GN 43/2020 Archiwum

Pierwszy chleb po wojnie

Kim byli polscy mieszkańcy miasteczka, kto pilnował porządku? O początkach polskiego Karlina opowiadano na Wyspie Biskupiej.

Jako pierwsi w mieście zjawili się osadnicy z centralnej Polski. Stanisław Pawliński, Antoni Głuszko, Jan Malinowski, Henryk Szulc, Stanisław Sowa i inni. To wciąż znane karliniakom nazwiska. Chwilę później zaczęli docierać repatrianci zza Buga. – Pierwsza grupa, która trafiła do miasta 1 kwietnia, liczyła około tysiąca osób i pochodziła z Równego, z terenu dzisiejszej Ukrainy. Nie wszyscy znaleźli miejsce w Karlinie, bo w mieście wciąż przebywała większość niemieckich mieszkańców. Wysadzony most sprawił, że nie mogli wyruszyć w drogę do Niemiec. Przybysze osiedlali się więc na wsi. Nie było ani łatwo, ani bezpiecznie, o czym świadczą choćby niejasne okoliczności śmierci milicjantów – opowiada Krystian Zalewski, kustosz Muzeum Ziemi Karlińskiej.

Wóz z demobilu

Organizatorzy tegorocznej odsłony Zachodniopomorskich Dni Dziedzictwa skoncentrowali się na przywołaniu dwóch pierwszych lat z powojennej historii Karlina. – Wówczas bardzo dużo w mieście się działo. Czas był trudny, ale i dynamiczny. Działania wojenne skończyły się szybko, ofensywa żołnierzy radzieckich trwała dwa dni. 20 marca pojawiło się kilku pionierów, a już 1 kwietnia miasto miało burmistrza – mówi kustosz.

O tym, jak dynamiczna była sytuacja, świadczy rotacja na stołku włodarza miasta. W pierwszym roku istnienia urzędu było ich czterech! Sama nazwa miasteczka zmieniana była kilkakrotnie, by dopiero w 1947 roku przyjąć dzisiejsze brzmienie. Pionierzy jednak starali się jak najszybciej zorganizować sobie nowe życie. Pierwszy chleb w Karlinie upiekł Zygmunt Gruchot. Razem z Władysławem Sową zaopatrywał w niego do października 1945 roku za darmo zarówno wojsko, jak i cywilów. Swoją piekarnię prowadził do 1950 roku. – Był to czas likwidowania kułaków i w ogóle wszelkiej własności prywatnej. Musiałem więc zdać piekarnię, za którą otrzymałem 800 złotych. Piekarnię przejęła Spółdzielnia GS „SCh”. Zostałem wówczas zatrudniony w Spółdzielni jako kierownik piekarni – wspominał po latach pierwszy karliński piekarz.

Z kroniki miejskiej można również wyczytać, że już w 1945 roku ówczesny burmistrz Jan Kufel zorganizował jednostkę Ochotniczej Straży Pożarnej, w której skład weszło 18 obywateli. – Wyposażenie stanowiły sikawka ręczna, wiadra, drabiny, bosaki oraz zaprzęg konny wykorzystywany na co dzień dla celów gospodarki komunalnej. Karlińska OSP dysponowała również wozem bojowym uzyskanym z demobilu – produkcji amerykańskiej. Z samochodem tym było wiele problemów, zwłaszcza przy wyjeździe z remizy i włączeniu się do ruchu na głównej ulicy Koszalińskiej. Gdy wykonywało się manewr w lewo lub prawo, samochód zajeżdżał aż na przeciwległy chodnik – relacjonował Jan Szyszko.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama