Nowy numer 39/2020 Archiwum

Operacja na otwartym sercu

O fast foodach w liturgii, Credo z dźwięków i owocach posługiwania muzyką opowiadają Paweł Bębenek, Hubert Kowalski i Piotr Pałka.

Najbardziej znani w Polsce kompozytorzy muzyki liturgicznej prowadzili w Szczecinku warsztaty dla ponad 130 instrumentalistów i wokalistów z diecezji.

Karolina Pawłowska: Prowadzone przez Was warsztaty to jeszcze szkolenie muzyków czy już rekolekcje?

Paweł Bębenek: To prawda, że jakoś zawsze bardziej znosi nas w kierunku rekolekcji. Bo chodzi nam nie tyle o uczenie muzyki, ile o to, by wypowiedzieć swoje Credo przy użyciu dźwięków. Dla mnie w muzyce sakralnej zasadnicze jest słowo. Ale nie jakieś słowo, tylko Logos. Poprzez wypowiadanie imienia Boga przywołujemy Jego obecność. Chodzi o to, żeby za pomocą pięknych dźwięków, rytmu i harmonii zwrócić uwagę na Słowo. To zadanie dla kompozytora: tak użyć dźwięków, żeby nie przeszkadzać Słowu.

Jak jest z jakością muzyki liturgicznej wykonywanej w naszych kościołach?

Hubert Kowalski: Najczęściej, kiedy rozmawiamy o jakości muzyki liturgicznej, to pierwsza myśl dotyczy jej walorów artystycznych, estetycznych. Ale to nie jest jej istotą. Muzyka liturgiczna jest przeznaczona do rytu, ma swoje charakterystyczne cele. Nie wystarczy w jej przypadku mówić o jakości artystycznej, trzeba mówić także o jakości ducha. Trzeba prowadzić ludzi do nabywania pewnej wrażliwości ewangelicznej. Jeżeli przekonujemy ludzi, że ich śpiew może być wyrazem wiary, osiągamy coś niesamowitego. Jeżeli tylko z nimi śpiewamy i nie pokazujemy, że to może być droga do ich osobistej relacji z Panem Bogiem, tracimy coś fundamentalnego. Technika i artyzm są ważne, ale najbardziej poruszająca jest kwestia wejścia w osobistą relację z Jezusem. Piotr Pałka: Tego się nie da osiągnąć w trakcie dwóch i pół dnia. Do tego dochodzi się, pracując tak w sposób stały, w swoich lokalnych zespołach. My próbujemy wskazać pewien sposób pracy, określone cele, ale tak naprawdę trzeba wrócić z warsztatów do swojej parafii i tam dalej tak grać, śpiewać, tak się otwierać na Boga, tak wykonywać muzykę liturgiczną i tak posługiwać.

Z muzyką w kościołach bywa tak, że ważniejsze od tego „jak” i „co” staje się „dobrze, że w ogóle”.

Paweł Bębenek: Benedykt XVI, jeszcze jako kard. Ratzinger, pisał w „Nowej pieśni dla Pana” o zjawisku pragmatycznego wykorzystywania muzyki do budowania duszpasterstwa. Wykorzystywanie w liturgii muzyki jako środka do wzbudzenia emocji jest bardzo powierzchowne i szybko mija. Mieliśmy wiele gatunków muzycznych w kościołach: były Msze bigbitowe, rockowe czy nawet heavymetalowe. To mija, bo też Pan Bóg dotyka nas znacznie głębiej niż na poziomie emocji. Kard. Sarah przypomina nam, że Bóg odzywa się do człowieka w ciszy. Muzyka jest dla niej doskonałą przestrzenią. George Weigel, biograf św. Jana Pawła II, nazwał nas pokoleniem fast foodów. Pisał tak o Kościele amerykańskim, ale to aktualne dla nas wszystkich. Niestety, bywa, że jest to też bardzo słyszalne w liturgii. Dobrze jest więc ciągle sobie przypominać o tym, że najlepszą przestrzenią do spotkania Boga jest cisza.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama