GN 14/2020 Archiwum

Ocaleni dla błogosławieństwa

Nie mają cienia wątpliwości: życie jest największym darem. Mówią o tym z przekonaniem tym większym, że otarli się o śmierć. I to na samym początku swojego istnienia.

Dziecka nie będzie

O tym, jak niewiele brakowało, żeby sama wcale nie pojawiła się na świecie, usłyszała w 18. urodziny. – Mam dwóch braci, starszych o 15 i 11 lat. Mama nie miała wcale aż tak dużo na liczniku, bo 38 lat. Ale miała tylko jedno płuco i osłabione serce. Lekarze orzekli, że żadną miarą nie może sobie pozwolić na ciążę. Dziecka nie będzie. Rodzicom absolutnie to nie mogło się pomieścić w głowie: „Jak to dziecka nie będzie? Przecież już jest!” – opowiada salezjanka. Dziś nietrudno jej wyobrazić sobie, z jak strasznym dylematem musieli zmierzyć się jej rodzice. – Nie wiem, czy mama się bała. Myślę, że tak. Nawet jeśli całym sercem była przekonana, że nie może inaczej niż tylko chronić za wszelką cenę swoje nienarodzone dziecko, pewnie nie była obojętna na rokowania lekarzy. Tym bardziej że wszystko zawsze bardzo przeżywała, wszystkim się przejmowała. Na szczęście miała obok siebie męża, który był ostoją. Tata był zawsze niesamowicie spokojnym człowiekiem, rozważnym, podejmującym wyważone decyzje, nieulegającym emocjom. Nie wiem, jak się zachowywał wtedy, z pewnością w sercu przeżywał ogromny strach. Ale inni wspominali go zawsze jako człowieka, który swoim spokojem potrafił się dzielić z innymi – wspomina.

– Mama wcześnie straciła rodziców, więc starsze kobiety były dla niej zawsze autorytetami. I jedna z nich powiedziała, wskazując na swoją córkę: „Wiesz, moja Stefka, jak ma taki problem, to bierze 50 złotych i jest po kłopocie”. To było wstrząsające. Do dzisiaj nie mieści mi się w głowie, że można było coś takiego powiedzieć. Ile kobiet, kiedy usłyszy coś takiego od kogoś, kto jest dla nich autorytetem, a w dodatku nie ma wsparcia w środowisku, w mężu, w mamie, w teściowej, ze strachu decyduje się zabić swoje dziecko? – pyta retorycznie.

Modlę się za panią doktor

Choć to, że otarł się o śmierć, nie budzi już takich emocji jak w chwili, gdy się o tym dowiedział, ks. Patryk nieczęsto wraca do tej historii. Czuje jedynie wdzięczność dla Pana Boga za życie i za odważnych rodziców. – Wiele osób, które poznały moją historię, pyta mnie, czy spotkałem kiedyś tę panią doktor ze skierowania. Nie szukałem jej specjalnie, raz wrzuciłem nazwisko do sieci. Niewiele znalazłem i chyba dobrze, bo sam nie wiem, co miałbym jej powiedzieć, o co zapytać. Nie zadręczam się tym. Ale jest też niezadane pytanie o to, ile takich zaświadczeń pani doktor wystawiła. Ile kobiet wobec takiej presji podjęło inną decyzję niż moja mama? Ilu dzieciom nie było dane się urodzić? – zastanawia się. – Nie potępiam jej jako człowieka, ale jednoznacznie potępiam jej działalność lekarską. Jej imię powraca czasami w modlitwach, choć nie wiem, czy modlę się za osobę żywą, czy zmarłą, czy proszę o nawrócenie dla niej, czy o miłosierdzie dla jej duszy. Powierzam ją po prostu Panu Bogu – mówi.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Polecamy

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama