to wielki dowód naszej dojrzałości – mówi dyrektor Towarzystwa Biblijnego w Polsce, które stoi za tym monumentalnym dziełem. – Droga do pełnej dojrzałości była długa, bo przygotowanie Nowego i Starego Testamentu trwało w sumie 22 lata, ale to czas, który w pełni wykorzystaliśmy. Wiele się wszyscy nauczyliśmy. Bibliści, językoznawcy, osoby związane z duszpasterstwem biblijnym, redaktorzy i recenzenci – wszyscy mieli świadomość, że to, co robią, czynią z wiarą, nadzieją i miłością, a także ogromną pokorą i lękiem. Bez opieki i błogosławieństwa opatrzności Bożej chyba nie udałoby się tego dokonać – dodaje.

Przekład ten jest wspólnym dziełem tłumaczy, językoznawców i redaktorów z 11 Kościołów członkowskich Towarzystwa Biblijnego w Polsce: Adwentystów Dnia Siódmego, Chrystusowego, Chrześcijan Baptystów, ewangelicko-augsburskiego, ewangelicko-metodystycznego, ewangelicko-reformowanego, polskokatolickiego, prawosławnego, rzymskokatolickiego, Starokatolickiego Mariawitów i zielonoświątkowego. Międzywyznaniowy zespół tłumaczy liczył 70 osób.

Bez ekumenicznych nietaktów

Było to przedsięwzięcie z rodzaju tych, wydawałoby się, niemożliwych. Dobrze wytłumaczył to podczas warszawskiej prezentacji dzieła abp Stanisław Gądecki, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski. Zwrócił uwagę, że każdy Kościół, „idąc drogą swojej tradycji, ma swoją własną teologię i chciałby, żeby teologia ta była odzwierciedlona w Piśmie Świętym, które sam przekłada”. – Dlatego jest to na pewno dzieło niezwykłe, które można wytłumaczyć tchnieniem Ducha Świętego – że to, co stanowi część naszej natury, zostało pokonane w tym wysiłku jedenastu Kościołów – stwierdził wówczas arcybiskup.

– Często pada pytanie o prace nad przekładem, czy dochodziło do tarć i sensacji. Bibliści przyzwyczajeni są do „własnych” przekładów wynikających z tradycji, w której wyrastali. Pewne słowa czy zwroty są tak głęboko w nas zakodowane, że czasami trudno oderwać się od tego przyzwyczajenia. Tymczasem największe spory dotyczyły raczej błahych sytuacji, które nazywam problemem „lecz, czy, ale”. Wynika to stąd, że poza ogromną wiedzą merytoryczną, teologiczną, biblijną i językową, osoby delegowane przez swoje Kościoły do tych prac wyposażone były także w wiedzę ekumeniczną, jak również w otwartość i gotowość uczenia się od siebie wzajemnie. Unikaliśmy dzięki temu „ekumenicznych nietaktów” – przyznaje Małgorzata Platajs.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama