Nowy numer 42/2020 Archiwum

Mamy skarb i chcemy się nim dzielić

Jogging w habicie, kawowe przysmaki, a przede wszystkim życie kontemplacyjne. Tak żyją Siostry Maryi Gwiazdy Porannej. I zapraszają do swego cichego koszalińskiego domu.

Czwartek. Na Norwida 6 otwiera się furtka. Przechodzi przez nią zakonnica w szarym habicie. Jej głowę otacza białe zawicie, okrywające czoło i szyję, nakryte białym welonem. Na stopach ma… adidasy. Słusznie, przecież to czwartek – dzień sportu w zgromadzeniu. Siostra zaczyna biec w kierunku Góry Chełmskiej, zresztą nie ona jedna, zaraz wyruszą następne, każda w swoim tempie.

Czasem któraś wsiada na rower, ale śmieją się, że najlepiej robić to w słoneczny dzień, bo wtedy można kontrolować swój cień: czy welon wciąż trzyma się głowy, czy też porwał go wiatr. Gdyby miały możliwości, chętnie zagrałyby w siatkówkę lub koszykówkę, a może i w nogę. – Potrzebujemy sportu, zdrowe ciało jest ważne. Zresztą wiele z nas po prostu to lubi – mówi s. Ségolène, przełożona zgromadzenia. Najczęściej jednak można je zobaczyć wokół niewielkiego ołtarza w kaplicy willi. Zapraszają, by towarzyszyć im podczas Mszy św., adoracji, liturgii godzin. By spędzić z nimi czas głębokiej modlitwy, słuchania słowa Bożego, monastycznych śpiewów i ciszy. – To piękne życie i chcemy się nim dzielić z innymi – dodaje przełożona.

Bez krat

W koszalińskim domu Sióstr Maryi Gwiazdy Porannej (łac. Maria Stella Matutina) mieszka obecnie 6 sióstr: s. Ségolène, s. Charis, s. Anna Krystyna, s. Anawim, s. Johanna Viktoria, s. Maria Victoria. I postulantka Alicja. Są małą wspólnotą w liczącym blisko 300 sióstr młodym zgromadzeniu rodem z Hiszpanii. Do Koszalina zaprosił je ks. Radosław Siwiński z Domu Miłosierdzia Bożego (a po ich wakacyjnym pobycie tutaj w 2015 r., już oficjalnie, bp Edward Dajczak), stąd niektórzy do tej pory myślą, że są one siostrami z Domu Miłosierdzia, choć to całkowicie odrębne zgromadzenie (co warto podkreślić choćby ze względu na to, że w Domu Miłosierdzia powstają macierzyste gałęzie życia zakonnego: Bracia Miłosiernego Pana, są też kandydatki czekające na otwarcie gałęzi żeńskiej).

Po tym rekonesansie Siostry Maryi Gwiazdy Porannej już wiedziały, że Koszalin jest miejscem, gdzie chcą zadomowić swój charyzmat: modlitwę skupioną wokół tajemnicy Eucharystii. – To nasza misja: ukazać ludziom piękno życia kontemplacyjnego. Chcemy pomagać im głębiej wchodzić w modlitwę wewnętrzną, dzielić się z nimi skarbem słowa Bożego, liturgii – wyjaśnia s. Ségolène. – Dzięki temu, że nie mamy kraty, jesteśmy bardziej dostępne dla świata.

Bywają sytuacje, że siostry wychodzą ze swojego klasztoru: uczestniczą we Mszy św. w parafii (niekiedy sprzedają tam swoje rękodzieło i przetwory), biorą udział w pielgrzymkach, spotkaniach modlitewnych i wydarzeniach diecezjalnych. W wyjątkowej sytuacji mogą odwiedzić zaprzyjaźnionych znajomych w ich domach, ale nie po to, by wpaść na kawę i ciasto, lecz przyjść z pomocą, np. komuś strapionemu. Takich przyjaciół sióstr – nawiedzających ich kaplicę, wspierających je w pracach fizycznych czy finansowo, łącznie z młodzieżą, która tu zagląda na czuwania, jest kilkudziesięciu. – Jesteśmy ukryte, ale dajemy się ludziom poznać – stwierdza s. Ségolène.

To było proste

W pokoju unosi się zapach jaśminu – jedna z sióstr wytwarza kadzidło według tradycyjnej bizantyjskiej receptury. – Zajmujemy się tym, co potrafimy robić – opowiada s. Charis, która zajmuje się kaligrafią i wytwarzaniem przysmaków kawowych i cytrynowych. Inne haftują bieliznę kielichową, szyją habity i ornaty, robią świece, różańce, drewniane świeczniki, piszą ikony, zajmują się introligatorstwem. Od czasu do czasu jadą się podszkolić do sióstr w innych domach w Europie.

– Zależy nam, by nasze rękodzieło było najwyższej jakości, dlatego uczymy się od tych z nas, które je najlepiej opanowały, bo sztuka może chwalić Stwórcę – mówi s. Charis. – Ale przede wszystkim chodzi o taką pracę, w którą wkładamy całe serce. Jak dodaje przełożona, praca ręczna jest ważna w życiu kontemplacyjnym, ponieważ pomaga realizować ślub ubóstwa, na wzór ubogich, którzy utrzymują się z pracy rąk własnych. – To nie jest wystarczające, ale na szczęście Opatrzność Boża czuwa nad nami. Są ludzie, którzy nam regularnie pomagają w różny sposób – mówi.

Zanim przyszły do zgromadzenia, były zwykłymi młodymi kobietami. Jedne trafiły do zakonu po studiach, jak przed 16 laty s. Ségolène – po otrzymaniu tytułu inżyniera na wydziale chemii, inne przerwały edukację, jak Słowaczka s. Charis – przed 17 laty studentka pedagogiki specjalnej, która poczuła tak silne powołanie do życia konsekrowanego, że mimo dwuletniego opierania się głosowi Bożemu w swym sercu, dłużej nie potrafiła zwlekać. Pragnienie pomagania bliźniemu najpierw realizowała w zgromadzeniu Matki Teresy z Kalkuty, lecz tęsknota za życiem kontemplacyjnym przyciągnęła ją do Sióstr Maryi Gwiazdy Porannej. – Żyjąc w świecie wciąż czułam, że mi czegoś brakuje. Aż zrozumiałam: Pan Bóg chce mnie dla Niego samego – mówi s. Charis o odkryciu powołania w powołaniu.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama