Nowy numer 4/2021 Archiwum

Ciasto trzeba dobrze ugnieść

O życiu zakonnym w zgromadzeniu obrządku wschodniego opowiada s. Anatolia Magura ze Zgromadzenia Sióstr Służebnic NMP w Koszalinie.

Siostra świętuje właśnie 50. rocznicę swoich ślubów zakonnych. Droga powołania jest trochę takim ugniataniem ciasta. Potrzeba czasu, żeby wszystko nabrało właściwego kształtu. Jak to powołanie kształtowało się u Siostry?

Pochodzę z Mazur, gdzie po wojnie moi rodzice zostali przesiedleni. Nigdy nie myślałam, że będę siostrą zakonną. Kiedy jednak moja koleżanka wstąpiła do naszego nowicjatu w Warszawie, chciałam ją odwiedzić – pojechałam i… już zostałam.

Jak to się stało?

Pociągnęło mnie to, że spotkałam tam sporo młodych dziewcząt, które były takie radosne. Poza tym pracowała tam przecudowna mistrzyni. Jej rola była bardzo ważna. Mama płakała, przyjeżdżała, chciała, żebym wróciła, ale ja zostałam.

Jednak na atmosferze i osobie mistrzyni nie da się oprzeć drogi powołania…

To nie wystarczy. Przed ślubami miałam głębokie rozterki. Zastanawiałam się, czy podołam, bo niewierności w ogóle nie brałam pod uwagę. W tym czasie mistrzyni zachorowała i zmarła. To był dla mnie wielki cios.

Pan Bóg poprowadził bardziej ku sobie?

Śmierć siostry mistrzyni miała dla mnie wielkie znaczenie w utwierdzeniu mojego powołania. Zobaczyłam, że jej już nie ma, a moje powołanie nadal jest. Pan Bóg to prowadził. Jeszcze bowiem przed śmiercią mistrzyni zrezygnowały dwie koleżanki, więc nawet w rodzinie myśleli, że i ja wrócę.

Siostra nie wróciła i nadal trwa. Jakie było to pół wieku?

Bardzo intensywne. Pan Bóg mnie przez wszystkie trudne momenty przeprowadzał. Piękne jest życie wspólne. Przychodzę do domu i mam z kim podzielić się swoim życiem. Bardzo cenię tradycje wschodnie, święta i to, że mogę całym sercem oddać się innym.• wojciech.parfianowicz@gosc.pl

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama