Nowy numer 23/2021 Archiwum

Z całej duszy chcę zostać księdzem

W wieku 73 lat zmarł w Koszalinie ks. Leszek Wódz. Został zapamiętany jako człowiek oddany Kościołowi diecezjalnemu.

Rankiem 5 września w szpitalu w Koszalinie, po ciężkiej chorobie, zmarł ks. prał. dr Leszek Wódz, wieloletni kanclerz Kurii Biskupiej w Koszalinie. Uroczystości pogrzebowe odbyły się w Kołobrzegu i Lipce. 8 września bp Edward Dajczak przewodniczył Mszy św. przy trumnie z ciałem zmarłego w kościele rektoralnym w Kołobrzegu. Następnego dnia bp Krzysztof Włodarczyk przewodniczył Eucharystii w kościele pw. św. Katarzyny w Lipce koło Złotowa (rodzinnej miejscowości zmarłego) oraz ceremonii na cmentarzu.

Jak gąbeczka

W homilii, którą wygłosił ks. Jerzy Lubiński, emerytowany proboszcz z Ustronia Morskiego, spowiednik i przyjaciel śp. ks. Wodza, dało się słyszeć wzruszenie. Kaznodzieja podkreślił rolę domu rodzinnego w życiu ks. Leszka, a dorastał on w licznej rodzinie – wśród ośmiorga rodzeństwa. – Dom był dla niego jak seminarium, w którym kształtowało się jego serce, życie oraz miłość do ludzi i do Boga – powiedział.

To tam 10-letni Leszek podjął decyzję, by wstąpić do ministrantów, a po latach, także dzięki świadectwu swojego proboszcza, do seminarium duchownego. „Zacząłem marzyć o kapłaństwie” – kaznodzieja cytował spisane wspomnienia ks. Wodza. – „Ja pragnę z całej duszy zostać kapłanem, pragnę pracować dla dobra Kościoła i Maryi”.

Ksiądz Lubiński ukazał mniej znaną – delikatną – stronę osobowości ks. Wodza, ocenianego jako człowiek surowy i chłodny w kontaktach. Pokazał także ciemną stronę kapłańskiej starości, w której daje się we znaki dojmująca samotność. – Bywało, że żalił się, iż cały świat wokół niego wydaje się jakby wymarły, że nikt nie zapuka, że został głuchy telefon… – opowiadał.

Całkowite poddanie się Bożej opatrzności znamionowało życie byłego kanclerza kurii, także ostatnie miesiące przeżyte w cieniu choroby nowotworowej. To dlatego nie godził się, by załatwić mu lepsze warunki leczenia, a przyjacielowi odpowiadał: „Niczego nie załatwiaj. Od młodości zgadzałem się na wolę Bożą. Bóg mnie prowadził przez całe życie i doprowadzi mnie do końca”.

Na zakończenie Mszy św. swoje spotkania z ks. Wodzem jako kanclerzem kurii wspomniał bp Włodarczyk. Pierwszym z nich była jego rozmowa kwalifikacyjna do WSD. – Potem nasz kontakt był bliższy, szczególnie kiedy pracowałem w duszpasterstwie rodzin. Pamiętam, że na pierwszy rzut oka ksiądz kanclerz wydawał mi się bardzo surowy, nawet niedostępny, ale znalazłem sposób, jak przedrzeć się do jego serca, które okazało się bardzo miękkie, jak gąbeczka, czułe i otwarte, choć fakt, trzeba było się przedzierać.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama