Nowy numer 32/2020 Archiwum

Ślub w czasach zarazy

Nikola i Patryk nie chcieli czekać do końca pandemii. W ciągu 40 minut podjęli decyzję: dzisiaj. Zdążyli w ostatnim momencie, przed wprowadzeniem kolejnych obostrzeń epidemicznych.

Nikola i Patryk to instruktorzy działający w koszalińskim Związku Harcerstwa Rzeczy- pospolitej. Są parą od siedmiu lat i zamierzali związać się przed Bogiem węzłem małżeńskim w umówionej od miesięcy porze, czyli 18 kwietnia. Nie mogli jednak przewidzieć, że 24 marca, tuż przed północą, będą w ekspresowym tempie zakładać ślubny strój, zwoływać bliskich, ustalać szczegóły z księdzem. I pędzić do kościoła.

Sytuacja błyskawicznie się zmieniła, gdy rząd zapowiedział nowe obostrzenia, m.in. ograniczenie liczby uczestników obrzędów religijnych do 5 osób. – Kiedy usłyszałam o tej rządowej zapowiedzi, zadzwoniłam do syna z pytaniem, co dalej – mówi pani Sylwia, mama pana młodego. – Jego pierwsza myśl była taka: dziś bierzemy ślub. Ale nie obyło się bez wahania, bo było wiele „za”, ale i wiele „przeciw”. – Nie wiedzieliśmy, jak długo potrwa sytuacja związana z koronawirusem, nie chcieliśmy odciągać ślubu, tym bardziej że rozpoznaliśmy nasze powołanie i długo się przygotowywaliśmy do tego momentu – mówi Patryk, pan młody. – Nieważne było wesele, nieważna była oprawa tego wydarzenia, tylko udzielenie sobie nawzajem sakramentu małżeństwa. Chcieliśmy w tym trwać z Bogiem, w piękny sposób. Jak dodaje pani Sylwia, także dla samych rodziców decyzja o przyspieszonym ślubie ich dzieci nie była łatwa. – Patryk czekał na naszą zgodę do ostatniej chwili, najdłużej namyślał się mój mąż, Piotrek. Po godzinie naprawiania samochodu i rozważania tego dylematu wrócił do domu. Powiedział: „Nie będę stał na przeszkodzie ich szczęściu” i… wskoczył w wyjściowy garnitur. Tę zgodę przekazaliśmy Patrykowi niecałą godzinę przed ślubem! Jeszcze jadąc do kościoła, dzwoniliśmy do najbliższej rodziny, żeby do nas dołączyli. Niektórych trzeba było wyciągać z łóżek, innych… spod prysznica. Ostatecznie w uroczystości, która w kościele pw. św. Kazimierza w Koszalinie rozpoczęła się o godz. 23, wzięło udział kilkanaście osób. – To wszystko działo się jak w filmie. Narzeczeni zazwyczaj przygotowują się całe miesiące, jeśli nie lata, do ślubu. Ja miałam na to 40 minut – przyznaje Nikola, pani młoda. – Zanim zapadła decyzja, szukaliśmy odpowiedzi, modliliśmy się o światło, jak postąpić. Czuliśmy, że to jest moment, by dokonać tego, o czym od wielu lat marzyliśmy. Pojawiały się jednak przeciwności. Najpierw zdecydowaliśmy, że przesuwamy ślub na kolejny dzień, zaczęłam więc szykować się do spania. I zaraz, po 22.00, zadzwonił Patryk. Nawet mnie nie pytał, tylko poinformował: o 23.00 wszystko zaczyna się w kościele! W błyskawicznych przygotowaniach pomogła młodej świadkowa. – Makijaż, fryzura, strój – wszystko zeszło na drugi plan. Na szczęście dzień wcześniej odebrałam suknię ślubną – śmieje się Nikola – ale gdybym jej nie miała, niczego by to nie zmieniło. Poszłabym w mundurze harcerskim! Ekspresowy ślub poprzedziła spowiedź, a kiedy młodzi stanęli przed ołtarzem, poczuli wielki pokój serca. – Pomógł nam też ks. Łukasz Gąsiorowski, który zna nas od lat i jest naszym duchowym tatą. Słowa, które do nas kierował, były piękne, trudno w ogóle wyrazić, jak piękna była cała ta uroczystość – mówi Nikola. – Czułam, że robię to, co powinnam, że to jest moje powołanie. Że właśnie tak miało być, bo to, co sobie w życiu planujemy, i tak weryfikuje Pan Bóg. Wielkie przygotowania, które trwały od miesięcy, zeszły na drugi plan, a my poszliśmy za tym, co najważniejsze: za Bogiem. Takiego ślubu nie da się zapomnieć. – Byliśmy my, nasza najbliższa rodzina i Bóg. To było dla nas najważniejsze – mówi pan młody. – Natomiast we wrześniu zaprosimy wszystkich, których nie zdążyliśmy ugościć teraz, na wesele. Rodzice pana młodego nie kryją radości z chrześcijańskiego wymiaru tej spontanicznie podjętej decyzji. – Na koniec powiedzieliśmy synowi i synowej: „Jesteśmy z was dumni, że w tej sytuacji nie wesele było dla was ważne, ale sakrament” – podsumowują. A pan Piotr dodaje: – Nie spodziewałem się, że będę fotografem na ślubie własnego syna!

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama