GN 42/2020 Archiwum

Tratwą od Tatr do Bałtyku

Ponad dwa miesiące, 91 mostów, 18 śluz i niezliczona liczba spotkanych po drodze przyjaciół. Jednostka pod banderą św. Jana Pawła II oraz Ligi Morskiej i Rzecznej oficjalnie zakończyła tegoroczną wyprawę.

To była druga wyprawa rzeczna tej jednostki, zbudowanej samodzielnie przez miłośników wody. „Pielgrzym” w ubiegłym roku – z okazji 100. rocznicy odzyskania niepodległości – płynął z Wyszkowa na Westerplatte; w tym roku przemierzył wodną trasę z Krakowa do Kołobrzegu.

Wspaniała załoga

Problemów nie brakowało. Największym okazała się... woda, a właściwie jej brak. – W Bydgoszczy stan wody był katastrofalnie niski i przyszłość całej wyprawy zawisła na włosku. Pomogli przyjaciele z bydgoskiego Klubu Sportów Wodnych. W trzy dni rozebraliśmy tratwę i przewieźliśmy do Czarnkowa. Tam na nowo ją złożyliśmy i popłynęliśmy dalej – opowiada Marek Padjas.

Komandor, który na co dzień dowodzi dużymi jednostkami morskimi, mówi, że żegluga śródlądowa go zachwyciła. Podobnie jak spotkani po drodze ludzie. Uczestnicy rejsu zmieniali się bowiem w trakcie spływu. Oprócz pana Marka stały trzon załogi tworzył jedynie Wojciech Chodkowski, komandor rejsu i inicjator budowy tratwy z Wyszkowa. – Bez wspaniałych osób, które spotykaliśmy, ten rejs by się nie udał. Nie trafiliśmy na nikogo, kto by nam źle życzył albo odmówił pomocy. Część załogi to byli zupełnie obcy ludzie, którzy przyszli popatrzeć, porozmawiać i... zabierali się z nami – wspomina Marek Padjas.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama