Nowy numer 29/2021 Archiwum

Z Koszalina na Samos

Bożonarodzeniowa „Pusta choinka” dotarła wraz z delegacją Caritas do obozu dla uchodźców i migrantów na greckiej wyspie. Akcja będzie kontynuowana.

Wizyta poruszyła szefa organizacji. – Wracamy z obozów dla migrantów, a przede wszystkim dla osób takich jak my, które osiedliły się na greckich wyspach Samos i Lesbos. Jesteśmy poruszeni i zasmuceni warunkami, w jakich mieszkają i funkcjonują, prosząc świat o sprawiedliwość społeczną – mówi ks. Tomasz Roda, dyrektor Caritas Diecezji Koszalińsko-Kołobrzeskiej, który wraz z bp. Krzysztofem Zadarką, delegatem KEP ds. imigracji, oraz delegacją Caritas Polska odwiedził od 4 do 8 marca obóz dla uchodźców i migrantów na greckim archipelagu, by zbadać sytuację i potrzeby przebywających tam ludzi.

Zimno i mokro

Caritas od 2018 roku realizuje program pomocy dla migrantów w obozach na Samos i Lesbos. Jest to możliwe m.in. dzięki polskiemu kapłanowi ks. Ryszardowi Taraszkiewiczowi, który posługuje w katolickiej parafii na Samos. Mieszkańcy obozu – wśród których jest sporo katolików – są jego parafianami. To głównie uchodźcy i migranci z tzw. czarnej Afryki, z krajów języka francuskiego, Afganistanu, Pakistanu.

Obóz przeznaczony początkowo dla 800 osób, obecnie liczy ich 2 tys., a kolejne 5 tys. koczuje wokół niego w prymitywnych warunkach. Co prawda żywienie, choć nie najlepszej jakości, jest tu zapewnione, jak również podstawowe warunki higieniczne: zewnętrzne prysznice, toalety przenośne typu toi-toi. Jednak ludzie, w tym rodziny z małymi dziećmi, mieszkają w kontenerach lub prowizorycznych namiotach, marzną i mokną wśród pluskiew, karaluchów, szczurów i węży. Na Lesbos przebywa 21 tys. osób, w nieco lepszych warunkach.

Dotrzeć do swoich

Migranci systematycznie napływają do obozu, który właściwie ma tylko status punktu rejestracyjnego, czyli hotspotu, skąd odbywa się ich relokacja w głąb Grecji. Są tu rejestrowani, otrzymują dokumenty i czekają na możliwość przemieszczenia się do właściwych obozów.

Jednak przedłużające się procedury sprawiają, że pobyt trwa tu niekiedy nawet 6–12 miesięcy. Próba stworzenia drugiego hotspotu, który usprawniłby organizację rejestracyjną, spotkała się z protestami Greków, którym coraz bardziej doskwiera tak bliska ich domostwom obecność tysięcy obcych. Atmosfera jest coraz bardziej napięta, toteż jego budowa została wstrzymana.

Migranci zakładają z góry, że będą musieli wegetować w obozowych warunkach całe miesiące, jeśli nie lata. Ich celem nie jest Grecja, lecz kraje Europy Zachodniej, gdzie żyją ich rodziny, funkcjonują ich społeczności, głównie Francja, Belgia, Wielka Brytania, Niemcy, Szwecja. Nikt nie wymienia Polski jako kraju docelowego.

Największym problemem greckich obozów są żyjące w trudnych warunkach dzieci, zwłaszcza te, które stały się sierotami w wyniku rozłączenia z rodziną w trakcie wędrówki. Jest ich 3 tysiące. Z pomocą maluchom przychodzą różne organizacje zajmujące się animacją zajęć sportowych, oświatowych czy kulturalnych.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama