Nowy numer 37/2021 Archiwum

Z Koszalina na Samos

Bożonarodzeniowa „Pusta choinka” dotarła wraz z delegacją Caritas do obozu dla uchodźców i migrantów na greckiej wyspie. Akcja będzie kontynuowana.

Zabawa w wojnę

Dla koszalinian wizyta na wyspie Samos, leżącej tuż przy wybrzeżu Turcji, była zarazem okazją do spotkania z beneficjentami akcji charytatywnej „Pusta choinka”, którą w minione Boże Narodzenie przeprowadzono w Koszalinie, dedykując dzieciom żyjącym w przeludnionym obozie. Koszalinianie zafundowali im paczki higieniczne oraz świąteczny obiad dla 200 osób.

– Przy okazji wizyty na Samos przekazaliśmy katolickiej parafii opiekującej się społecznością katolików z obozu 4 tys. euro zebrane podczas „Pustej choinki”. Chcemy kontynuować tę akcję przez cały rok, a najbliższą okazją do tego będzie Dzień Dziecka – zapowiada ks. Tomasz Roda. – Dzieci są przyszłością każdej społeczności, dlatego tak ważne jest zatroszczenie się nie tylko o najpilniejsze potrzeby, jak środki higieniczne czy bielizna, ale też o edukację.

– Przekonaliśmy się, jak ważna była ta akcja, którą podjęliśmy w Koszalinie. Zobaczyliśmy też marzenia tych dzieci: zamiast roweru wózek sklepowy, którym się nawzajem przewożą, czy po prostu zbieranie kamyczków, za co dostają 1 euro od tych, którzy kamykami chcą obsypać zapiaszczone wejście do swego namiotu – mówi dyrektor CDKK. Obraz uzupełnia bardziej dramatycznym obrazem: zabawą małych Syryjczyków w wojnę, zestrzeliwujących się nawzajem.

Popielec z braćmi

Delegacja Caritas razem z uchodźcami uczestniczyła w obchodach Środy Popielcowej, która odbywa się tam tydzień później niż w Polsce. – Byłem bardzo wzruszony, bo spotkaliśmy się wówczas z ludźmi z Konga, Kamerunu, Sierra Leone czy Gabonu jako bracia i siostry, w wymiarze wiary – mówi ks. Roda.

Chrześcijanie ci pomimo swojego losu pogłębiają swoją wiarę, umacniając tym nadzieję na lepsze życie. Wnoszą też do greckiej parafii swoją kulturę, muzykę. A także spontaniczność i udzielającą się innym radość. – To wszystko jest nie do opisania – mówi ks. Roda. – Europejska dyskusja o korytarzach humanitarnych, o przyjmowaniu i adaptacji tych osób staje się miałka, dopóki nie wejdzie się w buty tych ludzi, skazanych bezczynnością tych, którzy mogą im pomóc, na wegetację i brak godnej przyszłości.

Ksiądz Roda przekonuje, że exodusu uchodźców i migrantów nie da się właściwie ocenić z perspektywy setek czy tysięcy kilometrów. – Ci ludzie uciekają ze swoich ojczyzn z różnych powodów: i w zagrożeniu życia, i w poczuciu, że w Europie jest po prostu lepszy świat. Ale od razu zderzają się z rzeczywistością obozu, w którym poziom życia jest drastycznie niższy niż w miejscu, z którego uciekli.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama