Nowy Numer 38/2019 Archiwum

Pszczeli Hiltonik?

Nie dlatego, że to wakacje, pilskie pszczoły wprowadziły się do hotelu w parku Staszica. To część projektu, dzięki któremu mieszkańcy dowiedzą się, że zawdzięczają im… lody, chleb, szynkę. I w ogóle życie.

W ramach obchodzonego 20 maja Światowego Dnia Pszczół z jednego z marketów Tesco w Bratysławie usunięto wszystkie produkty, które powstają dzięki zapylaniu roślin przez pszczoły. Klienci byli zszokowani. Na regałach nie było nic do jedzenia. Ta lekcja skutecznie pokazuje, co może stać się największym ekologicznym kataklizmem.

Z wydanego w 2018 roku pierwszego w Polsce raportu „Biznes na rzecz bioróżnorodności” wynika, że na świecie ponad 300 tys. gatunków roślin (87 proc.) wymaga zapylenia m.in. przez pszczoły. Szacuje się, że w Polsce ich praca – produkcja miodu i zapylanie roślin – jest warta ponad 4 mld zł rocznie. Zarabia je armia owadów dziko żyjących oraz populacja rodzin pszczoły miodnej, licząca ponad 1,55 mln rodzin (stan na 2017 rok).

Zapylacze, czyli owady zapylające, odgrywają więc kluczową rolę w produkcji żywności, lecz wymierają m.in. za sprawą stosowanych w rolnictwie pestycydów. Przeciwdziałać temu można poprzez zakaz stosowania tych środków, przyjęcie ochraniającej te owady narodowej strategii, zwiększenie finansowania badań. Takie rozwiązania podpowiada Greenpeace. Jednak i na małą skalę można przyjść na ratunek pszczołom. Jak? W Pile wybudowano dla nich… hotelik.

To nie Hilton

Ale kto wie, co przyjdzie w przyszłości do głowy Bożenie Woli, prezes Fundacji Pszczoła, pomysłodawczyni ustawienia w pilskim parku im. Staszica małego hoteliku dla murarek, nieżądlących dzikich pszczół. W dniu jego uroczystego otwarcia, którego wespół z Fundacją Pszczoła dokonał 19 lipca prezydent Piotr Głowski, zgromadzeni mieszkańcy nie tylko obserwowali, ale najpierw sami zabrali się za budowę konstrukcji z szyszek, pniaków i łodyg, po czym umieścili w niej ponad tysiąc kokonów z imago pszczoły murarki. W końcu przed hotelikiem założyli pierwszą w mieście publiczną miniłąkę kwietną.

Zainteresowanie pilan obecnością rodzin pszczelich w przestrzeni miejskiej wzrasta. Są coraz bardziej świadomi, że bez tych owadów nie da się żyć. – Kiedy w ubiegłym roku składałam projekt pasieki miejskiej do budżetu obywatelskiego, na 14,5 tys. biorących udział w głosowaniu na nasz zagłosowało 3,5 tys. Jak na taki mały projekt to świetny wynik – podsumowuje pani prezes. – Widać, że nie jesteśmy na początku drogi edukacji ekologicznej, ale że ten proces już trwa. Ludzie mają świadomość, że problem istnieje: że o pszczoły trzeba dbać, bo chorują, że dotyka je wymieranie.

I chodzi nie tylko o dziesiątkującego ule pasożyta, pajęczaka o znamiennej nazwie varroa destructor. W Polsce wymieranie pszczół dotyczy głównie pszczół niehodowlanych. O te miodne polscy pszczelarze dbają, zabiegając, by utracone rodziny pszczele zostały zastąpione nowymi. Statystyki pokazują, że w Polsce nie ubywa uli. Natomiast newralgicznym punktem gospodarki pszczelarskiej są pszczoły dzikie. Pszczoła miodna jest zaledwie jednym z 470 gatunków żyjących w naszym kraju. – One nie mają obrońcy w osobie pszczelarza, który będzie je leczył, budował im siedliska, przenosił w miejsca dostępu do pożywienia – wyjaśnia Bożena Wola. – Dlatego potrzebne są edukacja i przekonywanie ludzi do podejmowania działań w swoim środowisku.

Co zrobić?

Rozejrzeć się po własnym domu i obejściu. W małej skali troska o owady nie wymaga specjalnych nakładów finansowych. – Wystarczy pomyśleć. Moi znajomi, gdy wybierają się na giełdę ogrodniczą, proszą mnie o listę roślin, które sprzyjają zapylaczom. Łączkę kwietną można zasiać nawet w donicy na balkonie. Warto zbudować hotelik dla owadów i cieszyć się obserwowaniem, jak żyją – podpowiada pszczelarka. – To zaczyna się od własnego domu, a czasem przechodzi na wyższe poziomy. W urzędach pracują ludzie, którzy podejmując decyzje o miejskim ekosystemie, kierują się także osobistymi doświadczeniami.

Bożena Wola chwali te miasta, które postawiły u siebie miejskie pasieki, założyły łąki. – Tam sięga się do korzystnej zmiany przepisów. Gospodarka pszczela obecnie pozwala na to, by skracać dystans pomiędzy drogą a siedliskami pszczół. Dawniej wynosił on 30 m, obecnie to 10 m.

Według niej idealnym rozwiązaniem byłyby przepisy zakazujące wykorzystywania chemikaliów szkodliwych dla owadów zapylających. A na mniejszą skalę choćby stosowanie się do instrukcji środków ochrony roślin – dużo bezpieczniejsze jest używanie ich wieczorem, gdy owady przebywają już w swoich siedliskach. Albo odkomarzanie miast nocą. Nie wszyscy jednak tego przestrzegają.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL