Nowy numer 44/2020 Archiwum

Idę sam, ale nie samotnie. Pielgrzymka Miłosierdzia w czasie pandemii

Każdego roku pilnował bezpieczeństwa pątników zmierzających do Myśliborza. W tym postanowił ruszyć w samotnej pielgrzymce, modląc się za tych, którzy ze względów bezpieczeństwa zostali w domu.

Wyruszyłem o 7 rano spod katedry. Byłem na Mszy św. w Konikowie, zjadłem śniadanie i ruszam dalej – informował przed południem Grzegorz Grochowski. O 15 zameldował: "dziś mówiłem Koronkę za wszystkich dziennikarzy". A wieczorem dał sygnał, że dotarł bezpiecznie na pierwszy nocleg na białogardzkiej plebanii. 

Sympatycznego Groszka, porządkowego Pielgrzymki Miłosierdzia, pątnicy zmierzający do myśliborskiego sanktuarium znają doskonale. Co roku dba o ich bezpieczny przemarsz na urodziny św. siostry Faustyny.

W tym roku, z powodu koronawirusa, pątnicy zostali w domach, wybierając się w drogę jedynie duchowo. Grzesiek postanowił pójść za nich wszystkich: z jednej strony chcąc zachować ciągłość pielgrzymiej tradycji, z drugiej – modlić się za powierzone mu sprawy.  

– Mam plecak wypchany intencjami po samo zapięcie – przyznaje pielgrzym, wyliczając kolejne powierzone prośby przyjaciół, znajomych, a nawet kibiców Gwardii Koszalin. – Idę też w intencji mojego taty, który zmarł w czerwcu na raka. Choćby dlatego musiałem iść: on się nie modlił, więc ja teraz będę to robił za niego – dodaje.

Dziesięciodniową wędrówkę odbędzie po tej samej trasie, którą zwykle szli z grupą. Choć plan jest taki, jak co roku, wszystko wygląda zupełnie inaczej. Dla większości pątników pielgrzymowanie przybrało w tym roku inną formę. 

Dla Grzegorza wędrowanie w pojedynkę to także zupełna nowość. 

– Upał jakoś da się wytrzymać, trzeba tylko dużo pić. Zwykle plecak jechał na pace, ale i do tego nogi się przyzwyczają. Za to dużo trudniej poradzić sobie z samotnością – przyznaje Groszek. – Odwróciłem się i nie zobaczyłem nikogo za sobą. Zrobiło mi się smutno. Ale za to dowiedziałem się od ks. Grzegorza, że będą z grupą modlić się razem ze mną i to dodało mi siły. Idę sam, ale nie samotnie – dodaje.

Przyznaje, że w grupie też łatwiej się modlić. – Teraz muszę się sam mobilizować. Modlitwa poranna, Anioł Pański w południe, Koronka o 15. No i brakuje mi pieśni, bo ja nie śpiewam. Ale za to dużo rozmawiam z Panem Bogiem – śmieje się, zapewniając, że tematów nie zabraknie mu do samego Myśliborza. 

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama