Nowy numer 42/2020 Archiwum

Tajemnice kościoła Świętej Trójcy

Skąd w Czaplinku tropy wiodące do zakonu templariuszy i podstępnie zamordowanego polskiego króla? Czy swój ślad na Pomorzu pozostawił flamandzki geniusz? I co na suficie pruskiej budowli robią polscy święci? Podczas wakacyjnych wojaży warto zajrzeć do niewielkiej czaplineckiej świątyni.

Podróż zaczyna się na miejskim rynku, pod pomnikiem rybaka. Alina Karolewicz zjawia się w samo południe. – To pieczęć templariuszy odciśnięta na mieście – mówi, zataczając krąg po centrum miasteczka. – Tak jak zgodnie z zasadami średniowiecznej urbanistyki wytyczyli rynek z odchodzącymi od niego uliczkami, tak przez 700 lat nikt tego nie zmienił – dodaje przewodniczka. Żeby znaleźć kolejne ślady, wystarczy zaledwie kilka kroków. Kamienna przysadzista świątynia nie jest tak okazała jak stojąca tuż obok neoklasycystyczna siostra. Za to metrykę ma imponującą. – Wystarczy spojrzeć na grubość ścian – podpowiada przewodniczka i zabiera się do opowieści, w której aż roi się od tajemnic.

Komandoria między jeziorami

Jest rok 1286. Władcą tych ziem jest Przemysł, młody książę wielkopolski. To on sprowadza do położonej na północy osady templariuszy, a razem z nimi chrześcijaństwo. – Przyjechało kilku rycerzy, bracia służebni, maksymalnie 20 mężczyzn. Wybrali to miejsce, bo zawsze kierowali się podobnymi kryteriami: w miarę płaskie wzgórze, otoczone naturalnymi zabezpieczeniami. Tu było idealnie: na wschodzie za drzewami jest jezioro Czaplino w kształcie rogala, tu, zaraz za domami, jest ogromne jezioro Drawsko. Oba jeziora połączone są rzeczką, otaczają je mokradła – opowiada A. Karolewicz.

Templariusze niedługo cieszyli się Tempelburgiem. Po kasacie zakonu w 1311 roku większość zakonników pozostała w komandorii, przybierając barwy bratniego zakonu joannitów. Namacalnym śladem po założycielach miasta jest dzisiaj zbudowana z polnych kamieni świątynia, oddana w opiekę Trójcy Świętej. Przez całe wakacje, pięć dni w tygodniu, pani Alina prowadzi do niej kolejne grupy turystów. Wycieczka jest bezpłatna. Nie brakuje chętnych do odkrywania jej sekretów.

Barokowy zawrót głowy

Kamienna budowla opierała się wojnom i trawiącym miasto pożarom. Wielka pożoga z 1725 roku w dwie godziny strawiła niemal dwie trzecie miasta. Ogień pochłonął wieżę i wyposażenie, stopił dzwon, ale nie dał rady kamiennym murom. – Wieży już nie odbudowano, ale zamówiono nowy dzwon u ludwisarzy kołobrzeskich. Odbudowano za to kościół i ufundowano zupełnie nowy wystrój – mówi przewodniczka, uchylając ciężką kotarę, która oddziela zakrystię od prezbiterium.

Barokowy baldachimowy ołtarz, jakiego próżno szukać w pomorskich świątyniach, aż skrzy się od złoceń. Na jego przykładzie wycieczkowicze przechodzą szybką lekcję historii sztuki. Słuchają o ukrytych między liśćmi akantu złudzeniach optycznych, pełnych dynamizmu postaciach aniołów w rozwianych szatach, nieskromnie pokazujących kolana, i unoszącym się do nieba Chrystusie nad złotym baldachimem. I o zaskakującym obrazie w centrum ołtarza. – Choć kościołowi patronuje Trójca Święta, głównym tematem w ołtarzu jest koronacja Najświętszej Maryi Panny. Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty są na drugim planie. To Maryja jest główną bohaterką – mówi pani Alina. Rozwiązanie zagadki prowadzi do templariuszy. – Zakony rycerskie otaczały Najświętsza Panienkę wielką czcią. Przywoływały Ją w swoich nazwach, wizerunkach i pieśniach – podpowiada. Trójcy Świętej poleca szukać wyżej.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama