Nowy numer 48/2020 Archiwum

Kobiety od wszystkiego

Tak z całą pewnością można powiedzieć o siostrach zakonnych, które zaraz po wojnie przybyły na Ziemie Odzyskane. Były wśród nich urszulanki i niepokalanki. Są tu do dzisiaj… z tym samym, pionierskim zapałem.

Rozdział Kościoła od państwa – to hasło, którym szafują nie tylko niektórzy politycy, z góry zakładając, że jakikolwiek związek tych dwóch rzeczywistości ze sobą musi być z gruntu zły. Widocznie obca jest im historia Ziem Odzyskanych i dramatów przesiedlanych tu ludzi, wyrywanych z korzeniami z ziemi swoich ojców i rzucanych w świat zupełnie im obcy. Ten tragiczny los dzieliły z przybyszami siostry zakonne, które na przykład pozbawiane swoich domów na Kresach, trafiały na Pomorze Zachodnie jako pionierki w habitach.

– Nie można zrozumieć historii Słupska bez zrozumienia i poznania historii sióstr urszulanek – powiedział bp Krzysztof Zadarko 4 października podczas uroczystości jubileuszu 75-lecia ich obecności w tym mieście. Podobnego zdania można by użyć, opisując znaczenie sióstr niepokalanek dla Szczecinka. One również w październiku świętują 75-lecie swojego pobytu nad jeziorem Trzesiecko.

Urszulanki i niepokalanki wrosły w swoje miasta, które tak naprawdę zostały nimi obdarowane. Nie budowały nowych kamienic, mostów ani zakładów pracy. Budowały ludzi… i nadal budują.

Pionki Pana Boga

Urszulanki przybyły nad Słupię już 19 września 1945 roku, na prośbę ówczesnego duszpasterza ks. Jana Ziei. Oprócz ciężkiej pracy musiały także zmagać się z trudnymi warunkami bytowymi. Przez pierwsze dwa lata wielokrotnie zmieniały miejsce pobytu, aby w 1947 roku osiąść w kamienicy przy obecnej ul. Armii Krajowej, gdzie są do dzisiaj.

– Siostry zajmowały się tym, co było w danym momencie najbardziej potrzebne – mówi s. Mirosława Osuch, obecna przełożona słupskiego domu. Taka dyspozycyjność wynikała m.in. z podejścia założycielki, św. Urszuli Ledóchowskiej, która powtarzała: „Byłam tylko pionkiem na szachownicy, którym wyższa ręka kierowała, rządziła, przerzucając z miejsca na miejsce (...) aż do spełnienia nie moich zamysłów – ja o tym nie myślałam nigdy – ale zamiarów Bożych”.

Przez pierwsze dwa lata po wojnie siostry prowadziły dom dziecka, następnie także przedszkole, stołówkę dla ubogich, bursę dla uczennic, świetlicę czy szwalnię szkoleniową. Uczyły religii dzieci i młodzież w Słupsku, a także w Gardnie Wielkiej, Darłowie, Łupawie czy Złocieńcu. Prowadziły kolonie letnie, pracowały także jako nauczycielki w Niższym Seminarium Duchownym w Słupsku.

Pracę sióstr doceniały nawet władze komunistyczne, które na pewien czas uhonorowały je darmowymi przejazdami w komunikacji miejskiej. Niejeden mieszkaniec tego miasta mógłby opowiedzieć historię z siostrami w tle.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama