Nowy numer 41/2019 Archiwum

Bóg nas podniósł z ciemności

− Idziemy drogą wdzięczności. Nie mamy wielkiej siły ani wielkiej wiary. Mamy doświadczenie upadku, obrócenia się w proch. I Boga, który podnosi – mówią pielgrzymujący Roman i Grzegorz, pielgrzymujący, by mówić o Boskim działaniu.

Roman był menegerem w korporacji, prezesem firmy szkoleniowo-doradczej w branży IT, trenerem w dziedzinie zarządzania projektami. Ale miał też nieciekawą przeszłość, która go dogoniła i wystawiła słony rachunek do zapłacenia. Przed laty, po przerwanych studiach medycznych wyjechał do Singapuru. Został przemytnikiem – przerzucał ludzi, elektronikę. Myślał, że to już zamknięty rozdział, ale wszystko wróciło w momencie, w którym najmniej się tego spodziewał. Trafił do więzienia, stracił wszystko: żonę i córkę, pracę, przyszłość.

− Byłem specjalistą od sukcesu, a stałem się przykładem porażki i katastrofy – mówi bez ogródek Roman Zięba. – Byłem człowiekiem racjonalnym, poukładanym, miałem świat wyliczony według procesów. Wiedziałem, jak się zabezpieczyć przed każdym ryzykiem. Wszystko się przewróciło. Dzisiaj wiem, że tym, co jest pewne, jest modlitwa. A najbardziej modlitwa słabych ludzi: tych, którzy coś stracili, którzy cierpią – dodaje bez patosu.

Dziś pisze ikony i pielgrzymuje. Przez blisko 20 lat przeszedł dziesiątki tysięcy kilometrów. Wydeptuje błogosławieństwo dla świata w miejscach, w których najbardziej go potrzeba. Z tej wędrówki narodziła się wspólnota Pielgrzymów Bożego Miłosierdzia, do której dołączają kolejni uwolnieni z więzień i nałogów. – Doświadczyliśmy ciemności i postanowiliśmy dziękować za światło, „modląc się” nogami. Wyruszamy w świat, żeby błogosławić ziemię. To cicha modlitwa. Dużo nie mówimy. Idziemy tam, gdzie potrzeba modlitwy o miłosierdzie, do krajów objętych wojną, tam, gdzie jest przemoc, gdzie jest deptana godność człowieka, gdzie potrzeba nadziei – tłumaczy Roman.

Największa wartość: Jezus

− Zacząłem wędrować z Romanem pięć, sześć lat temu. Nie pamiętam dokładnie. Za to dokładnie pamiętam, że każda droga, do której zostałem zaproszony, to było coś, czego nie chciałem robić. Bałem się, nie rozumiałem. Bóg zapraszał mnie do pójścia w świat bez żadnych zabezpieczeń, bez znajomości języka. Okazywało się, że On dawał mi zrozumienie ludzi. To są wielkie tajemnice – opowiada Grzegorz: 12 lat w zamkniętym zakładzie karnym, dowodzenie buntem w więzieniu, szefowanie grypsującym. I Bóg, który pojawił się z dnia na dzień. – Kiedy zaczynałem wędrówkę, była to dla mnie droga pokuty. Pan Bóg przyszedł do mnie z mocą w więzieniu. Minęło wiele lat. Moi koledzy, którzy się wtedy ze mnie śmiali, znów są w więzieniu albo w nałogach. Inni, widząc, że moja droga trwa, że nie piję, nie ćpam, nie kradnę, że idę za Jezusem – nawracają się. Nie muszę im nic nadzwyczajnego mówić. Po prostu idę drogą Jezusa i odważnie się do Niego przyznaję – mówi pielgrzym. Mieszka w schronisku dla bezdomnych, choć mógłby gdzie indziej. Bo Pan Bóg go tam posłał: do ludzi poranionych, pogubionych, niewierzących. Maryja – kiedy Ją poprosił – znalazła dla niego pracę: jest kierowcą autobusów. Nie jeździ jednak tam, gdzie nie mógłby uczestniczyć we Mszy św. − Nie ma niczego, co miałoby dla mnie większą wartość niż Jezus. Ja za bardzo tęsknię, kiedy nie mogę się z Nim spotkać – wyznaje.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL