GN 38/2020 Archiwum

Na ratunek małżeństwu

O znaczeniu wspólnoty w budowaniu jedności małżeńskiej mówią Violetta i Mirosław Latkowscy, nowa para diecezjalna Domowego Kościoła, czyli rodzinnej gałęzi Ruchu Światło–Życie.

Ks. Wojciech Parfianowicz: Jak trafiliście do Domowego Kościoła?

Mirosław Latkowski: To był sierpień 1993 roku. Do naszych drzwi niespodziewanie zapukał ksiądz. Skoro już wszedł na trzecie piętro, trzeba go było wpuścić. (śmiech)

Tak po prostu przyszedł do Was ksiądz?

Violetta Latkowska: Siostra zakrystianka powiedziała mu o nas. Nasza córka szła do I Komunii i sypała kwiaty na procesji. Byliśmy więc trochę w to zaangażowani. Siostra widocznie uznała nas za mocno wierzących.

A było inaczej?

V.L.: Byliśmy wtedy raczej daleko od Kościoła. Praktykowaliśmy sporadycznie. Nie mieliśmy nawet w domu Pisma Świętego.

Czyli Pan Bóg posłużył się sypaniem kwiatów...

M.L.: Sypaniem kwiatów i czymś jeszcze. Byliśmy już wtedy 8 lat po ślubie. Szukaliśmy nowych ludzi, kontaktów. I wtedy właśnie przyszedł ten ksiądz. Był po cywilnemu. W ogóle go nie znaliśmy, ale uwierzyliśmy na słowo. (śmiech) Powiedział, że organizuje takie spotkania dla małżeństw, że będzie z kim porozmawiać, że poznamy nowych ludzi – i tu trafił w punkt. Postanowiliśmy przyjść.

I jak było?

V.L.: Spotkanie rozpoczęło się od zapalenia świecy i od modlitwy. Stwierdziliśmy, że to nie dla nas. Szczególnie ja sądziłam, że to zupełnie nie moja bajka. M.L.: Z przyzwoitości zdecydowaliśmy jednak, że przyjdziemy na następne spotkanie.

Potem były kolejne, w końcu pierwszy wspólny wyjazd i rekolekcje, i tak już trwacie 27 lat. Co sprawiło, że postanowiliście w to wejść?

V.L.: Jedną z najbardziej poruszających rzeczy w Domowym Kościele jest autentyczność będących w nim ludzi. Patrząc z zewnątrz, można odnieść wrażenie, że jest to propozycja dla wybranych. Tymczasem jest to wspólnota dla wszystkich, także dla tych życiowo pokiereszowanych. Mamy we wspólnocie małżeństwa, które prawie się rozwodziły, są alkoholicy, ludzie z różnymi problemami – po prostu normalni ludzie.

Nie kościelna elita?

V.L.: Absolutnie nie. Chyba że rozumiemy ją w ten sposób, że jest to droga dla ludzi, którzy chcą wzrastać, szukać czegoś więcej, być bliżej siebie i Pana Boga.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama