GN 38/2020 Archiwum

Z tym bólem trudno dyskutować

Ludzie przejawiają różne podejście do szalejącego po świecie koronawirusa, balansując między dwiema skrajnościami. Są tacy, którzy się z niego śmieją, są tacy, którzy drżą. To, co wydarzyło się w Pile, jest po prostu faktem.

Co ten fakt oznacza? Pewnie dla każdego coś innego. I może nawet nie chodzi o to, żeby w tej historii doszukiwać się ukrytych sensów, podtekstów, sugestii czy umoralniających wniosków. Tę historię po prostu warto poznać – w krótkich odcinkach, z których każdy jest ogromnym bólem.

Ból pierwszy

Przecież wszystko zostało zrobione tak, jak trzeba. – Od początku pandemii chroniliśmy rodziców, jak tylko się dało. Izolowaliśmy ich od wszystkich. Kontaktowaliśmy się z nimi tylko przez telefon. Dowoziliśmy im zakupy – opowiada Beata Piechowiak z Piły.

Wirus jednak znalazł drogę do domu Bogumiły i Czesława Grudzińskich. Prawdopodobnie przez szpital, w którym pan Czesław leczył się z zupełnie innego powodu. Na początku maja oboje zachorowali na COVID-19. – Mama miała 73 lata, była pełna życia, aktywna, nigdy na nic nie chorowała. Tata był o dwa lata starszy i miał pewne problemy ze zdrowiem – mówi mieszkanka Piły, dodając jednak, że nikt nawet w najczarniejszych scenariuszach nie przewidywał, że ich historia potoczy się tak dramatycznie.

Ból drugi

Małżonkowie zmarli na COVID-19 w odstępie dwóch dni. – Pewnego razu mama zakomunikowała, że gorzej się czuje. Bolały ją brzuch i gardło. Nie kaszlała, nie miała duszności. Tata czuł się bardzo dobrze. Nawet przez myśl nam nie przeszło, że mogli mieć koronawirusa – wspomina pani Beata. W ciągu kolejnych kilku dni wydarzenia potoczyły się lawinowo – wysoka gorączka, telefon do lekarza, badanie, wynik, diagnoza, transport do szpitala w Poznaniu, pogorszenie, tlen, respirator, koniec. W sumie – kilkanaście dni. Pan Czesław zmarł 4 czerwca, pani Bogumiła dwa dni później.

– Od momentu trafienia do szpitala nie mogli się już zobaczyć. Zanim wprowadzono ich w stan śpiączki, dzwonili do nas. Żegnali się – opowiada z trudem pani Beata i dodaje: – Oni zawsze byli razem. Wszędzie tarabanili się we dwoje. Tam też poszli razem… choć umierali w samotności.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama