GN 14/2020 Archiwum

Ocaleni dla błogosławieństwa

Nie mają cienia wątpliwości: życie jest największym darem. Mówią o tym z przekonaniem tym większym, że otarli się o śmierć. I to na samym początku swojego istnienia.

Gdyby nie determinacja rodziców i zaufanie Panu Bogu nie pojawiliby się na świecie. To szczególni świadkowie wartości ludzkiego życia.

Wyrok śmierci w laminacie

Ksiądz Patryk obraca w palcach kawałek papieru. – Trzymam w ręku wyrok śmierci na siebie – mówi, ale bez patosu. Mała, wystrzępiona na rogach kartka, kilka skreślonych nieczytelnym charakterem pisma słów i pieczątka. Czerwony tusz nie wyblakł, choć minęły cztery dekady od jej przystawienia. Skierowanie na swoją aborcję pierwszy raz zobaczył tuż przed przyjęciem święceń diakonatu. – Mama posadziła mnie na wersalce i opowiedziała całą historię. Chwila, kiedy o tym usłyszałem, była trudna. A gdy jeszcze dano mi tę kartkę do ręki, czułem się, jakbym dostał obuchem w głowę. Zdałem sobie sprawę, że byłem o krok od nieistnienia. Że znalazł się ktoś, kto chciał mnie zabić, i to jeszcze zanim na dobre pojawiłem się na świecie. To zupełnie inaczej, kiedy słyszy się takie opowieści, a inaczej, gdy sprawa dotyczy samego siebie – wspomina ks. Patryk Adamko.

Jedynym wskazaniem do przerwania ciąży był, zdaniem lekarza, zbyt zaawansowany wiek kobiety. – Mama miała 38 lat, kiedy zaczęła podejrzewać, że znowu jest w ciąży. Pani doktor potwierdziła jej przypuszczenia. A potem zaczęła krzyczeć na mamę, że jest nieodpowiedzialną wariatką. Że dziecko będzie chore, że ona może umrzeć. Od ręki sięgnęła po kartkę, napisała kilka słów i przystawiła pieczątkę. Podjęła taką decyzję bezdyskusyjnie i bezapelacyjnie. Na tym skończyła się jej pomoc jako lekarza ginekologa – opowiada wikariusz słupskiej parafii św. Maksymiliana M. Kolbego.

Argument z życia

Trudno wyobrazić sobie, co musiało dziać się w głowie kobiety, która od lekarza słyszy, że taka ciąża to skrajna nieodpowiedzialność, zagrażająca życiu lekkomyślność. – Nie wiem, co czuła przez następne tygodnie i miesiące. Wiem, że złożyła wszystko w ręce Boga. Nie mówiła mi o tym wtedy, gdy odbywaliśmy rozmowę. A ja nigdy później nie prosiłem, żeby mi opowiedziała tę historię jeszcze raz. Wiem jedynie, że nigdy, ani przez chwilę, nie rozważała, że mogłaby zrobić z tej kartki użytek. Sama nie wie, dlaczego zabrała to skierowanie ani dlaczego później go nie wyrzuciła – mówi ks. Patryk, wskazując na zalaminowany skrawek papieru.

Dzisiaj bywa on argumentem, którym duszpasterz posługuje się, mówiąc o świętości życia, zwłaszcza młodym ludziom. – Dość szybko z tą poszarpaną karteczką się zaprzyjaźniłem, bo okazało się, że mogę całą historię przekuwać w coś dobrego. Nie wiem wprawdzie, z jakim skutkiem, bo to dzieje się w sercu człowieka, któremu ją pokazuję, ale widzę, jak wpływa na słuchających. Skłania do zastanowienia – mówi ks. Patryk. Pokazuje ją uczniom, opowiada narzeczonym. – Czasami siedzą i słuchają jednym uchem, kiedy tłumaczę, dlaczego aborcja jest złem. Zwłaszcza na ustach panów widywałem nieco lekceważący uśmiech. Kiedy mówię o tym, jak mało brakowało, żeby ktoś wykonał na mnie wyrok śmierci, ten uśmiech się zmienia – przyznaje duszpasterz.

Złącze HDMI

W Środę Popielcową w diecezji rozpoczął się modlitewny szturm do nieba w intencji ochrony życia poczętego. Przez 40 dni, w każdej godzinie doby, ktoś woła do Boga za dziećmi zagrożonymi aborcją. Impuls do włączenia się w ogólnoświatową akcję wyszedł z pilskiej parafii pw. św. Jana Bosko. – Nie mam wątpliwości, że to zmasowane wołanie, intensywny czas modlitewny, może realnie zmienić świat i nasze otoczenie. Nie chodzi wyłącznie o to, by modlitwą ochronić to życie, które jest teraz zagrożone aborcją, ale również o zmianę mentalności, zmianę myślenia o poczętym życiu, które jest darem – tłumaczy s. Maria Bihun, w której sercu narodził się pomysł podjęcia wyzwania 40 dni dla życia.

Akcja była spontaniczna i szybka. Zrodziła się jako odpowiedź na spotkanie z Abby Johnson. Amerykańska pro-liferka gościła w pilskim kościele kilka dni wcześniej. Katechetka salezjańskiej szkoły poczuła się wywołana do tablicy. – Czasami czuję, jakbym była połączona z tym tematem złączem HDMI. Przesyłany sygnał natychmiast wyzwala konieczność działania: modlitwy, wsparcia, szukania pomocy – śmieje się s. Maria.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Polecamy

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama