Nowy numer 43/2020 Archiwum

Tablica upamiętni autora miejskich legend

Gracjanowi Bojarowi--Fijałkowskiemu poświęcono dotąd jedną z ulic w Koszalinie, gabinet i filię biblioteczną. Mimo to wciąż jest mało znany. To ma się zmienić.

W Koszalinie 24 sierpnia na ul. Młyńskiej odsłonięto tablicę poświęconą Gracjanowi Bojarowi-Fijałkowskiemu. To część projektu Koszalińskiej Biblioteki Publicznej dofinansowanego ze środków Narodowego Centrum Kultury „Wytropić zbójców z Gracjanem”. Upamiętnia on postać koszalińskiego historyka, badacza przeszłości ziem Pomorza, autora książek dla dzieci i dorosłych.

Wydarzeniu towarzyszą liczne atrakcje: wystawa poświęcona życiu i twórczości pisarza, wywiad online z jego dziećmi, lekcje biblioteczne, zabawy terenowe z lokalizacją GPS wyszukujące w okolicy postaci z opowieści autora czy rajdy piesze „Śladami koszalińskich legend na Górze Chełmskiej”. Jak wyjaśnia Dariusz Pawlikowski, dyrektor KBP, ich trwałym podsumowaniem jest tablica upamiętniająca postać pisarza. W jej odsłonięciu wzięli udział Piotr Jedliński, prezydent Koszalina, dzieci G. Bojara-Fijałkowskiego i bibliotekarze.

Doceniany. A czy znany?

– Jesteśmy wzruszeni, że postać naszego taty zostanie w ten sposób przybliżona mieszkańcom Koszalina – powiedziała Anna Bojar-Fijałkowska, córka pisarza – bo prawdę mówiąc, wciąż jest on mało znany. Działania te rozpoczęto przed 30 laty: wówczas pojawił się gabinet poświęcony tacie, filia dziecięca otrzymała jego imię, była także pierwsza tablica (która potem zniknęła), jego imieniem nazwano ulicę. Cieszymy się, że jest doceniany, ale czy znany? To trudno powiedzieć, bo nawet nasi sąsiedzi czy mieszkańcy jego ulicy raczej niewiele o nim wiedzą. Wkład Gracjana Bojara-Fijałkowskiego w odkrywanie bogactwa ziem pomorskich podkreśla jego syn Zbigniew. – Kiedy ojciec jako literat i historyk natrafiał na teksty źródłowe legend słowiańskich dotyczących Pomorza, tłumaczył je z niemieckiego i ubierał w fabułę – wspomina jako ten, który wraz z rodzeństwem był pierwszym czytelnikiem twórczości ojca.

– Tatę to nasze zainteresowanie bardzo cieszyło, ale nie było to łatwe, bo bywaliśmy krytyczni. Te legendy towarzyszyły nam cały czas, zwłaszcza że mieszkaliśmy w małym mieszkaniu i tata pisał je na tym samym stole, na którym za chwilę mama podawała obiad. Poszukiwaniom nowych opowieści przysłużyły się spotkania literackie w małych miejscowościach. – Jeździłem na nie z tatą i widziałem, że czasem ludzie przekazywali mu kolejne legendy. Tata wówczas drążył temat, szukał w źródłach – mówi pan Zbigniew.

Dla niego jako kapitana żeglugi wielkiej, który blisko pół wieku spędził na morzu, to cenny wkład w budowanie tożsamości Polaków osiedlających się nad Bałtykiem po wojnie. – Ojciec był przedwojennym oficerem kawalerii, w czasie wojny żołnierzem AK, a zanim wyjechał na Zachód, przeszedł pięć obozów koncentracyjnych. Tęsknota za ojczyzną przywiodła go do kraju z powrotem. I co bardzo ważne – wychował nas na polskiej rodzinnej tradycji.

Lepsi zbójcy?

Tablica pamiątkowa zawisła na ścianie budynku filii bibliotecznej nr 3. To tutaj, w bibliotece imienia tropiciela pomorskich legend, dzieci i młodzież zapoznają się z jego książkami. – Nasi czytelnicy znają te legendy i chętnie je ilustrują, co roku realizujemy też specjalny konkurs ilustratorski – mówi Kamila Tomaszewska, kierownik filii. – Przez lata zebrało się tyle ciekawych prac, że opublikowaliśmy je w zbiorze „O zbójcach z Góry Chełmskiej”. Mimo że profil czytelnika, także tego najmłodszego, z latami zmienia się, to legendy wciąż są chętnie czytane.

– Staram się podczas lekcji bibliotecznych przemycać treści związane z historią naszych ziem, a legendy świetnie pobudzają ciekawość. Zależy nam, by dzieci znały przynajmniej jedną legendę związaną z miejscem, w którym żyją – dodaje bibliotekarka. To o tyle ważne, że mali koszalinianie mają szansę natrafić w mieście na rzeźby zaczerpnięte z legend G. Bojara-Fijałkowskiego. Jedna z figur upamiętniających skrzata Julka znajduje się obok przystani promowej Koszałek w Jamnie. Pomocnik ubogich Julek trzymający w rękach bochen chleba jest nawiązaniem do legendy „O dobrych karzełkach znad brzegów Jamna”. Być może jednak Koszalin rozsławią nie skrzaty, lecz… zbójcy. Jak mówi Anna Bojar-Fijałkowska, jest projekt, by wizytówką Koszalina stały się figury zbójów z Góry Chełmskiej, w tym sylwetka kata przed Domkiem Kata, a także ławeczka Gracjana Bojara-Fijałkowskiego. – To byłby wspaniały sposób, by mieszkańcom Koszalina przybliżyć postać naszego ojca – mówi.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama