Nowy numer 37/2021 Archiwum

Nie podróżuje, a jest między nami

Siostra Maria Teresa, mniszka klauzurowa ze zgromadzenia klarysek, złożyła śluby wieczyste w słupskim kościele pw. św. Ottona.

Na klęczkach

Dla rodziców świętującej klaryski dzień jej profesji był pełen wzruszeń i łez. Pechmanowie znają część przeżyć serca córki, bo niekiedy dzieli się z nimi rozwijającym się w jej sercu Bożym dziełem. Są jednak świadomi, że pozostaje tam wiele tajemnic znanych tylko Bogu. – Moja córka wyszła za mąż w nietypowy sposób. Jako osoba wierząca oddaję ją Panu Bogu – uśmiecha się Katarzyna Pechman. – Wybrała zgromadzenie klauzurowe, w którym największy nacisk położony jest na modlitwę. To niełatwa forma życia. Ale wiem, jak bardzo ta modlitwa jest Kościołowi i w ogóle nam wszystkim potrzebna.

Pechmanowie korzystają z tej modlitewnej dyspozycji jedynaczki – znoszą jej intencje podsyłane przez ludzi listownie, telefonicznie. – Można powiedzieć, że s. Teresa krąży w ten sposób modlitewnie między ludźmi. To jest właśnie ta łączność duchowa. Nie podróżuje, nie opuszcza murów klasztoru, a jednak tyle ludzkich spraw do niej dociera.

Rąk czy raczej serc do duchowej pracy potrzeba więcej, niż wskazują na to obecne statystyki zakonne. Klaryski, których w słupskim klasztorze żyje 24, od lat nie mają nowych kandydatek, toteż ostateczną decyzję s. Marii Teresy, że pozostanie z nimi na zawsze przyjmują z nadzieją. – Modlimy się tu dzień i noc, żeby w świecie była miłość, żeby nie było cierpienia. Bo to wszystko trzeba wymodlić, wybłagać na klęczkach – ocenia s. Hiacynta, matka przełożona słupskich klarysek. – Czasem wręcz serce staje, jak to wyprosić. Dlatego cieszymy się z decyzji s. Marii Teresy, bo ona może być kiedyś filarem naszej wspólnoty.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama